Diety skontrolowane

RedakcjaZaktualizowano 
Wysokość diet radnych w Trójmieście, a zwłaszcza w Sopocie, nie jest zbyt imponująca - sprawdzili Agata Cymanowska, Paweł Rydzyński i Szymon Szadurski

Dla zdecydowanej większości radnych praca w radzie jest zajęciem dodatkowym. Na co dzień prowadzą własne interesy, pracują, są na emeryturze. Części radnych praca w samorządzie umożliwia także uzyskiwanie dodatkowych zarobków. Są to jednak niewielkie pieniądze.

Tak jest choćby w przypadku przewodniczącego Rady Miasta Gdyni. Stanisław Szwabski zasiada w radzie naukowej Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego, a także jest przedstawicielem Gdyni w zgromadzeniu Komunalnego Związku Gmin "Dolina Redy i Chylonki". Na posiedzeniach zgromadzenia spotyka się z innymi gdyńskimi radnymi, Zygmuntem Zmuda-Trzebiatowskim (Samorządność), Pawłem Stolarczykiem (PiS) oraz Ireneuszem Bekiszem (PO).

W gronie tym zasiada też wiceprezydent Gdyni Ewa Łowkiel. Za każde posiedzenie otrzymują 90 zł. Radni otrzymują też zwrot kosztów podróży służbowych, w tym zagranicznych do miast siostrzanych, lub w związku z pełnieniem innych funkcji (np. radna Beata Łęgowska zasiada w imieniu Gdyni w Związku Miast Bałtyckich). W Radzie Miasta Gdańska lista płac nie jest skomplikowana. Zarobki radnych funkcyjnych, jak i tych bez funkcji, różnią się niewiele. - Wszyscy otrzymują na rękę około 2,5 tys. zł - informuje Arleta Żuk z biura RMG.

Jest też taryfikator kar. Za nieobecność na posiedzeniu komisji (każdy radny musi się zapisać do co najmniej jednej, zazwyczaj są członkami dwóch) potrącane jest 15 proc. diety. Za nieobecność na sesji - 20 proc. Co ciekawe, praktycznie nie ma możliwości usprawiedliwienia absencji. Nawet jeśli któryś radny, odpukać, złamałby nogę w drodze na sesję i trafił do szpitala, zwolnienie lekarskie nie uchroni go przed potrąceniem części zarobków.

- Jedynym usprawiedliwieniem jest służbowy wyjazd jako reprezentant Rady Miasta - mówi Arleta Żuk. Tak było między innymi we wrześniu ub.r., gdy kilku radnych było w Bazylei i Zurychu. Zwiedzali tam stadiony, na których rozgrywano mecze Euro 2008.
Kilka tygodni temu radny PiS Zdzisław Kościelak chciał pozbawić diety radnego Tomasza Słodkowskiego z PO, zatrudnionego jako doradca Sławomira Nowaka, szefa Gabinetu Politycznego Premiera. Wystosował apel, żeby Słodkowski zrzekł się mandatu.

Zarówno Kościelak, jak i Słodkowski są członkami Komisji Samorządu i Ładu Publicznego. Radny PiS argumentował, że jego kolega z PO jest często nieobecny na posiedzeniach komisji. Brakuje quorum i tym samym komisja nie może sprawnie pracować. - Chciałbym, żeby pan Słodkowski wybrał pomiędzy pracą w Radzie Ministrów i Radzie Miasta Gdańska - mówił Zdzisław Kościelak.
Tomasz Słodkowski nie zamierza jednak rezygnować z żadnej z tych funkcji.

Dość mizernie w porównaniu z dietami gdańskich i gdyńskich radnych przedstawiają się te, które otrzymują radni w Sopocie. Konsekwencje za nieobecność na posiedzeniach komisji i sesjach rady są podobne - 10 procent potrącenia z diety w przypadku nieobecności na komisji (sopoccy radni zasiadają zwykle w dwóch komisjach) i 30 procent za niestawienie się na sesji Rady Miasta. W sopockiej RM zasiada 9 radnych PO, 5 PiS, 6 Samorządności oraz 1 niezrzeszony.

polecane: Dzwonią do Ciebie te numery? Nie odbieraj!

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie