Depresja u ciężarnych kobiet. Spacer po tęczy i koszmar

rozm. Łukasz Kłos
Fot. Karolina Misztal
Zmiany hormonalne i stres po urodzeniu dziecka mogą być przyczyną depresji. Depresja jest chorobą niebezpieczną, dlatego bardzo istotna jest profilaktyka.

Czytam, że depresja ciążowa dotyka więcej niż co dziesiątej kobiety. Skąd taka skala problemu?
Przeświadczenie, że kobiety w ciąży są chronione przed depresją, jest dość częste. Podobne stwierdzenia jeszcze niedawno pojawiały się nawet w literaturze psychiatrycznej. Z drugiej strony już od dłuższego czasu dostępne są wyniki wiarygodnych badań naukowych, które jasno pokazują, że objawy depresyjne ma 12-13 proc. ciężarnych kobiet.

Wydaje się dużo.
Warto sobie uświadomić, że częstotliwość występowania objawów depresyjnych u kobiet w ciąży jest znacznie większa, niż na przykład cukrzycy ciążowej, o której tak dużo się mówi. Tymczasem w drugim trymestrze ciąży wszystkie ciężarne kobiety mają zalecane badanie poziomu glukozy. Depresja, jeśli nie jest leczona, również może być niebezpieczna dla matki i dziecka. Wyraźnie wiąże się z nią ryzyko przedwczesnego porodu i także trudniejszy przebieg w jego prawidłowym terminie.

Skąd w ogóle depresja w okresie, który - zdawałoby się - powinien być czasem radosnego oczekiwania?
Ciąża, podobnie zresztą jak okres dorastania czy menopauza, stanowią ważne momenty w formowaniu się tożsamości kobiety. Wymusza ona zmianę trybu życia, przeformułowanie planów zawodowych, ułożenia na nowo relacji partnerskich. To duża zmiana zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. U kobiet jednak zakres oddziaływania jest znacznie szerszy, bo oprócz oczywistych zmian życiowych zmienia się także ciało, a wraz z nim kondycja psychiczna. Istnieją badania wskazujące, że każda większa zmiana życiowa wywołuje wzrost poczucia stresu, co u niektórych może wiązać się z podwyższoną podatnością na depresję. Macierzyństwo jednak jest zmianą szczególną, bo „nieodwoływalną”. Jak rzadko kiedy, w tym akurat przypadku możemy powiedzieć sobie, że jak już mamy dziecko, pewne rzeczy nieodwracalnie się zmieniają.

Co wpływa na to, że ten „spacer po tęczy” zamienia się u niektórych w koszmar?
Nie ma jednego czynnika. Rzadko też kiedy depresja wywoływana jest tylko przez jeden. Istotne są też pewne zmiany hormonalne. Do tego dochodzi presja otoczenia. To, co w społecznym stereotypie odbierane jest jako stan błogosławiony, w przeżyciu większości współczesnych kobiet jest wyzwaniem. Nie każda kobieta radzi sobie z ciężarem wyidealizowanego macierzyństwa. Na to nakładają się realia kulturowe. Dla wielu kobiet pierwszym kontaktem z noworodkiem jest ten z własnym dzieckiem. Wreszcie każdy człowiek ma też swoją historię życia, swój obraz relacji.

Które z naszych relacji są szczególnie istotne?
Ciąża bardzo silnie przywołuje związek z rodzicami czy głównymi opiekunami - szczególnie z własną matką. Mamy tendencję do budowania obrazu własnego rodzicielstwa w swoistym dialogu z rodzicami. Zastanawiamy się, co chcemy robić podobnie, a co inaczej. Bywa jednak, że kobieta wcześnie traci matkę. Bywa, że z jakichś powodów była ona dla swojej córki niedostępna. Takie sytuacje obciążają kobietę i mogą stanowić zarzewie kryzysu. Ostatnie badania przeprowadzone przez nas na Uniwersytecie Gdańskim pokazały, że depresja po porodzie częściej występowała u kobiet, które ze strony własnych matek bardziej doświadczały kontroli niż troski.

Jak rozróżnić rodzicielską troskę od kontroli?
Troska uwzględnia potrzeby dziecka, kontrola zaś jest potrzebą rodzica, by dziecko - nawet dorosłe - w jakiś określony sposób postępowało. Oczywiście jakaś forma kontroli rodziców wobec dzieci zawsze ma miejsce i jest potrzebna. Jednak w relacji niektórych rodziców z dzieckiem kontrola dominuje - dziecko ma mało emocjonalnej przestrzeni, a rodzic „przeżywany” jest jako surowy strażnik, a nie troskliwy opiekun.

Wspominała Pani o istotnej roli hormonów. Jak to rozumieć?
W okresie ciąży kobieta pozostaje pod wpływem bardzo dużych zmian hormonalnych. Między innymi w drugim trymestrze wzrasta poziom oksytocyny. Podwyższenie poziomu tego hormonu skutkuje - najogólniej mówiąc - lepszym „dostrojeniem” matki do swojego dziecka. Tymczasem u kobiet cierpiących na depresję - jak też wysoki poziom lęku - obserwujemy, że ten mechanizm zostaje zakłócony na podstawowym, fizjologicznym poziomie. Mają one obniżony poziom oksytocyny w okresie ciąży. To zaś związane jest z większymi trudnościami w dostosowaniu się do potrzeb noworodków: matki mają z nimi rzadszy kontakt wzrokowy, słabiej albo w ogóle nie reagują na ich płacz. Można obrazowo powiedzieć, że nie ma między nimi pewnej „chemii”. U matek niecierpiących na depresję kontakt z noworodkiem wzmaga wydzielanie dopaminy, zwanej hormonem szczęścia. Matki z depresją tego biologicznego wsparcia są pozbawione i naprawdę jest im znacznie trudniej.

Kiedy kobieta powinna zdać sobie sprawę, że potrzebuje pomocy?

W przypadku depresji kluczowa jest perspektywa subiektywna. Komuś z zewnątrz może wydawać się, że dana osoba ma przecież fajnego męża, dobrą pracę i ładne mieszkanie. A subiektywnie będzie ona odczuwać cierpienie i lęk. I właśnie to subiektywne odczucie jest kluczowe. Z drugiej strony kłopot z depresją w ciąży i po porodzie polega na tym, że raczej mało prawdopodobne jest, by cierpiąca na nią kobieta sama była w stanie zaopiekować się sobą. Żeby zaobserwować tę zmianę, musiałaby mieć dużą samoświadomość. A i to nie zawsze wystarcza, ponieważ w przebiegu tej choroby osoby zazwyczaj tracą zdolność do samoopieki. Niektóre kobiety cierpiące na depresję wręcz zadręczają siebie, że w czasie, którym powinny się cieszyć, odczuwają lęk, przerażenie, utratę sił, smutek. I właśnie z tego względu, że depresję trudno sobie uświadomić, tak ważne jest upowszechnienie wiedzy, że w czasie ciąży i po porodzie nie jest ona niczym nadzwyczajnym. Wsparcie najbliższych jest tu kluczowe - bardzo ważne, by mąż, partner, może przyjaciółka albo rodzina reagowali na symptomy. Ale jednocześnie dobrze by było, aby ta reakcja nie przebiegała w sposób obciążający dodatkowo młodą matkę. By nie mylić wsparcia z oceną kobiety. By bardziej podpowiedzieć - na przykład zachęcić do kontaktu z lekarzem specjalistą - niż decydować za nią.

Tyle że jak tu zachęcać, gdy wciąż wielu nie chce pomocy psychiatry w obawie przed przypięciem łatki?
Przyznaję, że takie stereotypy niestety wciąż funkcjonują. Ale właściwie dlaczego konsultacja psychiatryczna miałaby nas stygmatyzować? Tak jak radzimy się ginekologów, urologów, dermatologów, gdy nasz organizm szwankuje, tak bez skrępowania możemy skorzystać z pomocy poradni zdrowia psychicznego. Warto przy tym pamiętać, że depresję leczy się stosunkowo szybko. Część kobiet może obawiać się, że jak pójdzie do specjalisty, to ten zastosuje terapię farmakologiczną. Tak nie musi być. Częstokroć bardzo skuteczna okazuje się sama psychoterapia.

Jak odróżnić symptomy depresji od „humorów” czy obaw, które przecież często towarzyszą kobiecie w ciąży i po porodzie?
Proszę pamiętać, że te „humory” mogą znaczyć co innego dla różnych osób. Oczywiście, że nie każde przygnębienie czy wątpliwości są już oznaką depresji. Pojawiające się raz po raz odczucie zmęczenia czy nawet zniechęcenia - chęć wyjścia na dwór w samotności i złapania chwili oddechu - jest czymś zupełnie naturalnym. Podobnie jak zmartwienia dotyczące sytuacji zawodowej, relacji z partnerem, planów życiowych. Warto jednak przyjrzeć się, jak długo trwają takie stany, jak głębokie są i na ile odbiegają od obserwowanych dotychczas zachowań partnerki, córki czy przyjaciółki. Naszą uwagę powinny zwrócić takie objawy jak na przykład kłopoty ze snem, wycofywanie się z kontaktu osobistego, dręczące poczucie winy czy obniżona tolerancja na zmiany w rutynie - gdy najdrobniejsze odejście od ustalonego schematu dnia wytrąca kobietę z równowagi. Jednak należy też pamiętać, że cierpienie jest odczuciem subiektywnym, nie zawsze znajdującym swoje odzwierciedlenie na zewnątrz.

Może obok wizyt u ginekologa trzeba wprowadzić kolejną, obowiązkową, u psychologa lub psychiatry?

Pytanie tylko, czy nie zostałoby to odebrane przez matki opresyjnie. Bo nie chodzi o to, by zmusić kogoś do konsultacji, tylko by pomóc danej osobie, przy poszanowaniu jej woli i godności. Wtedy ewentualna terapia przynosi najlepsze efekty. Bardzo dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie elementów profilaktyki depresyjnej w ramach funkcjonującego systemu opieki nad ciężarnymi i młodymi matkami. Wystarczyłoby kilka prostych pytań podczas rutynowych wizyt u ginekologa albo patronażowych odwiedzin położnej środowiskowej - o samopoczucie, o wsparcie otoczenia, o to, czy ktoś wcześniej miewał momenty wahania nastroju. I już na tej podstawie można by określić, czy są wskazania do pogłębionego wywiadu. Wiem, że i lekarze, i położne mają dużo obowiązków, ale w sieci - np. na stronie Fundacji „Rodzić po ludzku” - można znaleźć bardzo prosty kwestionariusz tzw. edynburskiej skali depresji poporodowej. Pozwala ona w łatwy sposób wstępnie oszacować, na ile potrzebna jest pomoc specjalisty. Już samo to pomogłoby - w ramach obecnego systemu - „wyłapać” kobiety, które mają obniżony nastrój lub podwyższony poziom lęku. Warto przy tym pamiętać, że w sytuacji depresji ciążowej czy poporodowej bardzo szybko mamy co najmniej dwóch pacjentów - matkę i dziecko. Do tego dochodzi obciążenie środowiska chorej. To choroba niebezpieczna, która w skrajnych - i na szczęście rzadkich - sytuacjach potrafi doprowadzić do samobójstwa albo samookaleczenia. Dlatego w przypadku depresji tak istotna jest profilaktyka.

Rozmawiał Łukasz Kłos

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie