Dr Milena Drzewiecka: Prezes siedzi, reszta kuca [ROZMOWA]

Ryszarda WojciechowskaZaktualizowano 
mat. Uniwersytetu SWPS
Rozmowa z psychologiem społecznym Uniwersytetu SWPS, ekspertem ds. wizerunku dr Mileną Drzewiecką.

Tym razem to Jarosław Kaczyński stał się twarzą PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Podczas wcześniejszych kampanii chował się jednak w cieniu.
- Prezes PiS zszedł z pierwszego planu podczas wyborów w 2015 roku, kiedy mieliśmy do czynienia z tzw. podstawionymi kandydatami: Beatą Szydło i Andrzejem Dudą. Ale we wcześniejszych wyborach w 2010 i 2011 roku Jarosław Kaczyński był bardzo widoczny.

Z czego wynika ta jego zwielokrotniona obecność teraz?
- Może się na to składać kilka elementów. Po pierwsze, opozycja nazywa te wybory grą o wszystko. Ale to gra o wszystko nie tylko dla niej, a przede wszystkim dla partii rządzącej. To PiS ma stanowiska, władzę i... najwięcej do stracenia. A kiedy ma się dużo do stracenia, to uruchamia się mechanizm jeszcze większej gotowości do obrony tego, co aktualnie mamy. Po drugie, aktualna agenda (w tym zamieszanie wokół Kościoła) to nie są tematy, które służą PiS. Partia szuka innych, które mogą przyciągnąć uwagę. Po trzecie, choć nie znamy wewnętrznych sondaży partii, możemy się spodziewać, że wskazują one na to, że trzeba mobilizować tak zwany żelazny elektorat i zachęcić wiernych wyborców partii, by poszli na wybory, czyli także „grać na frekwencję”.

A to może zrobić prezes?
- Tak, trzeba mu więc dać głos i jednocześnie szansę na pokazanie innego oblicza. W psychologii mówimy tu o wykorzystywaniu reguły sympatii. Dlatego PiS próbuje kolejny raz pokazać, że prezes Jarosław Kaczyński to taki everyman, przeciętny człowiek, który tak jak wielu Polaków lubi pierogi, placki ziemniaczane, naleśniki, co podkreślał w programie „Pytanie na śniadanie”. Tylko że prezes w kampanii 2011 roku też próbował pokazać, że tak jak każdy inny obywatel chodzi na zakupy. I tamten „spin”, podobnie jak ten, nie do końca zdał egzamin. Prezes PiS w telewizji śniadaniowej miał rozmawiać o życiu, zwierzętach i rodzinie. Tylko chyba nie przećwiczono wszystkich pytań i w trakcie rozmowy powiedział m.in., że jego odkryciem towarzyskim jest... Julia Przyłębska, prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Tym samym pokazał, że wybór Julii Przyłębskiej mógł nie być apolityczny...

- Tym jednym zdaniem Kaczyński dał amunicję swoim przeciwnikom. Pokazał, że z prezes TK łączy go relacja nie tylko zawodowa. I nawet jeśli nie piastuje teraz żadnego stanowiska w państwie, to jest przecież prezesem partii rządzącej. Opozycja może więc sugerować, że prezes Kaczyński przy tych prywatnych obiadach nie tylko rozmawia, a może nawet wpływa na wyroki Trybunału. I z tego całego wywiadu tylko to zdanie o odkryciu towarzyskim zostanie wielu w pamięci. Podobnie było w 2011 roku, jak prezes poszedł na zakupy.

Dlaczego?

- W kampanii 2011 Kaczyński miał iść do sklepu kupić produkty, o które w debacie w 2007 roku pytał go Donald Tusk i pokazać, że za rządów PO ceny wzrosły. Ale jedno zdanie przekreśliło cały „spin”.To zdanie brzmiało mniej więcej tak, że my zrobiliśmy zakupy w sklepie osiedlowym, a nie w jakiejś Biedronce dla najbiedniejszych. Wszyscy zapamiętali tylko to, jak prezes patrzy na Biedronkę i jej klientów, czyli jak patrzy na wielu obywateli. Na drugi plan zeszły ceny żywności - a to przecież na dyskusję o tych cenach liczyli doradcy polityczni PiS-u. I tylko dlatego wysłali Jarosława Kaczyńskiego do sklepu kilka kilometrów od jego domu…

Joachim Brudziński pokazał zdjęcia ze wspólnego ogniska i łowienia ryb z prezesem. Wielu internautów nazywa to szopką.
- W dobie tzw. marketingu 4.0 wielu polityków zapomina o tym, że większość zdjęć, jakie się pokazuje w mediach społecznościowych ma bardzo wysoki potencjał memogenny. I internauci to wykorzystują. Spójrzmy na zdjęcie prezesa i jego znajomych przy ognisku. Tylko on siedzi na stołku, reszta obok kuca. To pokazuje nam hierarchię władzy. Moi studenci zajęć z psychologii marketingu politycznego nazwaliby to żywy memem.

Jest jeszcze zdjęcie prezesa na łódce w kamizelce, która przypomina kuloodporną. I to też jest obśmiewane.
- Ekspertom od kampanii politycznych znany powinien być „efekt Ottingera” - od nazwiska kandydata do Senatu w USA, któremu próbowano narzucić wizerunek sprzeczny z jego osobowością. Takie próby, jak widać nie tylko w przypadku Richarda Ottingera, wcześniej czy później rozbijają się o rzeczywistość. I tu też możemy mieć do czynienia z tym zjawiskiem.

Przegląd najważniejszych wydarzeń ostatnich dni:

POLECAMY w SERWISIE DZIENNIKBALTYCKI.PL:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

p
patient patient

"To pokazuje nam hierarchię władzy. Moi studenci zajęć z psychologii marketingu politycznego nazwaliby to żywy memem."

To się nazywa "fake news" i jest przejawem "Babel", który wzmacniają takie właśnie "autorytety" jak autorka i rozmówczyni felietonu, dopisujące ideologię do zwykłej sytuacji...

"Babel" jest potrzebny aby ludzie przestali rozumieć najzwyklejsze rzeczy i ogłupiali podążali za "szczurołapem". Poganiani batem "poprawności politycznej", na smyczy kredytu...

Współczuję...

G
Gość
2019-05-15T08:57:14 02:00, Gość:

PiS wpakował się na kościelną minę którą sam podłożył. Po wyborach parlamentarnych z PiSu pozostaną szczątki.

Gosciu gadasz jak red.Szmidka po to wlasnie zyd Sekielski podlozyl koscielna mine zeby z PiSu pozostaly zgliszcza !

R
Rumcajs

Mówią moa jest srebrem , a milczenie złotem , czyli lepiej milczeć niż robić z siebie głupka !

G
Gość

PiS wpakował się na kościelną minę którą sam podłożył. Po wyborach parlamentarnych z PiSu pozostaną szczątki.

u
uczeń

spojrzenie Pani doktor elektryzuje mnie

Dodaj ogłoszenie