Dziesięciolecie CSW Łaźnia w Gdańsku

    Dziesięciolecie CSW Łaźnia w Gdańsku

    Tadeusz Skutnik

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    "Otwarte Atelier" Piotra Wyrzykowskiego to chyba najskromniejsza z instalacji w przekroju całego dziesięciolecia, na temat własny, co się chwali...
    CSW Łaźnia na swoje dziesięć lat zafundowało sobie skromną instalację Piotra Wyrzykowskiego "Otwarte Atelier", złożoną z podwieszonych na sznurkach programów/katalogów różnych wystaw i zdarzeń, czyli ich papierowych utrwaleń, połączonych z zarejestrowanymi obrazami wideo tychże. To chyba najskromniejsza z instalacji w przekroju całego dziesięciolecia, i to na temat własny, co się chwali.


    Prezentacja z tej okazji pięciorga artystów, wzmocniona słowem szóstego, już tak skromna nie jest, choć nie jest też pyszałkowata. Rzekłbym raczej - jubileuszowo schludna. Nie ma wszelako zgody na wyrażoną wprost intencję wystawy "Opowiedziane inaczej…", że chodzi o wydobycie z cienia i dowartościowanie pozaoficjalnego nurtu współczesnej sztuki.

    Ten nurt wcale nie jest w cieniu, nie został zepchnięty na margines, wystarczy wymienić nazwiska artystów uczestniczących w wystawie. A więc Zbigniew Libera (i wspierający go słowem w projekcie "Co robi łączniczka" Darek Foks), a więc Zofia Kulik, Tomasz Ciecierski, Jarosław Kozłowski i Aleksandra Polisiewicz nie są artystami nieznanymi ani marginalizowanymi.
    Pojawili się w Gdańsku zresztą nie pierwszy raz i nie tylko dzięki Łaźni.

    Na przykład Libera i Foks kandydowali książeczką "Co robi łączniczka" do nagrody Gdyni w 2006 r. Gorąco ją wtedy polecałem jurorom, ale wymiękli, zlękli się zawartej w niej bulwersującej wizji polskiej historii (Powstanie Warszawskie), opowiedzianej rzeczywiście zupełnie inaczej niż np. Miron Białoszewski w swoim "Pamiętniku z powstania warszawskiego", który w swoim czasie wywołał wielką burzę. Libera i Foks stworzyli rzecz znacznie podstępniej atakującą ikonę heroicznej wizji polskiej historii i… I właściwie nic.

    Tu książeczka została pokazana w formie wystawy, acz nie w pełni. W oryginale (i wystawa i książeczka) z 2005 r. zawierały po 63 stron/plansz tekstów i ilustracji, tu jest ich o 10 mniej - i to bardzo znaczących! Nie chcę używać wrednego słowa "cenzura", ale i nie bardzo chce mi się wierzyć w brak miejsca jako jedyny powód wycięcia dziesięciu stron/plansz.

    Towarzyszące wystawie Libery i Foksa olbrzymie dzieła złożone z multiplikacji: "Via dei pittori" Tomasza Ciecierskiego oraz Jarosława Kozłowskiego "Recycler News" nie są już tak zjadliwe (zwłaszcza Ciecierski), choć też bez pomyłki mogą być zaliczone do nurtu tzw. sztuki krytycznej.

    Podobnie dwie rzeczy Zofii Kulik: instalacja "Nie jestem kustoszem" (o rozejściu się establishmentu i artystów), a także jej fotomontaż "Ambasadorowie przeszłości", nawet zabawny poprzez nagromadzenie sprzeczności, np. strojów i rzeczy.

    Na temat rzeczy Aleksandry Polisiewicz "Wartopia" wolałbym się nie wypowiadać.
    Wypowiedzieć się będą mogli natomiast, na czwartkowym, czyli dzisiejszym (26 czerwca) spotkaniu z artystami i kuratorami wystawy - jej widzowie.
    Początek o godz. 18; może być bardzo gorąco. Polecam.

    CSW Łaźnia, ul. Jaskółcza 1 w Gdańsku.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo