Czy zatrzymanie Romana Giertycha i biznesmenów wzmocni czy osłabi wizerunek PiS? Rozmowa z dr Mileną Drzewiecką

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
W zatrzymaniu Romana Giertycha jedni widzieli „rękę sprawiedliwości”, inni łapankę polityczną - mówi dr Milena Drzewiecka z Uniwersytetu SWPS, zajmująca się marketingiem politycznym i psychologią wizerunku.

Jak specjalistka od psychologii marketingu politycznego patrzy na sprawę zatrzymania mecenasa Romana Giertycha i biznesmenów?
Prawo i Sprawiedliwość od 2005 roku próbuje przekonywać Polaków, że jako jedyna partia jest w stanie zagwarantować równe traktowanie wszystkich obywateli przed sądami i sprawiedliwe rozliczanie z błędów. Tyle tylko, że przeciwnicy PiS podkreślają, że ta partia nie tyle rozlicza tych, którzy mają problemy z prawem, ile tych, którzy z nią zadarli. W przypadku zatrzymania mecenasa Giertycha i innych biznesmenów, jak na dłoni widać, w jaki sposób identyfikacja partyjna wpływa na przetwarzanie informacji o samym zatrzymaniu.

To znaczy?
Wizerunek to obraz jednego w głowie drugiego. Obraz, który w przypadku polityki często zależy od sympatii politycznych, słowem wyborcy patrząc na to samo, nie muszą widzieć tego samego - widzą to, co jest korzystne z punktu widzenia interesu ich partii. W tym sensie w zatrzymaniu Romana Giertycha jedni widzieli „rękę sprawiedliwości”, inni łapankę polityczną.
Jeśli skupimy się tylko na komentarzach, to tę polaryzację widzimy bardzo wyraźnie. Ale myślę, że warto zwrócić uwagę na ilość czasu i miejsca, jakie poświęcono w mediach i to nie tylko publicznych, samemu zatrzymaniu Romana Giertycha. Jak tym samym dano prezent Prawu i Sprawiedliwości, które znów pokazało, że kontroluje agendę medialną.

I odwraca tym samym uwagę od tego, czym naprawdę żyje się w tej chwili w kraju, czyli od problemów z pandemią i służbą zdrowia?
Jeśli nawet nie odwraca uwagi, to zwraca uwagę na inne tematy. W psychologii mediów od lat mówimy o zjawisku agenda settting.

Na czym to zjawisko polega?
Na tym, że im więcej media poświęcają czasu danemu tematowi, tym on w oczach odbiorców wydaje się ważniejszy.

Ale trudno nie zajmować się zatrzymaniem w sądzie jednego z najbardziej znanych mecenasów, w dodatku byłego polityka.
Rozumiem, że kiedy zatrzymywana jest osoba tak bardzo rozpoznawalna, że kiedy bliscy oraz mecenasi zatrzymanego komentują tę sprawę, to uwaga mediów zwrócona jest w tę stronę. Ale można się pokusić o pytanie - czy to właśnie nie służy Prawu i Sprawiedliwości, nawet jeśli Roman Giertych nie zostanie potem skazany, tak jakby sobie życzyli politycy PiS?

Ta sprawa nie nadweręży wizerunku Prawa i Sprawiedliwości?
Moim zdaniem, jedynie utrwali wizerunek partii, jaki wypracowano w dwóch obozach. Zwolennicy PiS niezależnie od dalszego rozwoju wydarzeń, będą podtrzymywali opinię, że zatrzymanie było sensowne i być może będą szukali winy, na przykład, w sędzi. Natomiast zwolennicy opozycji zyskali dodatkowy argument do mówienia, że partia rządząca poluje na swoich przeciwników politycznych. I te dwa obozy pozostaną w swoich percepcyjnych okopach.

Na co pani zwróciła jeszcze w tej sprawie uwagę?
Wczoraj, prowadząc wykład z percepcji społecznej w polityce, sięgnęłam do przypadku Romana Giertycha w aspekcie takiego zjawiska jak atrybucje w służbie ego. Chodzi o takie wyjaśnianie przyczyn zachowań, które mają służyć naszej samoocenie. Mówiłam o tym na przykładzie interpretacji łez córki Romana Giertycha. W dzień zatrzymania, w mediach, pojawiło się zdjęcie płaczącej Marii Giertych, której zwolennicy opozycji współczuli i trzymali za rodzinę kciuki. Niektórzy szli dalej, twierdząc, że to będzie nawet symboliczne zdjęcie rządów PiS. Natomiast politycy drugiej strony, w tym Dominik Tarczyński, przekonywali, żeby się nie nabierać na te łzy, bo one mają tylko zmiękczyć obraz. Jak widać, nawet interpretacja łez jest teraz uzależniona od partyjnych okularów. Ale z drugiej strony, ta sytuacja pokazała, że nie ma pełnej zgody na ochronę bliskich osób publicznych. Pojawiły się więc pytania - a gdyby to była córka polityka PiS, czy działacze i zwolennicy tej partii reagowaliby tak samo? Pewnie mówiliby wtedy, że płacze, ponieważ boi się o ojca.

Politycy PiS nie raz i nie dwa mówili wara od naszych dzieci...
Dlatego w naszej debacie publicznej cały czas kuleje kultura. Przez pewien czas mieliśmy nadzieję, że przynajmniej bliscy osób publicznych nie muszą być traktowani równie ostro jak osoby publiczne. Ale w tym przypadku wylał się emocjonalny strumień i to nie tylko z ust hejterów.

Koronawirus groźny tylko w pomieszczeniach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie