Czy ktoś jest w stanie zatrzymać galaktycznych Canarinhos?

Patryk Kurkowski
Aż 17 z 21 edycji padło łupem dwóch reprezentacji - Brazylii i Włoch. Lata dominacji drużyny z Półwyspu Apenińskiego już dawno minęły, nastała złota era Canarinhos, którzy w ostatnich 10 latach triumfowali ośmiokrotnie! Co ciekawe, zawiedli tylko przed własną publicznością.

Brazylia ma galaktyczne pokolenie. Dominacja na taką skalę w rozgrywkach międzypaństwowych to rzadkość. Mimo wszystko znajdowali się śmiałkowie, którzy deprecjonowali wartość mistrzów świata, bo ponoć mają oni mocną tylko pierwszą szóstkę. Podopieczni Bernando Rezende zaprzeczali jednak tym twierdzeniom niejednokrotnie, po raz ostatni niedawno, bo w fazie interkontynentalnej.

Nadmiar bogactwa w tym wypadku nie szkodzi. Rezende dobrze szafował siłami w pierwszej rundzie, szanse na zaprezentowanie swoich umiejętności dostali również rezerwowi, spośród których błysnęli m.in. Maron czy Theo. Zresztą obaj walnie się przyczynili do zwycięstw obrońców tytułu nad Polską, w katowickim Spodku, za co otrzymali statuetki dla MVP.

Mistrzowie świata przez pierwszy etap przebrnęli niczym burza. W 12 spotkaniach zdobyli łącznie aż 30 punktów. Lepszym dorobkiem mogła się pochwalić wprawdzie Rosja, ale ona miała łatwiejszą grupę eliminacyjną. Sposób na Canarinhos znaleźli tylko mistrzowie olimpijscy, Amerykanie, którzy wygrali i u siebie, i na wyjeździe.

Siatkarskie święto w Ergo Arenie

Brazylijczycy lubią grać w Polsce. Podkreślają to w wypowiedziach, a potwierdzają dobitnie statystyki. Zawodnicy z Kraju Kawy wygrywali dwukrotnie Ligę Światową, gdy finałowy turniej odbywał się w katowickim Spodku. W 2001 roku pokonali w finale Włochów aż 3:0, a sześć lat później Rosjan 3:1.
Wspomniani wcześniej mistrzowie olimpijscy też są w gronie kandydatów do końcowego zwycięstwa, choć przez niektórych nadal niedoceniani. Amerykanie, jako nieliczni, mają patent na Brazylijczyków. Drużyna zza oceanu wygrała z Canarinhos w półfinale Ligi Światowej przed trzema laty, a następnie sama sięgnęła po mistrzostwo w tych rozgrywkach, przerywając tym samym wspaniałą serię pięciu triumfów z rzędu najlepszej drużyny z Ameryki Południowej. USA zastopowały Brazylię również podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie przed czterema laty, a w pierwszej rundzie tej edycji Ligi Światowej wygrały dwa z czterech meczów. Gracze Alana Knipe'a, po zeszłorocznych wpadkach w "światówce" i mistrzostwach globu (odpowiednio brak awansu do finałów i szóste miejsce w turnieju), mają sporo do udowodnienia.

Wiele do powiedzenia w Ergo Arenie mogą mieć Rosjanie. Sborna wypadła najlepiej w pierwszym etapie. Przegrała tylko jedną batalię z Bułgarią na wyjeździe 1:3. W pozostałych potyczkach siatkarze Władimira Alekno spisywali się właściwie bez zarzutów. Rosja już przed rokiem była o krok od triumfu w LŚ, ale plany pokrzyżowała im niezłomna Brazylia.

Do grona faworytów można zaliczyć Włochów, którzy po latach posuchy i paśmie niepowodzeń powoli pukają do bram elity. Podopieczni Maurro Berruty z korzystnej strony zaprezentowali się w fazie interkontynentalnej, zgłaszając w ten sposób swój akces do walki o medal. Po raz ostatni Azzurri na podium tych rozgrywek stanęli... w 2004 roku! U siebie, w Rzymie, przegrali w finale z Canarinhos 1:3.
- Zapowiada się wspaniały turniej. Faworytów jest wielu. Rosja gra bardzo dobrze w tym sezonie w Lidze Światowej. Bardzo groźne będą też Stany Zjednoczone, bo to znakomity zespół. Siatkarze Polski też będą należeć do faworytów. Przecież będą mieć wsparcie swoich kibiców - mówił niedawno Rezende.
W Final Eight (po raz drugi w historii w finałowym turnieju wystąpi osiem ekip) nie ma słabych zespołów. Wszystkie reprezentacje przyjechały do Trójmiasta z nadziejami na choćby podium.

Niektórym daje się jednak mniejsze szanse na zrealizowanie celu. W trudnej sytuacji znalazła się np. Kuba, która trafiła do "grupy śmierci". Wysoko notowana w światowym rankingu drużyna w pierwszej rundzie nie potrafiła nawiązać równorzędnej walki z Włochami, lecz w żadnym wypadku nie należy jej skreślać. Wszak siatkarze Orlando Samuelsa w ostatnich dwóch edycjach plasowali się tuż za podium. Bez wątpienia drzemie w nich spory potencjał. Nieobliczalni są też biało-czerwoni. Jeśli graczom Andrei Anastasiego uda się ustabilizować dobrą formę na turniej finałowy i wyeliminować pewne mankamenty, to niesieni dopingiem, mogą utrzeć nosa faworytom.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.