ECS znalazło się na granicy

Jarosław Zalesiński
Jarosław Zalesiński
Jarosław Zalesiński
Nie należy ganić dnia przed zachodem słońca, więc i konkursu na dyrektora Europejskiego Centrum Solidarności nie należałoby krytykować przed rozstrzygnięciem.

- Każdy żołnierz może nosić w plecaku buławę - przekonuje mnie w prywatnej rozmowie jeden z członków konkursowej komisji. - Całkiem poważni kandydaci - słyszę od drugiego. Ale słyszę i taką opinię: To nieporozumienie. I komu tu teraz wierzyć?

Zaufam wobec tego swoim własnym odczuciom. Nie komentuję programu piątki kandydatów, którzy zgłosili się do konkursu, bo tych programów nikt nie zna. Nie komentuję osobowości. Ale wiem jedno: konkurs miał być powrotem do ogólnopolskich, ba, europejskich aspiracji ECS, a dyrektor miał wyprowadzić instytucję na podobne szerokie wody. Atmosfera wokół konkursowej rywalizacji sprawiła jednak, że w puli nie pojawił się nikt - z jednym wyjątkiem - spoza Gdańska i też nikt, kto by miał znane poza Gdańskiem nazwisko.

Od czasu niefortunnego koncertu na 30-lecie Solidarności ECS zaskarbia sobie opinię przedsięwzięcia mało poważnego, by nie powiedzieć ostrzej. Konkurs tego nie zmienił.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie