Dziennik Bałtycki

Wiadomości

WINIETA
    Do Raduni wraca życie po katastrofie

    Do Raduni wraca życie po katastrofie

    Wawrzyniec Rozenberg

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Radunia będzie rajem dla wędkarzy - taką przynajmniej nadzieję mają samorządowcy z gminy Pruszcz Gdański, którzy przy okazji tworzenia na rzece szlaku kajakowego postanowili zadbać o jej faunę.
    - Do współfinansowanego przez Unię Europejską programu budowy przystani kajakowych od Straszyna do Krępca wpisaliśmy zarybianie Raduni - wyjaśnia Magdalena Kołodziejczak, wójt gminy Pruszcz Gdański. - Wniosek zaakceptowano i w tym roku wpuścimy narybek. W sumie 133 tysiące sztuk oraz 250 kilogramów małych linów, bo akurat ten gatunek gospodarstwa rybne liczą inaczej.

    Wśród ryb, jakie się pojawią w Raduni, znajdą się na pewno brzany, bolenie, trocie, lipienie, jazie, okonie oraz szczupaki.
    Nim jednak będzie można je odłowić, upłynie - w zależności od gatunku - od sześciu do dziesięciu lat. Na szczupaka o wadze 10 kilogramów, jakiego złowiono w 2007 roku, trzeba będzie jednak czekać nawet 20 lat. W zarybianiu dolnego biegu rzeki ma pomóc Polski Związek Wędkarski Oddział w Gdańsku.

    Program realizowany jest w cieniu tragedii sprzed dwóch lat, gdy doszło do skażenia wód. Mieszkańcy powiatu gdańskiego z przerażeniem przyglądali się wówczas rybom spływającym rzeką brzuchami do góry. Padło ich ponad 10 ton. Pomimo intensywnie prowadzonego śledztwa winnych katastrofy ekologicznej do tej pory nie udało się ustalić.

    Wędkarze już zacierają ręce na myśl o wspaniałych trofeach. - W Raduni bardzo lubiłem łowić karpie - przyznaje Roman Majewski z Pruszcza Gdańskiego. - Wiele razy miałem je na haczyku. Niestety, zdarzało się, że widziałem też zanieczyszczenie rzeki - biała piana płynęła z wartkim prądem. Informowaliśmy o niej Wojewódzką Inspekcję Ochrony Środowiska. Po ostatnim zatruciu nikt w Raduni nie łowi, ponieważ nie ma tu ryb. Jej zarybienie jest doskonałym pomysłem, jednak na dorodne karpie trzeba będzie czekać wiele lat.

    - Życie do Raduni po jej zatruciu powraca bardzo powoli - zauważa Stanisław Lisak, prezes gdańskiego oddziału PZW - ale chyba nie może być inaczej, skoro rzeka została skażona na długości około 20 kilometrów. Była to dla wędkarzy największa katastrofa ekologiczna, jaką pamiętam w województwie pomorskim. Wyginęły wszystkie ryby oraz wszelkie mniejsze zwierzęta wodne. Pomimo że sprawca nie poniósł żadnej kary, liczę, że taki dramat już się nie powtórzy.

    Dlatego tak ważne jest zarybianie tego akwenu. Odbywać się ono będzie zgodnie z planem sporządzonym przez naukowców, systematycznie przez cały rok, z wyjątkiem dni upalnych. Narybku na rynku nie brakuje i już został wstępnie wybrany i zamówiony.

    - W ciągu najbliższych kilku tygodni mamy otrzymać ekspertyzę biegłych z Politechniki Gdańskiej, którzy badali okoliczności zatrucia Raduni - przyznaje tymczasem Teresa Rutkowska-Szmydyńska, prokurator rejonowy w Pruszczu Gdańskim. - Mam nadzieję na szybkie zakończenie postępowania.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo