reklama

Derby Trójmiasta. Flavio Paixao znowu strzelił, ale Arka Gdynia dogoniła Lechię Gdańsk. Niesamowity zwrot zdarzeń w derbach [zdjęcia]

Paweł Stankiewicz
Paweł Stankiewicz
Zaktualizowano 
Arka Gdynia - Lechia Gdańsk Fot. Przemysław Świderski
Derby Trójmiasta. Arka Gdynia - Lechia Gdańsk 2:2. Był mecz derbowy w Gdyni, w którym Arka prowadziła do 89 minuty 2:0 i też wydawało się, że nic już się nie wydarzy. Bramki Pawła Nowaka i w doliczonym czasie gry Luki Vućki dały biało-zielonym remis. Role się odwróciły i w podobnych okolicznościach to żółto-niebiescy mogli cieszyć się z wywalczenia cennego punktu.

Kolejne ekstraklasowe derby Trójmiasta i tak jak przed poprzednimi odmienne oczekiwania obu zespołów. Arka przystąpiła do nich z mocnym postanowieniem odniesienia historycznego, bo pierwszego, zwycięstwa nad biało-zielonymi w ekstraklasie. Do tego drużynę miał poprowadzić Aleksandar Rogić, nowy trener, który w przerwie na reprezentację zastąpił Jacka Zielińskiego.

- Jestem szczęśliwy, że rozpoczynam pracę w Gdyni od derbów - mówi otwarcie Aleksandar Rogić. - Na takie spotkanie nie trzeba specjalnie nikogo mobilizować. Nawet w sytuacji, gdyby nie doszło do zmiany na stanowisku trenera, pojedynek ten budziłby szczególne emocje. Zmotywowani są piłkarze, ale także kibice, którzy w dużej liczbie przyjdą na stadion i będą wspierać drużynę. Tymczasem Arce obecnie taka pomoc jest bardzo potrzebna.

CZYTAJ TAKŻE: Zobaczcie piękne partnerki piłkarzy Lechii Gdańsk

Lechia przyjechała do Gdyni podtrzymać świetną serię derbową, bo na 13 ostatnich meczów ekstraklasowych to 10 zwycięstw gdańskiego zespołu i trzy remisy. Biało-zieloni przystąpili też do meczu w roli faworyta, bo to oni walczą o czołowe miejsca w lidze, a Arka znajduje się w strefie spadkowej. Trener Piotr Stokowiec starał się jednak tonować te nastroje i zdjąć presję ze swojego zespołu.

- W derbach faworytem zawsze są gospodarze - mówił przed meczem Stokowiec.

Kibice Lechii, w związku z decyzją wojewody pomorskiego Dariusza Drelicha, nie mogli wejść na stadion w Gdyni. Zadbali jednak o odpowiednią motywację piłkarzy. Ponad dwa tysiące fanów pożegnało piłkarzy Lechii ruszających na mecz spod hotelu Focus w Sopocie. Były race, flagi, śpiewy.

Arkę pierwsze nieszczęście spotkało jeszcze przed meczem. Na rozgrzewce urazu nabawił się Frederik Helstrup, który miał wrócić do gry po kontuzji. To był problem, bo Duńczyk zastąpił pauzującego za kartki Adama Marciniaka. W efekcie na boisku pojawił się Luka Marić, który w meczu ekstraklasy zagrał po niespełna siedmiu miesiącach. I w pierwszej połowie spisywał się naprawdę dobrze wygrywając większość pojedynków. Mecz mógł podobać się kibicom, tym bardziej że Arka zagrała naprawdę dobrze i była bliższa objęcia prowadzenia, chociaż to biało-zieloni mieli inicjatywę i dłużej utrzymywali się przy piłce. W zespole gospodarzy świetną okazję miał Davit Skhirtladze, ale kapitalną formę potwierdził Dusan Kuciak. Kolejna interwencja bramkarza Lechii była jeszcze lepsza. Świetną akcję przeprowadził Skhirtladze, który wyłożył piłkę na środek pola karnego Michałowi Nalepie, którego strzał fenomenalnie obronił Kuciak.

Lechia w pierwszej połowie miała tak naprawdę jedną okazję do strzelenia bramki, ale nie wypracowaną przez siebie, ale po fatalnym podaniu Azera Busuladzicia. Piłkę przejął Flavio Paixao, ale zamiast podać do lepiej ustawionych kolegów sam oddał strzał, który obronił Pavels Steinbors. Zdecydowanie za mało było kreowania sytuacji bramkowych jak na zespół, który przyjechał zdobyć trzy punkty, a wszystko koncentrowało się na zrywach i indywidualnych akcjach Lukasa Haraslina. Tymczasem żółto-niebiescy do walki o każdy centymetr boiska dołożyli niezłą grę w piłkę i po pierwszej, bezbramkowej, połowie wciąż byli w grze o zwycięstwo.

CZYTAJ TAKŻE: Piekne polskie cheerleaderki

Początek drugiej połowy się opóźnił, bowiem Filip Mladenović wyszedł na boisko w koszulce... Rafała Wolskiego. Uwagę na to zwrócił trener Arki i obrońca Lechii założył właściwą koszulkę i w podziękowaniu przybił „piątkę” ze szkoleniowcem Arki. Początek drugiej połowy był zabójczy w wykonaniu piłkarzy Lechii. W 51 minucie dośrodkował Haraslin, a bramkę dla biało-zielonych strzelił, a jakże, Flavio Paixao. Kat Arki zdobył już swojego siódmego gola w historii derbów Trójmiasta. Piłkarze biało-zielonych pobiegli pod pusty sektor, który mieli zajmować ich kibice i tam celebrowali radość. Arka nie zdążyła zareagować, a już miała dwie bramki do odrabiania. Kilkadziesiąt sekund po pierwszym golu Haraslin uciekł Jakubowi Wawszczykowi, podał do Artura Sobiecha, a ten posłał piłkę do bramki gospodarzy.

Po meczu? Nic z tych rzeczy. Emocje dopiero się zaczęły. Lechia mają dwie bramki przewagi przestała praktycznie grać i cofnęła się na swoją połowę. Arka nie miała nic do stracenia i ruszyła do ataku. W 75 minucie Michał Nalepa dośrodkował z rzut wolnego, piłka minęła wszystkich piłkarzy w polu karnym i... wpadła do siatki. Kuciak w ogóle nie zareagował, a gospodarze uwierzyli, że mogą odmienić losy spotkania. Trzy minuty później w szeregach Arki wybuchła radość, bo po strzale Skhirtladze piłka ponownie wylądowała w siatce. Gruzin ostro zaatakował Kuciaka, ale sędzia Tomasz Kwiatkowski uznał gola. Jednak po analizie VAR uznał, że był faul na bramkarzu Lechii i bramkę anulował. Biało-zieloni mogli dobić rywala, ale źle rozegrali kontrę. Sędzia za przerwy, w tym rzucanie zapalniczkami w Kuciaka, doliczył pierwotnie aż dziewięć minut, a dał grać piłkarzom blisko 13 minut dodatkowego czasu. I w dziewiątej minucie Marko Vejinović ucieszył publiczność doprowadzając do wyrównania bardzo ładnym strzałem. Sytuacja była sprawdzana przez VAR, ale sędziowie nie dopatrzyli się faulu na Michale Nalepie. Nerwy puściły biało-zielonym, bo Żarko Udovicić za atak na sędziego dostał czerwoną kartkę, drugą w tym sezonie. Emocji w derbach Trójmiasta nie brakowało, dobrej piłki też nie, a po meczu bardziej cieszyła się Arka, która zresztą na ten punkt zasłużyła. Lechia nie wykorzystała okazji, aby wskoczyć na fotel wicelidera PKO Ekstraklasy, ale za to nadal jest niepokonana w derbach w ekstraklasie. Bilans to 10 zwycięstw biało-zielonych i cztery remisy.

Lotta Lemon - piękna trenerka personalna zachwyca i inspiruje tysiące ludzi

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

F
Fan pilki

Gdyby Lechia dzis wygrala to automatycznie znalazla by sie na drugim miejscu w tabeli. Sami sprawdzcie.

S
Seksoludek

Wilu mam na ciebie smaki. Rozłóż nóżki a ci zapakuje.

G
Gość

mecz oglądjacie na stronie: forom.pl/mecz

Dodaj ogłoszenie