Dorsz w opałach

Artykuł sponsorowany Fundacja Rozwoju Uniwersytetu Gdańskiego
Gadus morhua callarias L., 1758 Fot. Adam Adamski/www.Adamscy.pl

Turysta odpoczywając nad morzem zawsze chce zjeść rybę. Oczywiście powinna być ona świeża i pochodzić z morza, najlepiej z tego, nad którym jest, czyli z Bałtyku. Mając słabe rozeznanie w gatunkach ryb, często dokonuje nietrafnego wyboru. Dzieje się tak dlatego, że w kartach dań nadmorskich restauracji i smażalni znajdują się potrawy z ryb, które w Bałyku nie występują bądź w nim nie dorastały. Znajdziemy zatem reprezentantów ichtiofauny mórz: Północnego, Norweskiego, a także gatunki słodkowodne pochodzące z Afryki, Azji czy Australii. Co więcej, zamawiając dorsza czy łososia najprawdopodobniej otrzymamy rybę złowioną bądź wyhodowaną w Morzu Północnym lub Norweskim.

A gdzie jest nasz bałtycki dorsz?

Odpowiedź na to pytanie rozpoczniemy od przybliżenia zawiłości uwarunkowań środowiskowych, jakie w Morzu Bałtyckim wpływają na sukces rozrodczy dorsza. Te zaś dorszowi nie zawsze sprzyjały, a jego bałtycka historia jest równie ciekawa jak samego morza. Pochodzący z Oceanu Atlantyckiego dorsz zasiedlił Morze Bałtyckie prawdopodobnie dwa razy. Pierwotnie, gdy w wyniku cofania się lądolodu, ówczesne Bałtyckie Jezioro Lodowe uzyskało połączenie z wodami północnego Atlantyku, tworząc tzw. Morze Yoldiowe. Lądolód jednak nadal topniał, a uwolniony spod jego ciężaru ląd unosił się, odcinając dopływ wód oceanicznych, w wyniku czego powstało słodkowodne Jezioro Ancylusowe, zaś znaczna część jego morskiej fauny wymarła. Ponowna okazja do ekspansji dorsza pojawiła się wraz ze wzrostem poziomu oceanu i kolejnym połączeniem wód bałtyckich z Morzem Północnym przez Cieśniny Duńskie. W rozpoczętym w ten sposób okresie Morza Litorynowego, zasolenie wody (ok. dwukrotnie wyższe niż obecnie) zapewniało dogodne warunki do rozwoju populacji dorsza. Ok 3 tys. lat temu ukształtował się współczesny Bałtyk zwany Morzem Mya. Ląd w Cieśninach Duńskich ponownie uniósł się, ograniczając napływ wód z Morza Północnego.

Życie w morzu słonawym

Współcześnie w Morzu Bałtyckim wpływ wody słodkiej docierającej rzekami i z opadami dominuje nad procesami zwiększającymi zawartość soli w wodzie. W rezultacie średnie zasolenie Morza Bałtyckiego (7‰) jest nawet pięć razy niższe niż w sąsiednim Morzu Północnym. Dzięki specyficznym układom sztormów Bałtyk okresowo zasilany jest wlewami wody z Morza Północnego. Słona i natleniona woda wpływa przez Cieśniny Duńskie i przemieszcza się w kierunku wschodnim, wzbogacając w tlen przydenne wody Bałtyku. Słonolubny dorsz tam właśnie szuka odpowiednich warunków do rozrodu – natlenionej wody o zasoleniu minimum 11‰. Jednak począwszy od lat 80. XX w. znaczące wlewy z Morza Północnego występują coraz rzadziej, zaledwie raz na dekadę. Bez życiodajnego „zastrzyku” słonej wody życie na dnie zamiera, a w wyniku beztlenowego rozkładu materii organicznej coraz większe obszary bałtyckiego dna zamieniają się w "pustynie". W takich warunkach, jeśli nawet dojdzie do rozrodu dorsza, złożona ikra opada na dno i obumiera.
Nauka przetrwania

Przez tysiące lat populacja bałtyckiego dorsza wytworzyła szereg przystosowań do zmiennego i znacznie niższego niż w ojczystym Oceanie Atlantyckim zasolenia. Dorosłe dorsze rozradzają się w zachodnim Bałtyku (stado zachodnie) lub odbywają wędrówki rozrodcze do najgłębszych miejsc Bałtyku Właściwego (stado wschodnie), gdzie spodziewają się zastać zasoloną i bogatą w tlen wodę pochodzącą z wlewów z Morza Północnego. Zmiany zaszły też w rozmiarach ziaren ikry, są one większe i bardziej uwodnione niż u atlantyckich krewniaków, co zapewnia im neutralną pływalność w wodzie o niższym zasoleniu. Cecha ta, podobnie jak liczba wytwarzanych, jaj rośnie wraz z rozmiarami samic, sprawiając że duże osobniki są szczególnie cenne dla stada.

Bałtyckie dorsze zmagają się nie tylko z trudnymi warunkami naturalnymi. Eksploatacja rybacka oraz skutki wywołanych przez człowieka zmian klimatycznych spowodowały kolejne zmiany w zwyczajach dorszy, doprowadzając je na skraj utraty zdolności samoodtwarzania. Obronną reakcją dorszy było wolniejsze tempo wzrostu i jeszcze wcześniejsze dojrzewanie. Do tarła przystępują teraz już osobniki 2-letnie, a nie jak wcześniej 3-, 4-latki. Niestety mniejsza samica oznacza mniej ikry w, i tak już niekorzystnym, środowisku. Zmieniły się także trasy wędrówek. Stado wschodnie eksploruje tarliska na zachód od wyspy Bornholm stanowiącej granicę ze stadem zachodnim, a żerując nie zapuszcza się już tak daleko na wschód przez co nie wykorzystuje w pełni zasobnej bazy pokarmowej czyli ryb pelagicznych. Dlaczego tak się dzieje – nie wiadomo, ale pewne jest, że gdy pokarmu nie starcza dla wszystkich, zaczynają się kłopoty.

Chude dorsze

Dziś dorsz w Morzu Bałtyckim jest w złej kondycji, jest mniejszy, wcześnie dojrzewa, co wpłynęło również na obniżenie jego wymiaru ochronnego o 3 cm, z 38 do 35 cm, co nie wydaje się racjonalne. Niemniej nie chodzi tu tylko o jego liczebność, a o niską masę osobniczą. Jest ona o połowę mniejsza niż u osobników, które poławiano 30 lat wcześniej. Chudy dorsz wolniej przyrasta, dojrzewa osiągając mniejsze rozmiary, a tym samym cechuje go mniejsza płodność. Na początku XX w. uważano, że dorszowi bałtyckiemu nie grozi przełowienie, gdyż ochronić przed nim miała duża jego płodność, w której upatrywano zabezpieczenia w wypadku prowadzenia zbyt intensywnej eksploatacji jego zasobów. Przez dekady rosła żyzność morza, rosły i połowy dorsza. Od przełomu lat 70. i 80. XX w., kiedy połowy dorsza były niezwykle wysokie, obserwowany jest stopniowy spadek zarówno biomasy stada tarłowego, jak i osobników, które osiągnęły wielkość handlową (>35cm).

Dorszowi nie służyło również zainteresowanie jego połowami przez wędkarzy. Połowy amatorskie dorsza jeszcze kilkanaście lat temu były szczególnie ekscytujące dla wędkarzy, który przybywali z całego kraju, aby łowić okazałe osobniki. Biznes się kręcił… Duże ryby dość szybko wyłowiono, a dziś zostały tylko wspomnienia.

Dorsz nam gaśnie… Spóźnione działania?

Regulacje prawne w celu ochrony dorsza w Morzu Bałtyckim mają ponad stuletnią historię. Z czasem poza wymiarem ochronnym pojawiły się limity połowowe dla rybaków rozdzielane pomiędzy państwami nadbałtyckimi. Dorszowi nie pomogła również inna regulacja funkcjonująca do niedawna w Unii Europejskiej, w wyniku której wyrzucano z powrotem do wody ogromne ilości poławianych ryb, które jako niewymiarowe bądź złowione ponad posiadany limit nie mogły być legalnie zdane w porcie. Problem pogłębiły połowy nielegalne i nieraportowane i to zarówno komercyjne, jak i wędkarskie.

Co dalej?
Zgodnie z zaleceniami Międzynarodowej Rady Badań Morza (ICES), 23 lipca 2019 r. Komisja Europejska ustanowiła środki nadzwyczajne w stosunku do stada dorsza ze wschodniej części Morza Bałtyckiego, polegające na całkowitym zakazie ukierunkowanych połowów dorsza. Ograniczenia zostały przedłużone na rok 2020, z rekomendacją utrzymania ich także w kolejnym roku.
Dorsze łowione są nie tylko podczas połowów ukierunkowanych. Często są dodatkowym gatunkiem znajdowanym w sieciach łowiących śledzie i płastugi (skarp, stornia), gdzie stanowi tzw. przyłów (nieintencjonalny połów). Jednak by chronić rozradzające się dorsze, w okresie od 1 maja do 31 sierpnia lub od 1 czerwca do 31 lipca 2020 roku (zależnie od obszaru połowowego), przyłów jest zabroniony. Oznacza to całkowity zakaz połowów, w których może pojawiać się dorsz. Wyjątkiem objęte są łodzie rybackie do 12 m długości, które prowadzą połowy przybrzeżne (głębokości do 20 m) przy użyciu tzw. narzędzi biernych tj. sieci skrzelowych, oplątujących oraz sznurów haczykowych.
Ograniczenia w połowach dorsza powinny być impulsem do sięgnięcia przez polskie (i nie tylko) rybołówstwo po metody alternatywne testowane w innych regionach Bałtyku. Nowe techniki i narzędzia połowowe muszą umożliwić selekcję łowionych osobników uwzgledniającą ochronę nie tylko zbyt młodych, ale także największych dorszy, tak ważnych dla zdolności rozrodczej stada. Szczególnie predysponowane wydają się być tzw. klatki dorszowe, używane w komercyjnych połowach w Skandynawii. Należy jednak już w tej chwili rozpocząć testy tych narzędzi w południowej części Bałtyku, wspólnie zdobywając doświadczenie przez rybaków i naukowców.
O tym, czy i w jakim stopniu wprowadzone działania ochronne przyniosą rezultaty przekonamy się dopiero za kilka lat. Niemniej jednak stan wschodniego stada dorsza w Morzu Bałtyckim pokazuje złożoność procesów zachodzących w środowisku morskim. O tych i innych problemach bałtyckich ryb pracownicy Stacji Morskiej im. Prof. Krzysztofa Skóry IO UG w Helu opowiedzą Państwu podczas XVI Dnia Ryby w Helu 25 lipca br. Impreza organizowana w ramach projektu „Ochrona ssaków i ptaków morskich – kontynuacja”. Działania na rzecz edukacji pro-przyrodniczej i ochrony przyrody wspiera Grupa LOTOS w ramach programu „LOTOS pomaga bałtyckiej przyrodzie”.

B. Arciszewski, M. Skóra, W. Górski, M. Selin/SMIOUG

Dodaj ogłoszenie