reklama

Dzisiaj potrzeba nam opamiętania, powrotu na drogę pragnienia pokoju, a nie wojny [komentarz]

Mariusz Szmidka
Spory zawsze będą. Są solą demokracji. Ale tylko te merytoryczne, z szacunkiem dla drugiej strony sporu. A przeciwieństwem demokracji jest autorytaryzm, wojna, język pogardy, poniżanie drugiego człowieka, niszczenie jego godności, wykluczanie go z narodu polskiego, stygmatyzowanie jako największego wroga.

Tak dzisiaj, niestety, wygląda polska polityczna rzeczywistość. To jest sytuacja skrajna, dramatyczna. Najbardziej w tym wszystkim smutny i wkurzający jest brak świadomości lub bagatelizowanie tej świadomości, że po przekroczeniu tych granic są już tylko chaos, rękoczyny, wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę i wzajemne wyniszczanie się społeczeństwa. Prowadzi to do samounicestwienia się narodu.

Z całą pewnością już jesteśmy na drodze stałego podziału na dwie Polski - dobrą i złą, patriotyczną i kosmopolityczną, tradycyjną i nowoczesną, katolicką i antykatolicką.

Można się różnić, nawet pięknie i spierać merytorycznie, broniąc swoich racji. Ale politycy doprowadzili do sytuacji absurdalnej - skłócenia wszystkich z wszystkimi w parlamencie, radach gmin, szkołach, rodzinach, Kościele - tylko po to, by przez wyzwolenie ogromnych, złych emocji, zachęcania do znienawidzenia przeciwnika utrzymać lub zdobyć władzę w kraju.

Można się różnić, nawet pięknie i spierać merytorycznie, broniąc swoich racji. Ale politycy doprowadzili do sytuacji absurdalnej - skłócenia wszystkich z wszystkimi w parlamencie, radach gmin, szkołach, rodzinach, Kościele - tylko po to, by przez wyzwolenie ogromnych, złych emocji, zachęcania do znienawidzenia przeciwnika utrzymać lub zdobyć władzę w kraju.

Dzisiaj potrzeba nam opamiętania, powrotu na drogę pragnienia pokoju, a nie pragnienia wojny. Mam w pamięci słowa ks. Leona Knabita, który tak pięknie przekonuje, że to pokój jest dziełem sprawiedliwości, w pokoju człowiek przechowuje swoje najwyższe wartości i może je bezpiecznie rozwijać, pokój to szczęście i radość. I to we wszystkich dziedzinach: politycznej, społecznej, rodzinnej i wewnętrznej, w duszy każdego człowieka.

Wytwórzmy taką presję na rządzących, na opozycję, na nas samych, która ożywi w nas pragnienie pokoju jako wartość wyższą od irytacji, waśni, wszelkiego rodzaju złośliwości. Może właśnie zrobić to w tym roku rocznic - 30 lat od obalenia komunizmu w Polsce, 40-lecia pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, 15-lecia wstąpienia Polski do Unii Europejskiej czy 20 lat od utworzenia samorządowych powiatów i 16 województw.

Byłoby pięknie, gdyby niektórzy politycy, samorządowcy, działacze społeczni, księża, nauczyciele, dziennikarze i przedstawiciele innych grup dali przykład i wreszcie zaczęli pokazywać, co znaczy szacunek dla drugiego człowieka także w trudnych sporach i dyskusjach.

Ja w tej fundamentalnej dla obywateli sprawie mam coraz mniej optymizmu. A to dlatego, że wciąż obserwuję te przepychanki, obraźliwy język i dwie skrajnie odmienne narracje na każdy temat. Na przykład w sprawie obchodów 30. rocznicy częściowo wolnych wyborów 4 czerwca 1989 roku, Unii Europejskiej, unijnej dyrektywy o prawie autorskim, Porozumień Sierpniowych, ale też sytuacji gospodarczej Polski, ograniczenia handlu w niedziele, roli Polski na arenie międzynarodowej czy nawet postulatów nauczycieli.

Widzę, że jako wspólnota obywateli każdego dnia oblewamy egzamin dojrzałości. Wygląda to tak, jakby koalicja rządząca i opozycja robiły wszystko, by ludzi dzielić, skłócać, obrażać.

Stawiam weto. Jako człowiek kochający to miejsce na ziemi, w którym przyszło mu żyć, martwię się o przyszłość naszych dzieci i naszego kraju. I marzę, by Polacy stali się wspólnotą ludzi tolerancyjnych i szanujących się, wspólnotą ludzi, którzy niezależnie od różnic potrafią ze sobą współpracować. Bo nic nie jest nam dane raz na zawsze. Zwłaszcza wolność.

Stawiam weto. Jako człowiek kochający to miejsce na ziemi, w którym przyszło mu żyć, martwię się o przyszłość naszych dzieci i naszego kraju. I marzę, by Polacy stali się wspólnotą ludzi tolerancyjnych i szanujących się, wspólnotą ludzi, którzy niezależnie od różnic potrafią ze sobą współpracować. Bo nic nie jest nam dane raz na zawsze. Zwłaszcza wolność.

Zobacz też: Przegląd najważniejszych wydarzeń ostatnich dni:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jack

04.06 to dzien polskiego konfidenta TW Bolka,grupa przestepcza o charakterze zbrojnym podpisala uklad z Tajnymi Wspolpracownikami Bezpieki !

P
Polihistor

Powtórzę to, co zwykle.
Zacznij Pan, redaktorze, od własnej gazety.
Potem bierz się, człowieku, za pouczanie innych.

d
donChichot

Nikt nie pragnie wojny...
To przebrzmiałe pojęcia. Teraz się nie zabija fizycznie. Teraz można zadusić konwenansem, szyderstwem, ekonomią, wmawianiem odpowiedzialności i poczucia winy. Mozna zepchąć masy ludzi na niewidzialny margines biologicznego przetrwania, zachowująć wpływy i dochody. Nie trzeba przecież dzielić się z "nierobami". No bo dlaczego, skoro mogę sobie wziąć "swoją wolność"?

Ale czy można się dziwić, że nie budzi to entuzjazmu? Czy może dziwić, że taki potencjał niezadowolenia jest zagospodarowany obietnicami? Może pustymi? Ale dlaczego wmawiać ludziom, że mają być rozsądni, światli i przewidujący jeżeli to sprowadza się jedynie do powstrzymania realizacji ich pragnień?
A po drugiej stronie rządzi "tu i teraz"...

Ludzie zostali podzieleni. Ale nie przez rządzącą koalicję. Ona jedynie wykorzytała potencjał, który stworzyła, mówmy szczerze, pazerność, głupota i ograniczenie poprzedników. Choć te same cechy wmawiają przeciwnikom.
Przy ochoczym udziałe medialnych wyrobników.
Jesteście siebie warci...

Dodaj ogłoszenie