Derby dla Asseco Prokomu

Paweł Durkiewicz
Ratko Varda (po prawej) zdobył dla gdynian 22 punkty
Ratko Varda (po prawej) zdobył dla gdynian 22 punkty Przemek Świderski
Źle by się stało, gdyby Asseco Prokom i Trefl nie trafiły na siebie w fazie play-off Tauron Basket Ligi. Tak się bowiem składa, że odkąd w lecie 2009 doszło do rozłamu w trójmiejskiej koszykówce, każde kolejne sopocko-gdyńskie derby przynoszą znakomite widowiska, które śmiało można nazwać wzorową reklamą koszykówki. Wczoraj po kolejnym dreszczowcu gracze Tomasa Pacesasa zwyciężyli 78:76 i jest to już ich siódme kolejne zwycięstwo nad Treflem, drugie w obecnym sezonie. Sopocianie ponownie byli bliscy sprawienia niespodzianki, jednak w końcówce zdecydowanie nie potrafili zachować zimnej krwi.

Bilety na kolejne starcie lokalnych rywali, zgodnie z oczekiwaniami organizatorów, rozeszły się na pniu, a w gdyńskiej hali pojawił się komplet niemal 4,5 tysiąca kibiców. Nic dziwnego - pojedynki Asseco Prokomu i Trefla to gwarancja niesamowitych emocji.

- Sobotni mecz był rzeczywiście godny derbów. Fani obejrzeli dobrą koszykówkę, a obie ekipy grały naprawdę twardo - ocenił po końcowej syrenie Adam Hrycaniuk.

Sam początek spotkania należał do gospodarzy, którzy objęli prowadzenie 10:3. Trefl zaczął grę na pełnych obrotach dopiero po wejściu na parkiet Filipa Dylewicza. Wyraźnie zmotywowany "Dylu" był głównym egzekutorem akcji gości - gdy tylko dostawał piłkę, rzucał z daleka lub wchodził pod kosz, by wymusić faul bezradnej obrony gdynian.

Pod nieobecność wciąż kontuzjowanego Qyntela Woodsa Asseco Prokom miał swoją niezawodną broń w postaci Ratko Vardy. Potężny center był tego dnia odpowiednio skoncentrowany, przez co ani Dragan Ceranić, ani tym bardziej Slobodan Ljubotina nie byli w stanie go powstrzymać. Tyle tylko, że jego koledzy radzili sobie gorzej i seryjnie pudłowali z dystansu. Do przerwy Bośniak zdobył 16 punktów przy 15 Dylewicza, ale to Trefl wygrywał 36:32.

Tuż po zmianie stron goście wyszli na swoje najwyższe w meczu prowadzenie - 40:32 w 33 minucie. Wysoka przewaga uśpiła jednak ich czujność. W ciągu dokładnie 250 sekund Asseco Prokom zdobył aż 18 "oczek" z rzędu przy zupełnej bezradności sopocian! Fenomenalny fragment zaliczył zwłaszcza Daniel Ewing, który w samej trzeciej kwarcie zdobył aż 15 punktów. Gdyńska część widowni fetowała, bo wydawało się, że miejscowi mają zwycięstwo na wyciągnięcie ręki.

Gracze Trefla nie zamierzali jednak składać broni i w ostatniej partii stopniowo zmniejszali dystans do mistrzów Polski, aż w 38 minucie doprowadzili do remisu po 71. Po chwili świetna dobitka Marcina Stefańskiego dała żółto-czarnym prowadzenie 74:71.

Największym pechowcem dramatycznej końcówki został rozgrywający gości Giedrius Gustas. Najpierw przy stanie 76:75 dla Trefla Litwin nie wykończył prostego dwutaktu. Chwilę potem dwa doskonale wykonane rzuty wolne Filipa Widenowa dały Asseco Prokomowi jednopunktowe prowadzenie i na 16 sekund przed końcem piłkę miał Trefl. Indywidualną akcję chciał przeprowadzić Dylewicz, jednak został zablokowany (na granicy faulu) przez Ewinga.

Zostało już tylko 6 sekund do końca meczu i piłkę mieli wprowadzić do gry sopocianie. Do tego zadania wyznaczyli Gustasa, lecz zdenerwowany rozgrywający nie zdołał podać żadnemu z kolegów w ciągu regulaminowych 5 sekund. To oznaczało stratę i koniec marzeń o wygranej. Finałowy wynik spotkania ustalił na linii faulowany Daniel Ewing.

- Myślę, że możemy wracać do domu z podniesionymi głowami, ale w ostatnim fragmencie zabrakło nam zimnej krwi. Chyba wolałbym przegrać 20 punktami niż w takich okolicznościach. Pozostaje spory niedosyt - podsumował rozgoryczony Dylewicz.

Asseco Prokom Gdynia - Trefl Sopot 78:76 (16:15, 16:21, 25:17, 21:23)

Asseco Prokom: Varda 22 (2x3), Ewing 18 (3), Widenow 10, Hrycaniuk 10, Burrell 6, Szczotka 4, Szubarga 4, Witka 2, Eldridge 2, Adams 0

Trefl: Dylewicz 20 (1), Ceranić 14 (1), Harrington 13 (1), Gustas 10, Kikowski 8 (1), Stefański 5, Kinnard 3 (1), Ljubotina 2, Waczyński 1

Zdaniem trenerów

Tomas Pacesas, trener Asseco Prokomu Gdynia:

Gratuluję Treflowi walki, jaką podjął. 16 zbiórek w ataku świadczy o tym, że grali z zaangażowaniem i ambicją. Mam pretensje do mojego zespołu za roztrwonienie 10-punktowej przewagi. W czwartej kwarcie popełnialiśmy za dużo strat, więc dotyczy to zwłaszcza naszych trzech rozgrywających. Straciliśmy koncentrację, graliśmy zbyt szybko, zamiast szukać łatwych punktów. Dobrze, że w drugiej połowie udało nam się wyłączyć z gry Gustasa i Dylewicza. Świetny występ zaliczył Ratko Varda, takiej gry od niego oczekujemy zawsze. Poza tym zwróciłbym uwagę, że w pierwszej połowie mieliśmy 22 faule przy 6 Trefla. To mnie przeraża, bo bardzo łatwo jest grać bez koncepcji, w każdej akcji z głową na dół i tylko szukać kontaktu, by zagwizdano faul.

Karlis Muiznieks, trener Trefla Sopot:

Przede wszystkim gratuluję trenerom Asseco Prokomu wygranej. W moim odczuciu zagraliśmy bardzo dobre spotkanie i dziękuję wszystkim moim graczom za walkę do samego końca. Oczywiście nasz przeciwnik to znakomity zespół, a mecz rozstrzygnął się dosłownie w ostatnich sekundach, gdy decydowały pojedyncze rzuty. Dzisiaj Asseco Prokom w tych najważniejszych momentach wypadł bardzo dobrze i dlatego odniósł zwycięstwo, ale powtórzę raz jeszcze, że moi zawodnicy również spisali się dzielnie i zasłużyli na pochwałę. Jestem też wdzięczny naszym fanom za wsparcie. Przegraliśmy, ale zaliczyliśmy całkiem dobry występ i z tego jestem zadowolony. Kiedy dołączy do nas Monty Mack? Proszę zapytać dyrektora sportowego.

Co z Montym Mackiem?

Przed derbami kibice Trefla liczyli na debiut zakontraktowanego niedawno Monty'ego Macka.
Srodze się zawiedli. Amerykanin nie pojawił się w hali.

- Sytuacja znów mocno się skomplikowała. Zawodnik ma problemy paszportowe i wciąż nie wiemy, kiedy do nas dołączy. Czekamy teraz na oficjalne oświadczenie ze strony agencji reprezentującej gracza. W poniedziałek powinniśmy podjąć decyzję, czy dalej czekamy na Macka, czy rezygnujemy z transferu - tłumaczy dyrektor sportowy sopockiego Trefla, Tomasz Kwiatkowski.

- Rozumiem niezadowolenie trenera Muiznieksa. W meczu z Asseco Prokomem znów zabrakło nam gracza potrafiącego wykonać decydującą dla wyniku akcję. Poza tym ostatnio na grypę żołądkową chorował Adam Waczyński, przez co nie był w pełni sił. Mack z pewnością by się przydał - dodał dyrektor.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie