Eksperci: Musimy być przygotowani na to, że po zakończeniu pandemii może wzrosnąć liczba pacjentów z zaburzeniami lękowymi

Ewa Andruszkiewicz
Ewa Andruszkiewicz
Z jednej strony lęk, z drugiej – gniew, być może jeszcze silniejszy niż strach. To główne emocje, które zdaniem psychologów klinicznych i społecznych targają obecnie większością społeczeństwa. Zdaniem ekspertów, powinniśmy działać prewencyjnie i być przygotowani na ewentualny wzrost liczby pacjentów z zaburzeniami psychicznymi po zakończeniu pandemii.

- Sytuacja jest żywa, zmienna. Na początku, wiosną baliśmy się bardziej, byliśmy zaskoczeni, zszokowani, potem strach na chwilę odpuścił, bo nie potrafimy żyć w ciągłej niepewności. W okresie wakacji wydawało się, że epidemia odpuszcza. Dziś okazuje się, że ta nowa, pandemiczna rzeczywistość tak naprawdę dopiero się zaczyna – mówi w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” dr Mateusz Zatorski z Zakładu Psychologii Klinicznej i Zdrowia na Uniwersytecie SWPS w Poznaniu. - Jako klinicysta zastanawiam się nad tym, jakie będą tego skutki. Czy gabinety psychologów, psychiatrów, terapeutów będą się coraz bardziej zapełniać? U osób, które do tej pory zmagały się z problemami, przedłużające się poczucie niepewności może te zaburzenia lękowe spotęgować. Jest też grupa osób, które do tej pory były zdrowe, ale dziś zmagają się z kryzysem. Powodem jest niestabilność, chodzi o kwestię pracy czy planów na przyszłość jak założenie rodziny czy kupno mieszkania. Ludzie myśleli, że będą w stanie zrealizować te cele w ciągu najbliższych lat, a teraz nagle okazuje się, że być może nie będzie to możliwe. W normalnej sytuacji kryzysy te by się nie pojawiły i to tworzy ryzyko wystąpienia zaburzeń różnego rodzaju.

Zdaniem ekspertów, każdy z nas znajduje się obecnie w fazie uruchamiania u siebie procesów psychicznego radzenia sobie z tą trudną sytuacją, w jakiej wszyscy się znaleźliśmy.

- Do wszystkich dociera dziś, że sytuacja z kwietnia to nie epizod, tylko nowa rzeczywistość, w której pozostaniemy dłużej – mówi dalej dr Mateusz Zatorski. - Wiosną u większości ludzi mogły uruchomić się mechanizmy radzenia sobie z sytuacją trudną, swoista „odporność psychiczna”. Dziś, kiedy okazuje się, że stan, w którym żyjemy, jest i będzie przewlekły, nasza „odporność” powinna się uruchomić ponownie. Jak się uruchamia, gdzie się uruchamia, z jakimi efektami to już zależy od osobowości i indywidualnej sytuacji danej osoby. Czy ktoś jest bardziej elastyczny poznawczo, czy charakteryzuje go większa koherencja, czy ma większe wsparcie społeczne. Jeżeli tak, to poradzi sobie lepiej, jeżeli jest osobą, która trudniej znosi kryzysy to być może faktycznie trafi do terapeuty czy psychologa.

Dlatego – jak tłumaczą eksperci, powinniśmy już dziś działać prewencyjnie i być przygotowani na ewentualny wzrost liczby pacjentów z zaburzeniami lękowymi po zakończeniu pandemii.

- Nie jestem jednak zwolennikiem straszenia społeczeństwa i mówienia, że pandemia zupełnie rozbije nas psychicznie. Człowiek potrafi się do bardzo wielu rzeczy przystosować. W czasie okupacji ludzie też starali się żyć normalnie, rodzili dzieci, pracowali, kochali się, próbowali poradzić sobie z otaczającą rzeczywistością. Psychikę człowieka można porównać do układu odpornościowego. Mamy pewien psychiczny system obronny organizmu i takie cechy, jak prężność, czy wspomniana już koherencja powinny nam pomóc wyjść z dłuższej sytuacji związanej z kryzysem. Jakaś część społeczeństwa z pewnością da więc sobie radę, druga być może nie. System opieki nad zdrowiem psychicznym, w tym psychiatrzy, terapeuci, psychologowie kliniczni powinni być na to przygotowani

– ostrzega dr Mateusz Zatorski.

Już nie lęk, a z kolei silny gniew widzą eksperci wśród protestujących w całym kraju po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji.

- To oczywiście temat głównie dla psychologów społecznych czy socjologów. Ja widzę w tych młodych ludziach przede wszystkim gniew i bunt. Widzę też frustrację i zaangażowanie we wspólny cel. Te emocje są bardzo charakterystyczne dla ludzi młodych. Im bardziej ktoś mówi im, żeby czegoś nie robili, że czegoś im nie wolno, tym bardziej będą się buntować. Młodzi ludzie potrzebują też czegoś, co daje im poczucie jedności w celu, z którym mogą się utożsamić. Ostatnio taki gniew widać było na ulicach w związku ze strajkami klimatycznymi. Trwające właśnie strajki łączą się też poniekąd z pandemią. Wszyscy ci młodzi ludzie byli do tej pory pozamykani w domach. Dziś sam Facebook już im nie wystarczy, nagle okazuje się, że mają absolutne prawo, według niektórych obowiązek, do wyjścia na ulice – analizuje dr Mateusz Zatorski.

Zdaniem ekspertów, przyczyn trwających obecnie strajków jest kilka.

- To przede wszystkim świadomość, że ktoś narzuca coś innym, i to coś dotyczącego bardzo ważnej i osobistej sfery. To kwestia, która może uderzać też w poczucie tożsamości. Gniew wydaje się więc na tyle silny, że wypiera lęk przed ewentualnym zakażeniem w czasie protestu – kontynuuje dr Mateusz Zatorski. - Dojrzałość ma to do siebie, że przed podjęciem działań pojawia się refleksja skierowana bardziej na przyszłość, świadomość konsekwencji w odległym czasie. To niesie wątpliwości, a często wahanie się. Młodość z kolei ma pewną formę nonszalancji. Całe szczęście! W tym wieku podejmuje się bowiem decyzje, które, jeśli mielibyśmy podejmować w późniejszym wieku, były by okupione większymi wątpliwościami i obawami. W związku z tym, nawet jeżeli protestujący mają gdzieś z tyłu głowy, że ryzykują zwiększenie liczby osób zakażonych, ważniejsze jest to, co tu i teraz, że dzieje się coś, na co trzeba natychmiast zareagować, bez względu na późniejsze skutki. W hierarchii wartości to jest teraz dla nich ważniejsze.

Czy można mieć o to do nich pretensje?

- Po pierwsze rozmawiamy o młodzieży i młodych dorosłych jako tych najbardziej widocznych na protestach dziś. Ale to jest protest kobiet w różnym wieku. To jest protest także dojrzałych mężczyzn, którzy nie godzą się z taką sytuację. Więc takie ryzykowne pandemicznie zachowanie nie dotyczy tylko młodych. Ale wracając do młodzieży. Każdy dorosły człowiek, szczególnie odpowiedzialny za innych, powinien mieć świadomość, co się dzieje, gdy odbierze się innym możliwość wyboru, uderzy się w podstawy tożsamościowe człowieka. Szczególnie, jeżeli odbiorcą takich zakazów są też ludzie młodzi. Im większy jest nacisk i narzucanie zasad, bez próby dialogu, tym większa frustracja i gniew

- podsumowuje dr Mateusz Zatorski.

Tani antydepresant lekiem na COVID-19?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.