Czym się raczej nie wspomagać przed egzaminem

Natalia SiudaZaktualizowano 
Oficjalnie sprzedaje się tu "produkty kolekcjonerskie", ale klienci swoje wiedzą
Oficjalnie sprzedaje się tu "produkty kolekcjonerskie", ale klienci swoje wiedzą Natalia Siuda
Coraz większymi krokami zbliża się sesja. Wraz z nią wizja kolejnych nieprzespanych nocy, tysiące stron do przeczytania i wszechogarniające zmęczenie organizmu, przy jednoczesnym zwiększeniu obrotów pracy mózgu.

Czwarta z kolei kawa, filiżanka yerba mate, garść orzechów, tabliczka czekolady, szklanka zimnego mleka, każdy ma inne sposoby na ratunek. Części z nas jednak potrzeba dodatkowego wspomagania. Pośród studentów krąży legenda o pewnym syropie na kaszel, który zawiera psychoaktywną efedrynę. Farmaceuci przyznają, że w czasie sesji, zarówno zimowej, jak i letniej, można było zauważyć zwiększony popyt na syrop i tabletki o tej samej nazwie. Koniec legendy zmierza ku przestrodze, bowiem wśród studentów politechniki mówi się, że kiedyś ktoś przesadził i zmarł w szpitalu na zawał serca...

Z syropem można powiązać kolejny mit, jakim jest fakt, że studenci akademii medycznej najczęściej korzystają z różnych środków chemicznych, bowiem mają większą wiedzę niż inni. Prawdą jest to, że studenci farmacji w wyniku doświadczeń otrzymują np. amfetaminę i jej pochodne. Prawdą jest, że większość studentów kierunków medycznych ma wiedzę na temat działania środków np. psychoaktywnych, ale także zna więcej skutków ich zażycia. A jak podkreśla student farmacji czwartego roku: "ja nie słyszałem, aby ktoś wspomagał się jakimiś środkami chemicznymi, oprócz tych znanych. Poza tym większość z nas jednak się uczy, a nie liczy, że zaliczy dzięki narkotykom".

Jak znaczki lub karteczki

W tej sesji po raz pierwszy doszła kolejna możliwość - zakupy w otwartych od jesieni sklepach z tzw. dopalaczami.
- Coraz więcej moich znajomych korzysta z tych sklepów - mówi Andrzej, student II roku.
Przedstawiciele firmy, którzy oficjalnie utrzymują, że handlują "produktami kolekcjonerskimi", unikają tematu.
- Dlaczego akurat przed sesją mielibyśmy spodziewać się zwiększonej liczby kupujących? - pyta menedżer firmy, który nie chciał podać nazwiska. - Przecież to tylko produkty kolekcjonerskie. Każdy ma prawo zbierać to, co lubi.
Dlaczego zatem, mimo iż nie jest to nakazane, te środki sprzedawane są osobom pełnoletnim? Czy więc osobom młodszym odebrane jest prawo do takiego hobby?
- Jakiekolwiek pytania proszę kierować do rzecznika prasowego. Zresztą nie rozumiem skąd to zainteresowanie. Nie zbierała pani nigdy karteczek albo znaczków? - pytaniem odpowiada menedżer.

Na forum dotyczącym produktów, gdzie środki rekomendują sami użytkownicy, można przeczytać, że zapalenie ziołowych mieszanek daje "niezłego kopa", który utrzymuje się przez wiele godzin. Pan menedżer nie chce tego komentować. - Na wszystkich sprzedawanych przez nas produktach zaznaczone jest, że nie są one przeznaczone do spożycia przez ludzi.
A więc firma umywa ręce od jakichkolwiek negatywnych skutków. A mogą się one pojawić, bo każdy organizm reaguje inaczej. I to może być problem, bo oprócz relacji ze stron internetowych, ktoś, kto chce spróbować, a nie orientuje się, jak działają poszczególne środki, nie dowie się tego w sklepie.

Ciężki indiański poranek

Andrzej: - Wkurza mnie, jak widzę na ulicy młodych ludzi pod wpływem dopalaczy. Skąd wiem, że to nie narkotyki? Sam próbowałem i wiem, że człowiek po tych środkach zachowuje się bardzo głupio.
- Dopalacze są bardziej niebezpieczne od narkotyków, bo nikt nie wie tak naprawdę, czym są składniki mieszanek o tajemniczych nazwach typu "Blue Lotus" czy "Indian Warrior" ani czego się po nich spodziewać - mówi anonimowo student medycyny. - No i oczywiście w równym stopniu jak inne używki mogą uzależniać.
Czy w takim razie dopalacze stanowią zagrożenie? Zdania na ten temat są podzielone nawet wśród z reguły liberalnych studentów. Faktem jest jednak to, że wśród sprzedawanych produktów są substancje psychoaktywne, a także takie które zawierają benzylopipera-zynę, o działaniu zbliżonym do amfetaminy. Do tego dodać należy skutki, jakie zauważyły osoby, które skorzystały z asortymentu sklepu - miały one zdecydowanie "cięższy" poranek niż po innych środkach.

Prognoza raczej pogodna

A jak wyglądają statystyki? Szacuje się, że około 30 proc. studentów ma regularny kontakt z narkotykami, a 60-70 proc. zażywa je okazyjnie. Dotyczy to przede wszystkim marihuany.
- Panuje legenda, że w nauce pomaga amfetamina. To nieprawda. Wprawdzie pobudza, ale niekoniecznie do nauki. Po "kresce" nie można się skupić, najczęściej kończy się to na całonocnym siedzeniu przy komputerze, przy grach na przykład - opowiada student trzeciego roku.
- Po pigułkach z funshopu [tak nazywane sa sklepy z dopalaczami - red.] jest podobnie - dodaje Andrzej.

Prognozy dotyczące studenckich eksperymentów z narkotykami nie są więc takie złe. Większość, zanim coś weźmie, zada sobie pytanie: "Czy mi się to opłaca?".
Miejmy tylko nadzieję, że większość z nas zadowoli się pobudzeniem w formie gorącej czekolady i mroźnego zimowego powietrza, oczywiście bez późniejszego przeziębienia i leczenia wiadomym syropem.

polecane: Dzwonią do Ciebie te numery? Nie odbieraj!

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

t
troll

bardziej do zabawy niż nauki, a pozatym nie potrzebna reklama sklepu;p

Dodaj ogłoszenie