Do 13 razy sztuka, czyli kulisy porażki Wybrzeża Gdańsk

Janusz Woźniak
Nic nie trwa wiecznie. Żużlowcy z Grudziądza 12 razy przyjeżdżali do Gdańska i za każdym razem przegrywali. W niedzielę nad morzem zjawili się po raz 13 i… wygrali. Renault Zdunek Wybrzeże poniosło bolesną porażkę 43:47. Na pocieszenie gdańszczanom został punkt bonusowy, bo w Grudziądzu wygrali różnicą 6 punktów (48:42). Jednocześnie podopieczni trenera Stanisława Chomskiego znacznie utrudnili sobie powrót do ekstraligi. Muszą z tym żyć, a swoje aspiracje do awansu potwierdzić na torze.

Jakie były przyczyny porażki? Pierwsza i podstawowa to brak Thomasa Jonassona, zawodnika, który w Grudziądzu zdobył 14 punktów. Kontuzje w żużlu się zdarzają, ale dlatego wymyślono możliwość zastosowania "zastępstwa zawodnika". Takie rozwiązanie wymaga, aby kontuzjowany żużlowiec przedstawił zwolnienie na 15 dni. Przy urazach odniesionych przez Jonassona w lidze szwedzkiej każdy lekarz wystawiłby 30 dni zwolnienia. Ale Jonasson zwolnienia nie wziął, bo w najbliższy weekend chce wystartować w turnieju eliminacyjnym do GP 2014. Mając zwolnienie, zostałby skreślony z listy startowej. Thomas jest ambitny - w tym kontekście można napisać, że nawet szalony - i te swoje indywidualne ambicje postawił wyżej od interesu Wybrzeża. Klubu, który zapewnia mu - jak można się domyślać - przynajmniej 2/3 budżetu na cały rok. Klubu, w którym koledzy wybrali go na kapitana, licząc, że będzie z nimi na dobre i złe. Tymczasem sympatyczny Thomas nie zachował się jak kapitan, że pozostanę przy tak delikatnym stwierdzeniu. Wręcz zastanawiam się, czy nadal powinien sprawować tę funkcję.

Mimo wszystko gdańszczanie powinni niedzielny mecz wygrać. Wystarczyłoby tylko dowozić do mety pozycje i punkty wywalczone po starcie. Oto przykłady. W wyścigach 4, 12 i 14 gospodarze wychodzili spod taśmy na 5:1, a kończyli dwa razy remisem 3:3 i porażką 2:4. W pierwszym biegu prowadzili 4:2, aby na "kresce" przegrać 2:4, bo Artur Mroczka spadł z 1 na 4 miejsce. Zamiast wygrać te wyścigi 19:5, gdańszczanie przegrali je 10:12. Takie tracenie punktów na dystansie, na własnym torze, musiało zostać przez gości wykorzystane.

Wydarzeniem ligowego weekendu w kraju była jednak postawa żużlowców Marmy Rzeszów w Lesznie. Goście oprotestowali stan toru, więc sędzia o ponad godzinę przesunął rozpoczęcie meczu, nakazując prace nad poprawą jego nawierzchni. Z poprawek goście też nie byli zadowoleni, chociaż arbiter i komisarz toru zgodnie uznali, że można się na nim ścigać.

Obecna w Lesznie prezes Marmy Marta Półtorak zachowała się niczym matka Polka, chroniąca swoje dzieci przed niebezpieczeństwem. Zresztą może chodziło tylko o Nicki Pedersena, któremu jazda ze złamaną ręką w sobotnim Grand Prix dała się mocno we znaki. Pani prezes zaprzecza temu ostatniemu zarzutowi. Twierdzi, że proponowała gospodarzom przeniesienie meczu na inny termin, na dobrze przygotowanym torze i bez obecności w składzie Marmy Pedersena. Nieugięta postawa rzeszowian doprowadziła do kabaretowej sytuacji. Sędzia postanowił przeprowadzić mecz, na tor wyjeżdżali tylko gospodarze, więc Unia wygrała z Marmą 75:0. Sprawa musi mieć swój dalszy ciąg. Ktoś musi odpowiedzieć za żużlowe jaja w Lesznie. Jestem nieomal pewny, że tym "kimś" będzie rzeszowski klub i jego nadopiekuńcza prezes.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie