Do Gdańska zawitał krakowski Teatr Bagatela [ZDJĘCIA]

Henryk Tronowicz
Teatr Bagatela gościł w Gdańsku Dawid Linkowski / GST
Za nami trzy weekendowe wieczory z krakowskim Teatrem Bagatela na scenie Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wypełniły je trzy popularne sztuki obyczajowe z melodramatyczną dominantą. Wyłania się z nich prosta konkluzja. Otóż dojmującego łaknienia trwałych uczuć nie mogą zastąpić przelotne miłostki i brak życiowej busoli.

Powiem od razu. Te trzy wieczory były scenicznym popisem Magdaleny Walach. Aktorka w trzech kolejnych przedstawieniach prezentowała figury żony wiernej i przewrotnej, kobiety zawiedzionej i samotnej, modliszki i uwodzicielki (a w jednej z nich nawiązała intymny dialog z jednym z... widzów, wywołując salwy śmiechu publiczności).

Trzy przedstawione utwory obrosły legendami. „Tramwaj zwany pożądaniem” zdobył światową sławę dzięki przeniesieniu sztuki Tennessee Williamsa przez Elię Kazana na ekran (1951). Autorem „Układu” - sztuki kolejnej - jest sam Elia Kazan. Spektakl trzeci w wykonaniu Teatru Bagatela to jednoaktówka Aleksandra Gelmana „Ławeczka”, wystawiona w polskim przekładzie po raz pierwszy 30 lat temu z udziałem Joanny Żółkowskiej i Janusza Gajosa.

Ta para aktorska stworzyła dotychczas nieprześcigniony duet kanoniczny. Tymczasem Magdalena Walach w „Ławeczce” okazuje się równie doskonała jak niegdyś Żółkowska. W godzinnym spektaklu kreuje zmieniające się bez przerwy postawy i nastroje kobiety, która wyznaje, że ciężko być samej, lecz ośmiesza namolnego absztyfikanta, który przystawia się do niej ponownie po roku („Ludzie! Dacie wiarę? Nie poznał baby, z którą przed rokiem się przespał...).

Postać bardziej złożoną Walach gra w „Tramwaju”. Portretuje los zagubionej i popadającej w szaleństwo nimfomanki Blanche, której mitomanię i seksualne kompleksy kompromituje jej prostacki szwagier.

Małżeńska porażka

W „Układzie” z kolei głównym bohaterem jest odtwarzany przez Dariusza Starczewskiego Eddie. Znów świetna rola. Walach gra Florence, żonę Eddiego. Pozbawione uczuciowego ciepła małżeństwo kończy się porażką. Wśród niezliczonych kochanek bohatera jedna wyrąbuje mu prawdę w oczy: „Jesteś większym kłamcą niż większość mężczyzn, bo ty okłamujesz samego siebie”.

Sprowadzając dialog bohaterów sztuki do paradoksów reżyser Michał Kotański kieruje „Układ” w strony farsy. I tu ciekawostka. W obu dziełach amerykańskich, czyli „Tramwaju zwanym pożądaniem” i „Układzie”, roi się od wulgaryzmów i scen męsko-damskich. „Ławeczka” zaś w reżyserii Ingmara Villqista to teatr w stanie czystym. Wolnym od dosłowności.

henryk.tronowicz@polskapress.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie