Dzień ojca 2020. Słynni ojcowie, sportowcy z Pomorza świętują ze swoimi dziećmi [ZDJĘCIA]

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki

Wideo

Zobacz galerię (13 zdjęć)
Dzień ojca w Polsce obchodzony jest 23 czerwca. Jakimi ojcami są sportowcy z Pomorza? Z pewnością wymagającymi. Taki swój obraz przedstawiają sami, chociaż zastrzegają, że z tym pytaniem trzeba by zwracać się do ich dzieci. Co o roli taty sądzą Dusan Kuciak z Lechii Gdańsk, Pavels Steinbors z Arki Gdynia, Wojciech Grzyb z Trefla Gdańsk, czy Piotr Myszka z AZS AWFiS Gdańsk?

Dzień ojca 2020 - słynni ojcowie z Pomorza

- Na pewno jestem tatą wymagającym - mówi Piotr Myszka, windsurfer AZS AWFiS Gdańsk, olimpijczyk. - Staram się z dziećmi spędzać możliwie najwięcej czasu. Robię z nimi różne rzeczy, chociaż czasem nie mam na to siły. Dla nich jestem w stanie zrobić wszystko. Myślę, że jestem dobrym ojcem. Potrafię wynagrodzić. Doceniam, kiedy się starają. Wsparcie, nawet te mentalne, jest ze strony ojca chyba najważniejsze.

Piotr Myszka ma troje dzieci. Najstarszy Antek ma 11 lat, Nela 8, a Ida 4. Pandemia koronawirusa pomogła zacieśnić relacje rodzinne żeglarza, który wywalczył przepustkę na igrzyska olimpijskie w Tokio.

- Wyszło to na plus, bo jestem w domu w ciepłym okresie roku - wyjaśnia specjalista w klasie RS:X, olimpijczyk z Rio de Janeiro. - Dużo czasu poświęcałem dzieciom w nauce zdalnej. To był bardzo aktywny czas.

Dusan Kuciak, bramkarz Lechii Gdańsk ma 9-letnią córkę Zarę Lucię. Na Słowacji dzień ojca przypada 21 czerwca. Cała rodzina mieszka jednak od lat w Polsce.

- Jako tata czuję się świetnie. To wyjątkowa sprawa - tłumaczy bramkarz biało-zielonych. - Jestem dumny ze swojej córki. Kiedy trzeba, to ją chwalę, a kiedy trzeba, mówię prawdę. Nie okłamuję jej. O to, jakim jestem ojcem, trzeba by zapytać jednak córkę.

Profesjonalni piłkarze w Polsce już od końcówki maja są aktywni na boiskach. W ich przypadku przerwa w obowiązkach zawodowych była krótsza niż u przedstawicieli innych dyscyplin.

- Jesteśmy cały czas razem. Różnica była taka, że trzeba się było z żoną podzielić, jeśli chodzi o pomoc w zdalnej nauce córki. To wygląda jednak tak, że 70 procent czasu spędza z nią żona, za co jestem jej bardzo wdzięczny - mówi Dusan Kuciak.

Pavels Steinbors, bramkarz i niekwestionowany lider Arki Gdynia, ma dwóch synów: 9-letniego Mariansa i 5-letniego Davidsa. Sam zawodnik żółto-niebieskich nie ma dobrych wspomnień związanych ze swoim ojcem biologicznym, który opuścił rodzinę, kiedy Pavels miał raptem dwa lata. Na Łotwie dzień ojca obchodzony jest dopiero 13 września.

- Zależy mi na tym, by moje dzieci miały wszystko. Poza tym myślę, że każdy ojciec, który jest zawodowym sportowcem, ma w duszy marzenie, by dzieci szły w jego ślady. Sport buduje w młodym człowieku cechy, które moim zdaniem są w życiu potrzebne i dobre. Uczy tego, by się nie poddawać i nie akceptować porażki. Choć gdy ma się syna uprawiającego sport, trzeba też umiejętnie go motywować i z nim rozmawiać. Sam się o tym przekonałem - mówił Jakubowi Radomskiemu z "Przeglądu Sportowego" Pavels Steinbors. Jego starszy syn trenuje zapasy.

W ślady sławnego ojca idą dzieci Wojciecha Grzyba. Środkowy bloku Trefla Gdańsk, który właśnie zakończył karierę, ma w domu 15-letniego Michała, 12-letnią Lenę i 7-letnią Lilianę. Cała trójka zainteresowała się siatkówką. Michał i Lena trenują w młodzieżowych drużynach Trefla.

- Jakim jestem tatą? Trudne pytanie, bo taka samoocena nie jest łatwa - mówi Wojciech Grzyb, który w reprezentacji Polski rozegrał 120 meczów, a w 2006 roku zdobył wicemistrzostwo świata. - Myślę, że trzeba o to dzieci zapytać. Uważam, że jestem wymagający. Nie jestem za wychowaniem bezstresowym. Nie chcę być źle zrozumiany, bo nie wywołuję niemiłych sytuacji. Stresu jest jednak w życiu dużo, więc trzeba dzieciaki do tego przygotować. A na pewno trzeba je uświadamiać. Samo odrabianie lekcji wymaga sumienności i pracowitości. Jeśli ktoś o to nie dba, to później goni go czas i jest stresująca sytuacja. Słyszę wtedy: "tato pomóż". I zaczyna się pogadanka.

Wojciech Grzyb zapewnia, że sport pomaga radzić sobie ze stresem. Wychodzi się przecież na boisko po to, aby wygrać.

- Sport jest szkołą życia w pigułce. Bez pracy i bez cierpliwości nic się w nim nie osiągnie - zaznacza siatkarz, który w tym roku zakończył karierę po 20 latach spędzonych w PlusLidze. - Staram się stwarzać dzieciom możliwości rozwoju. Najstarszy syn wykazuje zainteresowanie muzyką, więc kupiliśmy mu keyboard. Później zaczął brać lekcje w domu. Michał miał też epizod na akordeonie. Staramy się z żoną zapewnić dzieciom bodźce, sprawdzić, w których kierunkach będą chciały się rozwijać. Aby miało później swoją pasję, hobby. Z Leną trenowaliśmy rolki, rower. Dużo było zajęć pozalekcyjnych. Wybrała siatkówkę w Szkole Podstawowa nr 79 i jesteśmy bardzo zadowoleni. Najmłodsza córka wykazuje wiele talentów. Chodzi na akrobatykę, judo, a teraz jest na tapecie siatkówka. Lubię eksplorować tereny, na których mieszkam. Robimy więc wycieczki w różne zakątki Trójmiasta. Zbieramy pieczątki z punktów widokowych w Gdańsku, a także z latarń - dodaje Wojciech Grzyb.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie