Eksperci o tłumach nad morzem i w górach. Chcemy wypoczywać, a nie pamiętać o epidemii

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Tłumy w Sopocie, w czasie długiego weekendu.
Tłumy w Sopocie, w czasie długiego weekendu. Przemysław Świderski
Udostępnij:
Puściliśmy te cugle, i to z ułańską fantazją - mówi Marcin Samsel, ekspert zarządzania kryzysowego, o społecznym przestrzeganiu w Polsce zasad walki z koronawirusem. Tłumy w nadmorskich miejscowościach w czasie długiego weekendu pokazują, że nic już sobie z zagrożenia pandemią nie robimy.

Jeśli ktoś zdał egzamin z obowiązujących przepisów, to chyba ci, którym najbardziej zależało, by ludzie wyszli z domów, by zakończył się „lockdown”. Czerwcowy długi weekend był pierwszym po przymusowym zamrożeniu życia gospodarczego i społecznego, gdy do branży turystycznej wpłynęły pieniądze.

Reżim był zachowywany w restauracjach, obiektach noclegowych. Sprawdzaliśmy to na bieżąco w czasie długiego weekendu

- mówi Łukasz Magrian, dyrektor Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej. - Widzieliśmy płyny dezynfekcyjne, rękawiczki jednorazowe, wydzielone stoliki, maseczki - to działało. Mieliśmy oczywiście obawy, że ktoś się pokusi, by otworzyć swój obiekt w całości, jednak odpowiedzialność wśród właścicieli restauracji czy hoteli, pensjonatów jest bardzo duża. To cieszy.

My się z zagrożeniem bawimy w ciuciubabkę

Kto egzaminu nie zdał? W czasie długiego weekendu na ulicach Sopotu, Gdańska i Gdyni dystans społeczny właściwie nie istniał. Ludzie mijali się w odległości kilkunastu centymetrów.

Marcin Samsel, ekspert ds. zarządzania kryzysowego, wykładowca Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni, zaznacza, że „lekceważenie procedur jest polskim standardem”.

- W sklepach maseczki nosi chyba z 70-80 proc. osób, w znacznej części z nich nie ma już nawet stanowiska do dezynfekcji - podkreśla Samsel. - My się z zagrożeniem bawimy w ciuciubabkę. Ja mam wrażenie, że w Polsce „walnęliśmy setę” na odwagę, zamknęliśmy oczy, przeżegnaliśmy się i naprzód - może się uda. Nikt już chyba nie respektuje sanitarnego reżimu.

Z niepokojem zauważamy, że coraz więcej osób rezygnuje z masek, robiąc zakupy w sklepach, podczas publicznych zgromadzeń (także tych przedwyborczych), w miejscach kultu religijnego. Dystans też przestał już istnieć. Nie każdy korzysta ze środków dezynfekcyjnych czy rękawiczek. To wielki błąd!

- podkreśliła w oświadczeniu prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia Bożena Janicka. - Nie dajmy się ponieść źle rozumianej wolności.

Tak wyglądał długi weekend na ulicach Sopotu w sobotę, 13 czerwca

Sopot: Tłumy na Monciaku. Turyści i mieszkańcy korzystają z ...

- Być może ludzie zachłysnęli się - po okresie przebywania w domach - tym, że można przyjechać na plażę. Chyba jednak nikt już nie nosił maseczek, nie zachowywał dystansu - mówi Roman Chmielowski, doświadczony ratownik WOPR. - Tymczasem wystarczy, że ktoś bezobjawowo zakażony przejdzie plażą, w tak wielkim skupisku ludzi, i może się okazać, że zamiast otwierać plaże i kąpieliska, będziemy mieli większe restrykcje. Sądzę, że powinniśmy jeszcze wytrzymać, przynajmniej do wakacji, a potem cieszyć się plażami bez jakichkolwiek ograniczeń.

- Jeśli się popatrzy na obrazki z całej Europy, to my wyjątkiem nie jesteśmy. W Hiszpanii, Włoszech mieliśmy bardzo podobne zachowania ludzi, pełne deptaki, restauracje. Oczywiście istnieje obawa o to, co się może stać - zaznacza Łukasz Magrian. - Liczę, że uda nam się do świadomości turystów dotrzeć.

Tłumy turystów

Dyrektor PROT ocenia, że tłumy turystów w Gdyni, Sopocie czy Gdańsku to byli głównie przyjezdni. Raczej nie miejscowych przedstawiają obrazki z deptaków i plaż.

- Ludzi było bardzo dużo, mieliśmy mnóstwo przyjezdnych z różnych stron kraju. Plusem jest na pewno to, że ten ruch w znacznym stopniu nam się po Pomorzu rozlał, na Kociewie, Kaszuby. Z kolei miejscowi, którzy też chcieli skorzystać z dni wolnych, wybierali na wypoczynek mniej oczywiste, niepopularne, może nawet niedostępne miejsca - podkreśla Magrian.
Dodaje, że długi weekend pozwolił branży turystycznej ruszyć. Taki impuls był biznesowi zdewastowanemu przez „lockdown” potrzebny.

Nie ma jednak chyba nikogo w branży, kto zapraszając na weekend turystów, oferując możliwości spędzania wolnego czasu, nie informowałby o konieczności zachowania ostrożności - mówi dyrektor PROT. - Niestety, wciąż potrzebujemy edukacji, komunikatów przypominających o konieczności zachowania reżimu sanitarnego. To jest niezbędne.

Chcemy wypoczywać, a nie pamiętać o epidemii

Niemal każdy z turystów spędzających długi weekend nad morzem czy w górach, pytany o koronawirusa, podkreślał, że o epidemii trzeba zapomnieć, że choroby się nie boi lub wręcz, że jej nie ma. Badania prof. Dariusza Dolińskiego i prof. Wojciecha Kuleszy, psychologów Uniwersytetu SWPS, pokazały występowanie tzw. nierealistycznego optymizmu wśród Polaków, w odniesieniu do postrzegania siebie jako mniej narażonego na zarażenie się koronawirusem. - Czynnikiem wpływającym na wielkość występowania efektu nierealnego optymizmu jest wiara w możliwość kontroli danego zjawiska i przekonanie, że mamy na nie wpływ - tłumaczy prof. Dariusz Doliński.

Może jednak teza o niezdanym egzaminie nie jest uprawniona? Epidemiolodzy oceniają, że turystyczna aktywność, masowe wyjazdy nad morze itp. mogą przynieść wkrótce ogniska zakażeń, podobne do tych ze śląskich kopalni, choć...

Tłumy spacerowiczów na Mierzei Wiślanej w niedzielę, 14 czerwca

Pomorskie: Słoneczny weekend na Mierzei Wiślanej. Tłumy wcza...

- Podobne sądy pojawiały się po świętach wielkanocnych, gdy również mieliśmy do czynienia z obrazkami podobnymi do tych z minionego weekendu. Wzrostem zakażeń i zachorowań się to jednak nie skończyło - mówi dr Marek Prusakowski z Pomorskiego Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy w Gdańsku. - Wiele wskazuje, że szczepienia przeciw gruźlicy, obowiązkowe w Polsce i dawnych tzw. demoludach, pomagają nam lepiej znosić infekcję. Dokumentu na to nie mam, ale są w tej sprawie teorie. Z drugiej strony, dopóki każdy z nas się z wirusem nie zetknie, większość bezobjawowo lub chorując łagodnie, pozostali oczywiście ciężej, to on nadal będzie krążył, powodował zakażenia. Będziemy bezpieczni dopiero wtedy, gdy nabierzemy odporności tzw. stadnej (rzędu 80 proc. populacji).

Epidemia wcale się nie skończyła

Podobny osąd wyraził prof. Krzysztof Simon, ordynator oddziału zakaźnego szpitala przy ul. Koszarowej we Wrocławiu, zaznaczając jednak, że bez szczepionki proces społecznego „przechorowania” może trwać kilka lat i wiązać się ze znaczną liczbą zmarłych (mówił o tym w niedawnej rozmowie z Jarosławem Kuźniarem w Onecie). Dodał, że „bez dystansu społecznego, noszenia maseczek w sklepach, możliwy jest scenariusz 500 zakażeń dziennie, mimo że niektórzy politycy ogłosili już, że epidemia się skończyła”.

- Stan epidemii w Polsce nie został odwołany, dlatego pomimo obserwowanej w ostatnim czasie w województwie pomorskim poprawy sytuacji epidemiologicznej należy bezwzględnie przestrzegać zasad bezpieczeństwa, polegających przede wszystkim na zachowaniu dystansu społecznego, stosowaniu maseczek ochronnych w pomieszczeniach oraz przestrzeganiu higieny rąk - zaznacza Anna Obuchowska, zastępca dyrektora Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku, i dodaje, że PPWIS przypomina o tym w komunikatach na stronie internetowej i w mediach społecznościowych.

Na temat noszenia maseczek jest sporo teorii, choć moja opinia jest taka, że nosić je powinni tylko ludzie chorzy, jeśli znajdują się między ludźmi, bez względu na to, czy infekcję wywołał koronawirus, inny wirus lub bakteria

- mówi Marek Prusakowski.

Gdynia: Tłumy spacerowiczów na Bulwarze Nadmorskim, plaży i ...

Podkreśla on również, że decydujące jest zachowanie tzw. zdrowego rozsądku. - Decydująca jest higiena, mycie rąk, również unikanie dużych zbiorowisk, gdzie potencjalnie może być ktoś chory - mówi.

Trudno sobie wyobrazić, po zniesieniu obostrzeń, że ludzi po kilkunastu tygodniach w domu, w stresie i strachu nie będzie ciągnęło nad morze, do kurortów. Jeszcze trudniej wyobrazić sobie możliwość kontrolowania w tłumie epidemiologicznych zaleceń rządu.

Anna Obuchowska podkreśla, że sanepid nie ma takich możliwości. Mówi jednak, że informacje o sygnałach niestosowania się do obowiązku zakrywania ust i nosa w miejscach publicznych została przekazana do komendanta wojewódzkiego policji w Gdańsku, i to jeszcze przed długim weekendem.

Cytowany już wcześniej prof. Simon zaznacza, że podstawą przestrzegania zasad powinna być społeczna solidarność.

- Być może wcześniejsze restrykcje były zbyt surowe, sam je krytykowałem, ale te „domowe”, dla ludzi starszych, pacjentów „wielochorobowych” wciąż powinny obowiązywać. Nie może być jednak tak, że kiedy restrykcje odkręcono, jacyś gówniarze śmieją się z nas w sklepie - "co to za pajace noszą maski i po co". Młodym nic nie będzie, prawdopodobnie, ale tym powyżej 65 roku życia już tak - mówił Krzysztof Simon.

Chodzi o naprawdę niewielki wysiłek - noszenie maseczek, higienę, zachowanie dystansu. Ja nie wiem, czy ta choroba jest groźna, czy nie. Jednak z punktu zarządzania kryzysowego to jest drugi, mniej ważny poziom dyskusji. Kluczowe jest przygotowanie do jak najgorszych scenariuszy

- podkreśla Marcin Samsel. - Jeżeli autorytety stwierdzą, że choroba nie była niebezpieczna, to ja zrozumiem taki błąd. Na razie jednak oceniam, że wciąż możliwy jest w Polsce scenariusz włoski lub hiszpański. 25 tys. zmarłych na koronawirusa w Polsce? To wciąż jest możliwe, jeszcze w tym roku.

Mieszkańcy i turyści na ulicach Gdańska

Długi weekend w dobie pandemii. Dużo mieszkańców i turystów ...

Najnowsze informacje z regionu o zagrożeniu koronawirusem!

Koronawirus: pytania i odpowiedzi

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rosja niszczy ukraiński przemysł

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ewa Pniewska

Nad jeziorami też tłumy, jeden koło drugiego i nikt tego nie kontroluje.

Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie