Czy PiS przepycha kontrowersyjne ustawy pod osłoną koronawirusa? Rozmowa z Martą Żerkowską-Balazs, politolog z Uniwersytetu SWPS

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Adam Jankowski
Udostępnij:
- PiS już wcześniej tak działało, że różne przepisy pod osłoną innych regulacji prawnych czy nawet pod osłoną nocy, przepychało. Z pewnością nagromadzenie się teraz tych najbardziej dyskusyjnych ustaw sprawia, że zapala nam się czerwona lampka - mówi dr Marta Żerkowska-Balazs, politolog z Uniwersytetu SWPS.

W najbliższych dniach Sejm ma zająć się kontrowersyjnymi ustawami. Chodzi m.in. o przepisy zaostrzające prawo antyaborcyjne, dotyczące zakazu edukacji seksualnej w szkołach czy blokujące zwrot mienia żydowskiego. Niektórzy mówią, że w czasie narodowej kwarantanny PiS chce przeforsować, czy wręcz przepchnąć przepisy, które wcześniej budziły protesty. PiS tłumaczy, że pracuje zgodnie z kalendarzem legislacyjnym i te ustawy muszą w najbliższym czasie trafić pod obrady Sejmu. Kto ma rację?
Teraz tak samo prawdopodobne jest to, co mówi jedna strona, a więc, że PiS chce przepchnąć niewygodne ustawy pod osłoną koronawirusa jak i to, że procedowanie tych ustaw wynika z kalendarza sejmowego. Ten kalendarz ma swój bieg. Sejm sprawuje funkcję publiczną, istotną dla naszego kraju i musi uchwalać prawo, również w czasie społecznej kwarantanny i również to kontrowersyjne. Nie zmienia to faktu, że przepisy, którymi ma zająć się Sejm, rzeczywiście budzą dyskusje. PiS już wcześniej tak działało, że różne przepisy pod osłoną innych regulacji prawnych czy nawet pod osłoną nocy, przepychało. Nagromadzenie się tych najbardziej dyskusyjnych ustaw teraz sprawia, że zapala nam się czerwona lampka. Mamy przecież świadomość, że jest wiele istotnych spraw, którymi trzeba się zając w pierwszej kolejności. Odnoszenie się choćby do ustawy zaostrzającej prawo antyaborcyjne jest dla rządzących ryzykowane i to już pokazała sytuacja sprzed lat. To kwestia, co do której nie ma dobrego rozwiązania. Trudno tu o podejście merytoryczne, mamy tu konflikt symboliczny, w którym chodzi o ideały budowane przez dwie strony. Politycy dotychczas bali się ruszać tych przepisów.

No właśnie bali się... Kilka lat temu, po protestach, PiS właściwie zawiesiło zajmowanie się ustawą antyaborcyjną. Teraz jej projekt powraca pod obrady, a prezydent powiedział, że jeśli otrzyma ustawę, to ją podpisze. Wydaje się, że PiS nie uda się w nieskończoność odkładać tej ustawy. Może właśnie teraz najwygodniej będzie ją przyjąć, bo kobiety siedzą w domach?

Zobaczymy, co stanie się z tym projektem. Kobiety planują jakąś formę akcji protestacyjnej, choć oczywiście w ograniczonym zakresie. Na ulice nie da się w tej chwili wyjść, ale przedsiębiorcy jakiś czas temu pokazali, że możliwe jest wywieranie presji na rządzących. Poza tym, to jest bardzo ryzykowny okres, bo jesteśmy przed wyborami i procedowanie tak kontrowersyjnych przepisów może mieć wpływ na poparcie dla kandydata PiS. Pamiętajmy też, że poza Sejmem jest jeszcze Senat. To, jakie podejście do tych przepisów będą mieli posłowie z PiS, nie przesądza jeszcze o ostatecznym kształcie tych przepisów. Tu może się jeszcze wiele wydarzyć. Nie jestem przekonana, czy PiS chciałoby teraz te przepisy uchwalić.

Pamiętajmy też, że poza Sejmem jest jeszcze Senat. To, jakie podejście do tych przepisów będą mieli posłowie z PiS, nie przesądza jeszcze o ostatecznym kształcie tych przepisów. Tu może się jeszcze wiele wydarzyć.

A może, jak mówią niektórzy politycy opozycji, te ustawy mają odwrócić uwagę od nieudolnych działań rządu w walce z koronawirusem?

Z badań wynika, że Polacy najczęściej dobrze oceniają rząd za walkę z epidemią. Oczywiście wszyscy są zmęczeni koniecznością izolacji i z niepokojem patrzą na to, co będzie się działo w gospodarce. Ale Polacy najczęściej rozumieją konieczność wprowadzonych obostrzeń, choć niektóre rozwiązania oceniają lepiej, inne gorzej. Natomiast bardzo dobrze oceniany jest minister zdrowia Łukasz Szumowski. Po co więc odwracać uwagę od działań, które są obecnie pozytywnie oceniane? Wydaje mi się, że jednak łatwiej ukryć jakieś procedowane ustawy pod płaszczykiem działań dotyczących koronawirusa niż koronawirusa schować pod płaszczykiem ustaw. Informacje dotyczące statystyk zakażeń i zgonów przebijają się przez wszystkie inne wiadomości. Oczywiście docierają do nas również informacje o słabym stanie służby zdrowia, ale to nie jest dla nas coś nowego.

Wydaje mi się, że jednak łatwiej ukryć jakieś procedowane ustawy pod płaszczykiem działań dotyczących koronawirusa niż koronawirusa schować pod płaszczykiem ustaw.


Czy to, że ludzie teraz nie mogą wyrazić swojego protestu na ulicach wobec niektórych regulacji, jest w jakiejś mierze ograniczeniem demokracji?

Nie możemy się spotykać, wychodzić na ulice, brać udziału w wyborach tak, jak to było w latach poprzednich. Wobec tego nasze uprawniania demokratyczne są w pewien sposób ograniczone, ale dzieje się to z powodu wyższej konieczności. Za ograniczeniami stoją wyższe racje - dobro wspólne. W moim odczuciu przypisywanie złej woli politykom jest bezzasadne, bo wprowadzone ograniczenia są oczywiste.

Opozycja twierdzi, że działania PiS w ostatnim czasie przypominają próbę tworzenia republiki bananowej. Ma rację?

Na przykładzie innych państw możemy przypuszczać, co mogłoby się stać, gdyby ograniczeń nie wprowadzono. Natomiast tak naprawdę obecnie nie jesteśmy w stanie ocenić, na ile te ograniczenia są skuteczne w walce z koronawirusem. Nie mniej jednak coraz częściej obserwujemy słabość państwa i arogancję rządzących. Mam tu na myśli zebranie przedstawicieli rządu pod pomnikiem upamiętniającym ofiary katastrofy smoleńskiej oraz wizytę Jarosława Kaczyńskiego na Cmentarzu Powązkowskim. To zostanie negatywnie odebrane przez Polaków, niezależnie od sympatii politycznych. To wzbudza też skojarzenia z tzw. republikami bananowymi. Skoro wszyscy siedzieliśmy w domach i nie mogliśmy się spotkać przy świątecznym stole, to dlaczego tak duża grupa polityków spotkała się w przestrzeni publicznej? Jeśli wprowadzamy obostrzenia, to władza powinna świecić przykładem w ich przestrzeganiu.

Natomiast tak naprawdę obecnie nie jesteśmy w stanie ocenić, na ile te ograniczenia są skuteczne w walce z koronawirusem. Nie mniej jednak coraz częściej obserwujemy słabość państwa i arogancję rządzących.

Jak będzie wyglądać polska scena polityczna za kilka miesięcy?

Mamy wiele niewiadomych. To zależy, co się stanie w kwestii społeczno-zdrowotnej i gospodarczej. Pytanie, jak poradzi sobie służba zdrowia w kolejnych etapach walki z epidemią, jak zareagują przedsiębiorcy i jak instytucje europejskie poradzą siebie z recesją. Pytanie, czy partia rządzącą będzie wykorzystywać luki w prawie i przepychać ustawy. Poza tym, władza jest tak silna jak silna jest opozycja. A obecnie główny polityczny kontrkandydat PiS jest raczej reaktywny. Już teraz zmienia się to, że kandydaci na prezydenta, którzy znajdowali się daleko w tyle za czołówką, zyskują, bo proponują konkretne rozwiązania.

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

"Pod osłoną nocy parlament przyjął dzisiaj głosami Prawa i Sprawiedliwości oraz Koalicji Obywatelskiej tak zwaną „Tarczę antykryzysową”.

Choć ma ona rzekomo uchronić polską gospodarkę przez katastrofą, tak naprawdę wprowadza cięcia wynagrodzeń dla pracowników, wydłuża czas pracy, przedłuża zezwolenia na pracę dla imigrantów, a także w porównaniu do rozwiązań przyjętych w innych państwach w żaden sposób nie zagraża pozycji elit finansowych.

„Tarcza antykryzysowa” w swoich założeniach ma chronić miejsca pracy oraz pomóc pracownikom, aby w ten sposób mogli oni w ogóle mieć za co żyć. Środki te są jednak dalece niewystarczające, ponieważ rządzący chcą wypłacić dwie transze po 2 tys. zł brutto dla prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą oraz pracujących na podstawie umowy o dzieło i zlecenie. W przypadku pozostałych budżet państwa dopłaci 40 proc. wynagrodzenia, 40 proc. zapłaci pracodawca, a 20 proc. ma być „wkładem własnym” pracowników.

Obcięcie wynagrodzeń to niejedyny zapis uderzający w pracowników. Poza tym Polaków czekają duże zmiany w prawie pracy. Choć media i „eksperci” donoszą o możliwości wzrostu bezrobocia do 10 proc., „Tarcza antykryzysowa” oznacza między innymi możliwość ustanowienia przez firmy 16-godzinnej (!) zmiany. Stanie się tak, bo rządzący w swoim pakiecie zdecydowali się na skrócenie czasu odpoczynku pracownika zaledwie do 8 godzin dziennie.

Bezrobotni w praktyce nie mogą liczyć na żadną pomoc, co będzie katastrofalne zwłaszcza w przypadku wspomnianych zwolnień mogących objąć od jednego do trzech milionów Polaków. W „Tarczy antykryzysowej” o osobach tracących pracę nie ma w ogóle mowy, zaś obecne kryteria otrzymania zasiłku są tak zaostrzone, że pobiera je zaledwie 17 proc. zarejestrowanych bezrobotnych. Same świadczenia wynoszą zaledwie kilkaset złotych i zależą często od uregulowań poszczególnych samorządów.

O nic nie muszą martwić się z kolei banki. Morawiecki jako bankster doskonale zadbał o ich interesy. Mimo zapowiedzi polityków PiS-u, Polaków nie czekają żadne „wakacje kredytowe”, stąd będą musieli na bieżąco spłacać swoje zobowiązania. Tym samym osoby, które z powodu kryzysu stracą pracę będą wpadać w spiralę zadłużenia z powodu niemożności spłaty kredytów i pożyczek, a to da doskonałą okazję bankom do zarobienia choćby na odsetkach."

Na podstawie: money.pl, forsal.pl, businessinsider.com.pl, rmf24.pl.

https://wolna-polska.pl/wiadomosci/ciecia-pracownicze-imigranci-i-niezachwiana-pozycja-bankow-uchwalono-tarcze-antykryzysowa-2020-03

W
Wojtek

Ogólnie starają się odwrócić uwagę od największych problemów innymi rzeczami. Zamiast się skupić na walce z epidemią i wsparciem obywateli to ciągle tylko wybory im w głowie - Nic konkretnego nie robią

G
Gość
15 kwietnia, 10:21, Andy:

Niewątpliwie "maskirowka" ale w drugą stronę. Jak pisze na Facebooku Rafał Gaweł.

W Polsce wykonuje się dzisiaj mniej testów w przeliczeniu na milion mieszkańców niż w Kazachstanie, Kirgistanie czy na Białorusi!

By sztucznie wykazać spadek zachorowań rząd PiS celowo zmniejsza ilość wykonywanych testów i ogranicza dostęp do nich!

To proste działanie - mała ilość testów to mało wyników dodatnich potwierdzających zakażenia. A mała liczba zarażonych to możliwość zrobienia sfałszowanych wyborów!

Szumowski, Kaczyński, Morawiecki, Duda i reszta pisowskiej bandy celowo wprowadzili idiotyczne zakazy w tym na przykład zakaz wejścia do lasu - by teraz moc je poluzować i w ten sposób przekonywać ludzi że wraca normalność... więc można urządzać wybory.

Jak sądzicie po co są te idiotyczne wrzutki dotyczące aborcji, myślistwa, antysemickich ustaw?!

Żeby odwrócić waszą uwagę od tego co ważne czyli od największego oszustwa wyborczego które właśnie z pogwałceniem prawa przygotowuje PiS.

Gdy Wy uśmiechnięci pójdziecie w końcu do lasu Kaczyński będzie spokojnie fałszował wybory!

Gdy Wy będziecie walczyć z debilnym projektem Kai Godek Kaczyński będzie spokojnie fałszował wybory!

NIE POZWÓLCIE ZROBIĆ SOBIE WODY Z MÓZGU!

To co robi Szumowski i pisowska banda ograniczając ilość testów to zbrodnia!

Przez jego decyzje umierają setki ludzi w DPS i Szpitalach zarażani przez personel, który nie może doprosić się o wykonanie testów.

Kiedyś ten człowiek o oczach zmęczonego spaniela i reszta przestępców z partii rządzącej, będzie odpowiadać przed sądem za te wszystkie śmierci do których doprowadzili celowo blokując wykonywanie testów.

PiS ma dzisiaj dwa cele:

- przejąć Sąd Najwyższy

- sfałszować wybory tak, by wygrał w nich Duda

Jak widać realizują je zgodnie z taktyką po trupach do celu.

Po trupach do celu do wasz POmysł.

Nakłanianie do wychodzenia z domu i łamania prawa o kwarantannie to wasze działania po to aby było gorzej i niebezpieczniej.

A
Andy

Niewątpliwie "maskirowka" ale w drugą stronę. Jak pisze na Facebooku Rafał Gaweł.

W Polsce wykonuje się dzisiaj mniej testów w przeliczeniu na milion mieszkańców niż w Kazachstanie, Kirgistanie czy na Białorusi!

By sztucznie wykazać spadek zachorowań rząd PiS celowo zmniejsza ilość wykonywanych testów i ogranicza dostęp do nich!

To proste działanie - mała ilość testów to mało wyników dodatnich potwierdzających zakażenia. A mała liczba zarażonych to możliwość zrobienia sfałszowanych wyborów!

Szumowski, Kaczyński, Morawiecki, Duda i reszta pisowskiej bandy celowo wprowadzili idiotyczne zakazy w tym na przykład zakaz wejścia do lasu - by teraz moc je poluzować i w ten sposób przekonywać ludzi że wraca normalność... więc można urządzać wybory.

Jak sądzicie po co są te idiotyczne wrzutki dotyczące aborcji, myślistwa, antysemickich ustaw?!

Żeby odwrócić waszą uwagę od tego co ważne czyli od największego oszustwa wyborczego które właśnie z pogwałceniem prawa przygotowuje PiS.

Gdy Wy uśmiechnięci pójdziecie w końcu do lasu Kaczyński będzie spokojnie fałszował wybory!

Gdy Wy będziecie walczyć z debilnym projektem Kai Godek Kaczyński będzie spokojnie fałszował wybory!

NIE POZWÓLCIE ZROBIĆ SOBIE WODY Z MÓZGU!

To co robi Szumowski i pisowska banda ograniczając ilość testów to zbrodnia!

Przez jego decyzje umierają setki ludzi w DPS i Szpitalach zarażani przez personel, który nie może doprosić się o wykonanie testów.

Kiedyś ten człowiek o oczach zmęczonego spaniela i reszta przestępców z partii rządzącej, będzie odpowiadać przed sądem za te wszystkie śmierci do których doprowadzili celowo blokując wykonywanie testów.

PiS ma dzisiaj dwa cele:

- przejąć Sąd Najwyższy

- sfałszować wybory tak, by wygrał w nich Duda

Jak widać realizują je zgodnie z taktyką po trupach do celu.

G
Gość

Kontrowersyjna ustawa aborcyjna może być na niekorzyść rządzącym ponieważ jest przed wyborami prezydenckimi.

Epidemia nie ma tu nic dorzeczy.

Dodaj ogłoszenie