Dobry konferansjer jest jak biustonosz...

Ryszarda Wojciechowska
Krzysztof Ibisz
Krzysztof Ibisz Janusz Wojtowicz
Dobry konferansjer jest jak biustonosz. Z pozoru niepotrzebny, ale podtrzymuje całość. Zły konferansjer przypomina spadający po schodach garnek. Robi dużo hałasu, i nic więcej. O trudnej sztuce zapowiadania, mistrzach w tym fachu oraz o tych, którzy nigdy nie powinni się za to brać...

O konferansjerach zwykło się mówić - chałturnicy. Dobra płaca, lekka praca. Ale czy to cała prawda o tym fachu? Kamyczek do tego ogródka wrzucił niedawno Krzysztof Globisz. Aktor wybitny, ale jak się okazało - konferansjer do niczego. Nobliwą uroczystość z ministrami, biskupami poprowadził jak kabaret pomieszany z galą bokserską. Donalda Tuska zapowiadał jak boksera, przeciągając krzykliwie - witam preeeezesa Rady Ministrów. Kardynała Stanisława Dziwisza wymienił śpiewająco. A chwilę później, kiedy premier stwierdził, że jest pod wrażeniem tego powitania i że musi przez to na nowo pozbierać wątki, Globisz wtrącił: Panie premierze, za idiotę robię tu ja...

Sęk w tym, że nie był to pierwszy występ konferansjerski aktora. Przed paroma laty prowadził galę gdyńskiego festiwalu filmowego. I już od pierwszych minut było wiadomo, że dał się obsadzić w nie swojej roli. Trema go tak zjadała, że zapominał słów, przekręcał nazwiska. Festiwalowa publiczność miała po tym występie zbiorowy ból brzucha.

Satyryk Krzysztof Piasecki, który ten zawód zna z obu stron, jako zapowiadający i zapowiadany, przyznaje, że to fach niewdzięczny i bardzo wysokiego ryzyka czasami.

- Wie pani, Marek Pacuła powiedział kiedyś, że dowcip powinien do konferansjera przylegać jak koszula do ciała, i to w każdym miejscu. Warto o tym pamiętać.

Kiedyś od Aleksandra Bardiniego, jeszcze jako początkujący piosenkarz, usłyszał pewną radę: jak poczujesz, że nie wchodzi, to nie przyciskaj, tylko odpuść.

- I to właściwie dobra wskazówka dla każdego prowadzącego. Bo chodzi tylko o to, żeby dobrze się czuli zapowiadani i ci, którzy ich oglądają, a nie zapowiadający - tłumaczy Krzysztof Piasecki.
Sam ze swojego scenicznego życia pamięta paru konferansjerów. Kiedyś miała go zapowiedzieć początkująca w tym zawodzie osoba.

- Przed występem zapytała mnie rezolutnie: Co mam o panu powiedzieć? Najlepiej imię i nazwisko, i najchętniej bez błędu - odparłem. Pani się bardzo mocno tym ubawiła. A kiedy wyszła na scenę, wygłosiła: a teraz wystąpi Zbigniew Piasecki - wspomina satyryk.
Jeszcze jednego konferansjera ma w swojej pamięci. To Jacek Kawalec (ten od "Randki w ciemno"). Był koncert plenerowy w Warszawie, z gwiazdą wieczoru, zespołem Gipsy Kings.

- Miałem wystąpić wcześniej, gdyż nie byłem tego wieczoru gwiazdą, wyjątkowo - śmieje się satyryk. - Nagle słyszę, jak konferansjer zapowiada krzykliwie ze sceny: Proszę państwa, już wkrótce Gipsy Kings, ale przed nimi jeszcze Skaldowie, ale zanim Skaldowie, to wcześniej Czerwone Gitary. I nagle ścisza głos - a teraz Krzysztof Piasecki. Niech mi pani wierzy, po takiej zapowiedzi chce się udusić konferansjera. Dlatego kiedy Piasecki sam zapowiada, stosuje pewną zasadę - zapowiadany musi mieć jak najbardziej komfortowe wejście. Mimo że jest człowiekiem od rozbawiania, to wie, że jeśli za chwilę wyjdzie ktoś, kto opowie żart, nie poprzedza jego wyjścia swoim dowcipem. Konferansjer nie może się lansować. Nie o niego tutaj chodzi. Nie jemu należą się oklaski - tłumaczy.

Tę zasadę miała głęboko w poważaniu pewna polska aktorka, wynajęta kilka lat temu do zapowiadania filmów na gdyńskim festiwalu filmowym. Można powiedzieć, że były to zapowiedzi z cyklu "mucha nie siada".

I tak przez kilka dni zamiast o kondycji polskiego kina dyskutowano o tym, co Anna Mucha mówiła przed projekcjami. A mówiła wiele. Przed pokazem filmu "Summer love", będącego debiutem Piotra Uklańskiego (z Valem Kilmerem, Bogusławem Lindą i Katarzyną Figurą), stwierdziła:

- Zaraz zobaczymy, czy lepiej debiutować późno, czy wcale. Przed inną projekcją rzuciła: - Już nie będę przynudzać, bo na tym filmie i tak pośniecie. Albo inna próbka jej humoru: - Dzisiaj widzieliśmy "Francuski numer". Nie mylić z numerkiem, który jest o wiele lepszy. Słowem, gwiazda szaleje, nikt się nie śmieje. Długo jednak nie poszalała, bo została zwolniona przed końcem festiwalu.

To nie są jedyne przykłady drażniącej konferansjerki. Krzysztof Ibisz występujący na żywo też uprawia czasami radosną twórczość, np. do strażaków mówił, że zazdrości im sikawek albo że lepszy cellulit w garści niż silikon w telewizji. Ostatnio aktor Łukasz Garlicki męczył się, a z nim widownia, na gali wręczenia Orłów - nagród filmowych polskiej kinematografii. W kuluarach po tych występach wzdychano - Maćku, wróć. To pod adresem Macieja Stuhra, który tak prowadził te wcześniejsze gale, że nawet chciano mu przyznać nieistniejącego Orła w kategorii konferansjerka.

Lubię gadać od siebie

Dla Krzysztofa Skiby konferansjer to ktoś, kto poprowadzi wszystko, od gali po nocny autobus. Jemu często się zdarza być zapowiadaczem na różnych dziwnych imprezach. Prowadził już wybory Miss Mokrego Podkoszulka. A przed dwoma tygodniami był gospodarzem I Mistrzostw Polski Chippendales.

- Wyobrażasz sobie? 1500 kobiet kupiło bilety po 100 złotych każdy, żeby oglądać męski tyłek. A właściwie sześć męskich tyłków w konkursie. Wrzaski podczas pokazów były takie, że przebiły nawet te z koncertów Beatlesów. Frytka i Mandaryna po każdym tańcu oceniały talent "artysty". A wiadomo, że oni mieli talenty różnych rozmiarów. Pamiętam ocenę Mandaryny: tańczyć to ty nie potrafisz, ale tyłeczek masz słodziutki - śmieje się Skiba. Taka impreza dla niego to jak ciasto z kremem. Ale bardziej stresujące są konferansjerki imprez telewizyjnych na żywo. Co różni konferansjera od piosenkarza? Śpiewać można z playbacku, ale już gadać nie. Ludzie wyczuwają, kiedy konferansjer mówi własnym tekstem, a kiedy wyuczonym.

- Ja lubię gadać od siebie - dodaje lider Big Cyc.
Konferansjerka w duecie? To jazda bez trzymanki. Skibie się idealnie prowadzi z Konjem Konnakiem, bo znają się jak łyse konie. Ale też dobrze się zgrał z Bogusławem Kaczyńskim.
- Chociaż miałem pewien problem z panem Bogusławem. Bo to człowiek o kwiecistej mowie, z barokowymi zapowiedziami. Ale jak tylko brał oddech, to ja się wcinałem - przypomina.

W swoim scenicznym życiu Skiba prowadził już konferansjerkę z Grażyną Torbicką, Moniką Richardson, Tomaszem Kammelem, Tomaszem Raczkiem czy Cezarym Pazurą. Ale ma jedno, małe marzenie. Chciałby poprowadzić duży rockowy koncert z Nelli Rokitą.

Jego zdaniem, największymi niewypałami w roli konferansjerów są lokalni politycy, urzędnicy różnej maści, którzy podczas imprezy mają ambicję pokazać się na scenie i coś zabawnego rzec do narodu.
- My, zawodowcy, im odradzamy. Tłumaczymy, że to się może różnie skończyć. Nie tylko gwizdami. Bo publiczność bywa dzisiaj nerwowa. A jeszcze jak czasami jest po 2-3 piwach, a powie się o parę zdań za dużo, to naprawdę może się wkurzyć. Zacznie od zakasywania rękawów, a skończy na trzydniowych rozruchach - mówi Skiba.
Na niego, jak przyznaje nieskromnie, publiczność reaguje dobrze. Popularność daje kredyt zaufania. Gdyby to, co zrobił Globisz, przydarzyło się nieznanemu aktorowi, byłby kompletnie skończony. Ale nie on.

- Dla mnie konferansjerka Globisza była takim anarchistycznym występem. Kpił sobie z tej nieco napuszonej atmosfery z ministrami, biskupami. To miała być lekka robota. Trzeba było przywitać paru gości z imienia i nazwiska, a on zrobił performance. Spodziewałbym się tego raczej po sobie, a nie po nim - kończy muzyk.

Nawet najlepszy trafi na minę

Paweł Konjo Konnak prowadzi rocznie ponad 100 różnych imprez i wie, że konferansjer to nerw imprezy. Dobry - może uratować najgorszą. A kiepski rozwali najlepszą. Konjo tłumaczy, że to klient decyduje, kto ma mu coś poprowadzić. Najchętniej wybiera kogoś bardzo popularnego. Bez pytania, czy ten ktoś się nadaje.

- Przychodzi gość do agencji i mówi: a ja widziałem Bogusława Lindę w "Psach". Niech mi poprowadzi imprezę, bo on jest taki fajny i wygadany. Z tym że ten zamawiający sobie Lindę biedak nie rozumie, że Linda to fajny aktor jest, ale już niekoniecznie musi być takim konferansjerem. Pamiętam, jak pan Bogusław przed laty prowadził na Śląsku koncert Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I był kiepski w tym temacie. Tak jak ja byłbym kiepski w "Psach".

Pytany o niewypały konferansjerskie, Konnak odpowiada: Nawet najlepszy trafi na minę. Prowadzisz 100 imprez, a na 101 się wyłożysz. To nic, że Maciej Orłoś na wyborach Miss Playboya w Jastrzębiej Górze miał najlepszy garnitur na sobie i wcześniej z błyskiem zapowiadał na wielu innych, podobnych imprezach. Ale tego dnia miał swój zły dzień, jakąś kiepską energię z kosmosu. I to co mówił, nie trzymało się kupy. O to chodzi w tym fachu, żeby wiedzieć, jak trafić do odpowiedniej publiczności. Nawet do takich gości, którzy mają tyle promili we krwi, że nie odróżniają ciebie od jajka na miękko - mówi Konjo.

Globisz, jego zdaniem, chciał być dowcipny. Ale nie trafił ze swoim żartem w sytuację. Dobry konferansjer, jak czuje, że strzela koło tarczy, to się poprawia i próbuje mierzyć celnie.
- Globisz powinien przemyśleć swoją sztukę estradową, bo tym razem, po prostu, dał ciała. I nieważne, czy prowadzi się imprezę z premierem w roli głównej, czy ze sprzedawcą szczypiorku, do sytuacji to ty musisz się dostosować. Jak nie, to do widzenia - twierdzi Konnak.
Ale i on, wyjadacz estrady, nie zawsze wychodzi z opresji cało.
- To była jakaś impreza zarządu portu - przypomina sobie. - Na bankiet przyszli sami smutni ludzie. Nie chcieli się bawić. Zapłacili za wódkę, jedzenie, piękny hotel, konferansjera i nie chcą, żeby było wesoło. I wtedy nic nie rozumiesz. Musisz być smutny jak oni.

11 i pół sekundy do mikrofonu

Maciej Kraszewski, satyryk, w porywach konferansjer, pisze także scenariusze dla prowadzących imprezy. Najważniejsza umiejętność w tym fachu, jak mówi, to orientowanie się w sytuacjach nieprzewidzianych. Zwłaszcza imprezy telewizyjne, na żywo są trudnym sprawdzianem. Podlegają rygorom. Z jednej strony jest dyscyplina, bo wszystko obliczone do sekundy, a z drugiej - musi być ta lekkość. No i z trzeciej - są tzw. obligi, czyli informacje obowiązkowe, o których konferansjerowi nie wolno zapomnieć - sponsorzy, konkurs SMS, zwycięzcy i tak dalej. Dlatego tu jest potrzebny ktoś, kto pisze te teksty prowadzącym. Ale też ktoś, kto jest stale obecny podczas realizacji w wozie i na ucho przez mikrofon podpowiada coś prowadzącemu. Zdaniem Kraszewskiego, jest kilku konferansjerów, którzy potrafią się w tym doskonale znaleźć. Wymienia Krzysztofa Ibisza, który jego zdaniem, jest najlepszym we współpracy prowadzącym.

- Perfekcyjny. Jeżeli ma w 11 i pół sekundy pokonać drogę zza kulis do mikrofonu, to on zrobi to dokładnie w tym czasie. Ma przy sobie kilkanaście pisaków i podkreśla sobie nimi tekst. Tylko Ibisz wie, który kolor co znaczy. Poza Ibiszem, Kraszewski wymienia także Huberta Urbańskiego, Tomasza Kammela, a z kobiet Grażynę Torbicką (prowadzi tyle imprez, że dziennikarze nadali jej przydomek Gala) i Monikę Richardson. On sam przed paroma laty miał pewną przygodę z prowadzeniem wydarzenia artystycznego.

- To było we Wrocławiu, podczas Festiwalu Sztuki Telewizyjnej. Miałem prowadzić wspólnie z Grażyną Torbicką. Ja byłem takim vox populi, siedzącym na widowni, a Grażyna, jako gwiazda, stała na scenie. Był to czas strajków w służbie zdrowia - dodam. I przed nagrodą w kategorii film dokumentalny zacząłem, że historia dokumentu wzięła się od braci Lumiére, którzy wstrząsnęli świat obrazem pod tytułem "Wyjście robotników z fabryki". I ciągnąłem dalej: No i teraz może w Polsce powstanie sequel pt. "Wyjście lekarzy ze szpitali". Chociaż to inne czasy i inni bracia - zakończyłem. Obecnemu na widowni prezesowi TVP Andrzejowi Urbańskiemu zmienił się kolor na twarzy. Stał się purpurowy. A potem poszedł do wozu i nakazał przed emisją wycięcie wszystkich moich wejść. Tak więc zostałem wycięty z tego programu. Koledzy potem żartowali, że zostałem pierwszą ofiarą IV RP".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie