Edmund Pepliński - to on zrobił najsłynniejsze zdjęcie z Grudnia'1970

Jacek Sieński
Edmund Pepliński w swoim zakładzie Foto Kamera archiwum prywatne
Zdjęcie-ikona Grudnia '70. Zrobione w gdyński "czarny czwartek", 17 grudnia 1970 roku, na ul. Świętojańskiej. Wykonał je z okna własnego mieszkania przy ul. Świętojańskiej 66 fotograf Edmund Pepliński, właściciel zakładu Foto Kamera przy Długim Targu w Gdańsku.

Zdjęcie-ikona Grudnia '70. Zrobione w gdyński "czarny czwartek", 17 grudnia 1970 roku, na ul. Świętojańskiej. Stoczniowcy, na wyrwanych gdzieś drzwiach, niosą ciało zastrzelonego Zbyszka Godlewskiego, 18-letniego mieszkańca Elbląga, pracownika gdyńskiego portu. Idą z nim pod budynek Prezydium Miejskiej Rady Narodowej (obecnie Urząd Miejski). Przez wiele lat publikowane za granicą oraz rozpowszechniane potajemnie w kraju odbitki podpisywano: "autor nieznany".
Dopiero po roku 1980 możliwe stało się ujawnienie jego nazwiska. Zdjęcie wykonał z okna własnego mieszkania przy ul. Świętojańskiej 66 fotograf Edmund Pepliński, właściciel zakładu Foto Kamera przy Długim Targu w Gdańsku.

Czytaj także: Budzę się i krzyczę: nie strzelajcie!

W lubelskim Niezależnym Piśmie Młodych Katolików "Spotkania" nr 24/1983, tak Pepliński opisał okoliczności powstania tej fotografii: "Potworne wrażenie na mieszkańcach Gdyni sprawiła noc ze środy na czwartek. Ulicą Świętojańską w dół, w stronę portu, długo w noc jechał ciężki sprzęt wojskowy. Ulice się trzęsły, domy się trzęsły; czołgi, transportery, ciężkie wojskowe wozy - to wszystko huczało, robiło olbrzymi hałas i tak przez wiele godzin. (…) W późniejszych godzinach, około godziny 10, szedł następny pochód. Ten z chłopcem na drzwiach. Niesiono przed nim pokrwawioną biało-czerwoną flagę, długą tak, że sięgała w poprzek od chodnika do chodnika. Na zdjęciu jej nie widać, bo niesiono ją kilkanaście metrów z przodu, a ja czekałem na ten zasadniczy moment, żeby chłopca mieć na pierwszym planie. Jak się dobrze zdjęciu przyjrzeć, widać też, że między stopami umieszczony jest krzyż. Zrobiłem to zdjęcie i wychyliwszy się przez okno, obserwowałem. Na rogu Świętojańskiej i Kilińskiego uformowała się milicyjna zapora. Były tam gaziki, które stały tyłem do maszerującego tłumu, wystawiając w kierunku pochodu działka z wyrzutniami granatników. Gaziki jechały do tyłu, w stronę nadchodzących. Teraz nastąpiła scena, jakby specjalnie przygotowana dla filmu: gdy pierwsze granaty wybuchły, powstały obłoki dymu, za którymi szli milicjanci z wielkimi, krzyżackimi tarczami i nacierali na tłum. Dym przysłonił mi widoczność. Kiedy opadł, zobaczyłem, że drzwi z chłopcem leżą na jezdni. Po chwili robotnicy podnieśli je znowu i ponieśli dalej (…)".

Negatyw tego zdjęcia, ukryty w korytarzu mieszkania pod wieszakiem na odzież, przetrwał i jest w posiadaniu rodziny.
Edmund Pepliński urodził się w 1922 roku w Sierakowicach. Jego stryjecznym dziadkiem był Franciszek Pepliński, znany jako "Drzymała Kaszubski", którego w II RP za zasługi w utrzymaniu polskości Kaszub nagrodzono nadaniem ziemi. Rodzice Edmunda, zanim przenieśli się do Gdyni, prowadzili piekarnię i małą restaurację. Po przeprowadzce zapisali syna do Gimnazjum Kupieckiego. W okresie okupacji młody Edward pracował w gdyńskim zakładzie fotograficznym, gdzie nauczył się zawodu fotografa. W 1944 roku ożenił się z Bolesławą Wąs.

- Zaraz po wojnie rodzice prowadzili własny zakład fotograficzny w Gdyni - wspomina córka fotografa, Ewa Dmochowska. - Po kilku latach, w ramach akcji zwalczania "prywaciarzy", organy skarbowe naliczyły im ogromny domiar, czyli dodatkową dopłatę do podatku, co zmusiło ich do zamknięcia firmy. Byłam wtedy małą dziewczynką, ale pamiętam urzędników, którzy przyszli do naszego mieszkania, nalepiali na meblach karteczki oznaczające, że są do zlicytowania. Rodzice utworzyli więc ze znajomymi spółdzielnię fotograficzną, czyli przedsiębiorstwo uspołecznione, tolerowane przez władze komunistyczne.

W roku 1950 ojca zadenuncjował w Urzędzie Bezpieczeństwa kolega. Doniósł, że słucha on Radia Wolna Europa i posiada wiatrówkę. Ojca aresztowano i przetrzymywano około dwóch miesięcy, zanim wyjaśniono sprawę wiatrówki, którą posiadał legalnie jako myśliwy. Później rodzice prowadzili pracownię fotograficzną w Sopocie. W 1959 roku nadarzyła się okazja przejęcia lokalu w centrum Gdańska, przy Długim Targu. Była to wypełniona gruzem piwnica pod przedprożem Złotej Kamienicy. Rodzice otrzymali ją w wieczystą dzierżawę za odgruzowanie i wyremontowanie. Tak powstała pracownia fotograficzna Foto Kamera.

Czytaj także: Obchody rocznicy Grudnia '70

W latach stanu wojennego zakład Foto Kamera pełnił funkcję skrzynki kontaktowej trójmiejskiego podziemia. Tutaj można było wymienić się bibułą bądź nabyć książki wydawane w podziemnych oficynach wydawniczych.

Joanna Posmyk, działaczka Solidarności zaangażowana w działalność podziemną i z tej racji wyrzucona z pracy w 1983 r., nowe zatrudnienie znalazła właśnie w Foto Kamerze, gdzie przyjmowała i wydawała zdjęcia.
Lokalizacja zakładu miała niebagatelne znaczenie, bo przyciągała zarówno artystów malarzy, którzy korzystali z usługi reprodukcji swoich dzieł, architektów, projektantów i fotografów. Był też on kuźnią wolnego słowa i myśli. W zakładzie bywali opozycjoniści, m.in. Bogdan Lis i Antoni Filipkowski.

- Pepliński nie tylko dokumentował walkę z komunistyczną władzą, ale często ją wspierał finansowo - opowiada Filipkowski. - W jego zakładzie wykonywałem setki odbitek zdjęć ukazujących niezależne pochody majowe czy kolejne strajki w porcie gdańskim i Stoczni Gdańskiej. Z uwagą słuchałem słów mistrza Edmunda, który taktownie starał się wskazać błędy i niedociągnięcia widoczne na moich fotografiach.

Przyuczanie młodych adeptów do zawodu było kolejną pasją Peplińskiego. Był członkiem gdańskiego Cechu Rzemiosł Różnych, miał dyplom mistrza i pełnił funkcję przewodniczącego komisji egzaminacyjnej w zawodzie fotograf przy gdańskiej Izbie Rzemieślniczej. Wyszkolił w swoim zakładzie wielu uczniów, w tym swoich synów: Andrzeja i Leszka. Jako jeden z pierwszych wykonywał diapozytywy, podświetlane fotografie, które zamówiło m.in. Muzeum Zamkowe w Malborku, oraz zdjęcia reklamowe dla Baltony, Polskich Linii Oceanicznych i innych przedsiębiorstw. Potrafił też wykonywać reprodukcje starych, niejednokrotnie uszkodzonych fotografii.

Pepliński zmarł w 1988 roku. W marcu br. jego córka odebrała w Związku Rzemiosła Polskiego w Warszawie, przyznaną mu pośmiertnie za osiągnięcia artystyczne, Nagrodę Specjalną prestiżowej Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta.

Negatyw jego najsłynniejszego zdjęcia, ukryty w korytarzu mieszkania pod wieszakiem na odzież, przetrwał i jest w posiadaniu rodziny.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Janina

Janusz Pepliński z ekipą budowlańców - to są oszuści i piacy z Pomorza, z okolic Redy, Czerska i Czarnego Lasu !!! Zepsuli material budowlany emerytce z Warszawy na 100 tysiecy zlotych i w ciągu 10 lat uciekają odpowiedzialnosci ! Hańba tej rodzinie oszustów!

k
klient

Znam te Łajzy. Robili remont 2 tygodnie.zam8ast 3 dni.malowanie straszne.ciagle i zebranie się i alkoholi pili

G
Gość

Korzystałam z usług firmy "Janusz i Lidia Peplińscy" to jest zła firma,oszukują ludzi.Janusz Pepliński z firmy Lidia Peplińska wyroby papiernicze" Czersk, ul.60 lecia 10 jeździ po całej Polsce,oferuje usługi remontowe i budowlane.Jest nieprofesjonalny, nierzetelny,nie kulturalną osobą. Po 2-ch tygodniach,jak u mnie się stało, wszystko się posypało i dach, i inne rzeczy,wykonane przez taką nieprofesjonalną ekipę. Czy nie jesteście rodzinką? Do końca życia będę świadczyła o tym.
Pozdrawiam
Nina Szostacka

Warszawa

Dodaj ogłoszenie