Dzień Kobiet 2013 - Była florecistka Anna Sobczak: Każda lubi być adorowana

Łukasz Żaguń
Sietom Gdańsk
Z Anną Sobczak, byłą florecistką, a obecnie trenerką, dwukrotną uczestniczką igrzysk olimpijskich, rozmawia Łukasz Żaguń.

Jak kariera sportowca wpływa na rodzinę?

- Mogę powiedzieć, jak to wygląda z mojego punktu widzenia, bo to zależy od indywidualnego podejścia. Prawdę mówiąc, u mnie założenie rodziny to był prawie koniec kariery. Oczywiście, dopóki z mężem (były znakomity florecista, Ryszard Sobczak - przyp. red.) nie mieliśmy dzieci, to mogliśmy uprawiać sport i nie było żadnego problemu. Niektóre pary radzą sobie z tym i potrafią wszystko godzić, ale mimo to trudno połączyć ze sobą sport i rodzinę.

Sport wymaga wielu wyrzeczeń?

- Oczywiście, że tak. Powiedziałabym nawet, że w obecnych czasach tych wyrzeczeń jest znacznie więcej, niż kiedyś. Jeżeli ktoś myśli o sukcesach, to nie może pozwolić sobie na niehigieniczny tryb życia. Jest czas na zabawę i jest czas na ciężką pracę. Trzeba stale mieć na uwadze to, że we wszystko, co robimy, wkładamy ogromny wysiłek, który łatwo zmarnować.

Czym jest dla Pani sport?

- Dla mnie bez wątpienia, to wielka pasja. Mimo swojego wieku nadal uwielbiam ruch. Czasami sobie myślę, że powinnam podejść trochę racjonalniej do tego tematu, ale na to nie pozwala mi po prostu mój temperament. Nie będę siedziała bezczynnie w fotelu.

Pani i mąż jesteście nadal związani z floretem. Nie za dużo tego?

- Zdecydowanie lepiej by było, gdyby każde z nas miało różne pasje. Nie mówię tutaj, że muszą to być całkowicie inne zainteresowania. Jednak wydaje mi się, że jak wszystko kręci się wokół tego samego, to nie jest dobre, tym bardziej, że również nasze dzieci poszły w tym kierunku. Prawdę mówiąc, 80 lub nawet 90 procent czasu i tematów, które przewijają się w naszym otoczeniu, zajmuje szermierka. Trzeba umieć od tego odskoczyć.

Miała Pani w karierze chwile zwątpienia?

- Oczywiście, że miałam. Po raz pierwszy dołek złapał mnie, kiedy byłam bardzo młoda i nie zakwalifikowałam się na MŚ juniorów. Czułam się wtedy pokrzywdzona przez trenera, czy nawet przez system, który wtedy obowiązywał. Wówczas powiedziałam sobie, że jeśli będę silna i utrzymam się na topie, nikt mnie już nie skrzywdzi. Chwilę słabości miałam też przed igrzyskami w Seulu, kiedy złapałam kontuzję. Nie potrafiłam się dobrze przygotować. Miałam wiele wątpliwości. W szermierce jednak czasami bywa tak, że po kontuzji zawodnik wraca na planszę i świetnie walczy. To w innych dyscyplinach raczej się nie zdarza. Mnie też to się kiedyś przytrafiło. To taki pozytywny bodziec, który mobilizuje do dalszej pracy.

Co mówi Pani młodym adeptom, którzy dopiero "raczkują"?

- Tych najmłodszych trzeba przede wszystkim zainteresować sportem. Tym trochę starszym natomiast należy wpoić, że tylko ciężka praca może dać efekty. Co więcej, jeżeli po okresie trzech lat, stwierdzą, że nie chcą już dalej iść w tym kierunku, to powinni zrezygnować. Po prostu muszą sobie powiedzieć: "nie wyszło mi, mówi się trudno, chcę coś zmienić". Generalnie jednak staramy się przekazywać młodym ludziom, że najważniejsze jest zaangażowanie i wiara we własne możliwości.

Zmieniając temat, przywiązuje Pani dużą wagę do Dnia Kobiet?

- Absolutnie nie przywiązuję wagi do takich świąt.

Nie lubi być Pani adorowana?

- Myślę, że każda kobieta to lubi. Nie zdradzę, czy sama jestem teraz adorowana, ale na pewno sprawia mi to przyjemność. Nie mówię tutaj o tym, że muszę dostawać tulipany. Wydaje mi się jednak, że o kobietach powinno się częściej pamiętać. Czasami wystarczy stwierdzenie - cieszę się, że jesteś.

Jak według Pani wygląda kobieta szczęśliwa?

- Bardzo trudne pytanie. Dla każdej kobiety to szczęście może mieć inny wymiar. Nie da się jednak ukryć, że dla większości z nas szczęście to przede wszystkim rodzina. Czasami ludzie poświęcają wszystko dla rodziny, swoje pasje, sport. W obecnych czasach da się jednak zauważyć, że kariera też jest bardzo ważna. Pozwala kobiecie w pewnym sensie zdobyć samodzielność. Sprawia, że stajemy się silniejsze.

Czuje się Pani szczęśliwa?

- W dużym stopniu tak. Mam jednak pewne marzenia, których niestety już nie spełnię. Należy do nich olimpijski medal. Teraz mogę jedynie dążyć do tego, by któryś z moich wychowanków go zdobył. Niestety ja już tego nie doświadczę osobiście. Podkreślam jednak raz jeszcze, najważniejsza jest w tym momencie rodzina. Chcę, żeby dzieci spełniały swoje marzenia.

Istnieje według Pani wzór mężczyzny idealnego?

- Nie ma mężczyzny idealnego. Podobnie sprawa wygląda w przypadku kobiet. Mogę jednak powiedzieć, że mężczyzna musi być przede wszystkim odpowiedzialny. Jeśli poza tym jest również czuły i pełen pomysłów niezależnie od wieku, to dla mnie uchodzi już za pełnego faceta.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie