David Dedek, trener Asseco Gdynia: Polakom zabrakło świadomości, że w Europie gra się w koszykówkę

Paweł Durkiewicz
Fot. Dariusz Gdesz
Z trenerem koszykarzy Asseco Gdynia Davidem Dedkiem rozmawia Paweł Durkiewicz.

O co w nowym sezonie będzie w stanie powalczyć nowy zespół Asseco Gdynia?

- Ta drużyna jest złożona w większości z młodych koszykarzy, w tej chwili tylko o dwóch naszych graczach można powiedzieć, że mają doświadczenie. Są u nas chłopacy w wieku 19, 20, czy 21 lat. Celem jest wprowadzenie tych zawodników na poziom ekstraklasy. Na pewno będzie nam ciężko od samego początku, jednak jestem pewien, że z czasem będziemy grać coraz lepiej. Zobaczymy, jaki postęp uda się zrobić przez ten sezon. Właśnie to będzie miara efektywności naszej pracy, a nie jakieś konkretne wyniki punktowe. Oczywiście w każdym meczu będziemy walczyć o zwycięstwo i sądzę, że dzięki solidnej pracy zwycięstwa przyjdą.

Jak może wyglądać w ekstraklasie gra zespołu do tego stopnia zdominowanego przez młodzież?

- Większość naszych zawodników znajduje się na początku swoich zawodowych karier. Wiele muszą się jeszcze nauczyć, więc dobrze, że mamy Piotra Szczotkę i Łukasza Seweryna, którzy będą dla nich wsparciem. Co do naszej gry, przede wszystkim będziemy się starali wykorzystać atuty związane z młodością, takie jak agresywność, czy szybkość. Liczę, że gracze, którzy dostaną minuty w ekstraklasie szybko nabiorą rutyny.

Jaką rolę w zespole pełnić będzie trójka obcokrajowców? Dla polskich kibiców są to postacie raczej anonimowe.

- Ich sytuacja jest podobna jak w przypadku naszych młodych Polaków - są na początku swojej przygody z profesjonalną koszykówką. Zatrudnianie takich graczy zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem. Ich role będą się krystalizować w czasie sezonu, wszystko zależy od tego, jakie postępy będą robić.

Startujemy z naszym profilem na Twitterze. Czas rozruszać serwis i pokazać, że 140 znaków wystarczy, by oddać sportowe emocje.

— Sport DB (@baltyckisport) September 8, 2013

A.J. Walton może grać na pozycjach 1-2. Na pewno jest agresywny w obronie, dobrze panuje nad piłką, potrafi punktować, aczkolwiek nie jest strzelcem i zawsze najpierw myśli o podaniu, a nie o rzucie. Jest graczem świeżo po uczelni, ale w naszej lidze powinien sobie poradzić, zwłaszcza, że ma pozytywny charakter, zostawia na boisku serce i zawsze gra dla zespołu. Chris Gaston to zawodnik na pozycje 4-5. Na razie jest dość lekki i z pewnością czeka go sporo pracy, żeby pod względem fizycznym odnaleźć się w zawodowej koszykówce. Filip Zekavicić z kolei jest fizycznie dość silny. Ma spory talent i tylko od niego zależy jak zaprezentuje się na boisku. Będzie potrzebował czasu, podobnie jak wszyscy inni nasi młodzi koszykarze. Trzeba będzie odczekać pewien okres, zanim zrobią jeden, czy nawet dwa kroki do przodu.

Gdyńscy kibice mają prawo być nieco rozpieszczeni mistrzowskimi sezonami, okraszonymi meczami euroligowymi. Co może ich przyciągnąć do hali na mecze zespołu, który nawet w polskiej lidze nie będzie miał na razie zbyt wysokich aspiracji?

- Na pewno kibice, którzy chodzili na mecze Euroligi, czy finały ekstraklasy, są przyzwyczajeni do trochę innego poziomu. Myślę, że w przyszłości znów powróci do Gdyni koszykówka tej rangi, ale na razie musimy budować wszystko od podstaw. Fani będą mogli być ze swoją drużyną i śledzić naszą pracę od samego początku. Jeden etap się skończył, zaczyna się kolejny. Mogę zapewnić, że będziemy ciężko pracować po to, by za kilka lat znów bić się o najwyższe cele. Mam nadzieję, żę z licznymi kibicami.

Sympatycy basketu żyją obecnie mistrzostwami Europy, na których polska reprezentacja mocno rozczarowuje. Nie czuł się pan zaskoczony, widząc mecze z Gruzją i Czechami [rozmowa odbyła się w piątek - przyp. red.]?

- Myślę, że w Polsce brakuje trochę świadomości, że w innych krajach też gra się w koszykówkę i w innych drużynach też są nieprzypadkowi gracze z NBA, czy Euroligi. Każdy mecz na takiej imprezie, to mecz o życie. Każda reprezentacja na mistrzostwach to zespół na bardzo wysokim poziomie. Oczywiście, można układać jakieś rankingi, czy klasyfikacje, ale generalnie nie ma słabych drużyn. Jeśli nie masz dobrego dnia i kilka elementów nie zagra, możesz przegrać 20 punktami z każdym rywalem. Niestety, tak stało sie z Polakami.

Jako Słoweniec na pewno kibicuje pan swoim rodakom, którzy są gospodarzem imprezy, a w poniedziałek zagrają z Polską. Gdzie tkwi siła waszego zespołu?

- Słowenia ma w tym roku bardzo silny obwód. Trochę da się odczuć brak Erazema Lorbeka, który jest jednym z lepszych podkoszowych w Europie. Z nim bylibyśmy jednym z najpoważniejszych kandydatów do medalu, choć i bez niego są szanse. Różnicę może zrobić to, że gramy w domu, a atmosfera w całym kraju jest zdominowana przez koszykówkę. Wsparcie kibiców czują zawodnicy i to pozytywnie wpływa na ich zespołowość. Nie brakuje nam motywacji - EuroBasket sam w sobie jest już sporym wyzwaniem, a granie mistrzostw u siebie sprawia, że wszyscy dają z siebie 150 procent.

Można powiedzieć, że Słowenia jest tak samo koszykarskim krajem jak Litwa?

- Może i nie jest tak koszykarskim narodem jak Litwa, ale trzeba też podkreślić, że jest nas tylko ok. 2 milionów, a poza koszem jesteśmy mocni też w piłce nożnej, hokeju, a w piłce ręcznej plasujemy się nawet w czołowej dziesiątce na świecie. Nie wspominam już o dyscyplinach indywidualnych, jak np. narciarstwo. Generalnie Słowenia jest krajem mocno usportowionym. Koszykówka jest u nas dyscypliną numer 2, zaraz za piłką nożną.

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie