C.Obracht-Prondzyński: Emigracja na stałe wpisana w los mieszkańców Pomorza [ROZMOWA]

Tomasz Rozwadowski
G.Pachla/archiwum PP
Udostępnij:
Z prof. Cezarym Obracht-Prondzyńskim, historykiem i działaczem kaszubskim, rozmawia Tomasz Rozwadowski.

Czy obserwacje i wnioski z raportu "Dziecko, rodzina i szkoła wobec migracji rodzicielskich: 10 lat po akcesji do Unii Europejskiej" są zgodne z Pańskimi doświadczeniami i przemyśleniami dotyczącymi wpływu migracji na społeczności lokalne Kaszub i Pomorza?
Urodziłem się i mieszkam do dziś w Bytowie. Nasze kaszubskie doświadczenia emigracyjne sięgają co najmniej połowy XIX w. Od tego czasu nieprzerwanie Kaszubi emigrują, nasze tradycje migracyjne sięgają więc znacznie głębiej niż obejmuje dziesięciolecie Polski w Unii Europejskiej. Emigracja, wysiedlenia, krótkotrwałe wyjazdy zarobkowe - to wszystko jest dla Kaszubów i Pomorzan chlebem powszednim od wieków. Migracje ostatniego dziesięciolecia są jedynie nową odsłoną czegoś, co na trwałe wpisane jest w nasz los.

Raport wspomina, że społeczności przyzwyczajone do migracji lepiej znoszą rodzinną rozłąkę.
Raport zawiera obserwacje na poziomie ogólnokrajowym i regionalnym. Gdy mówimy o Kaszubach i Pomorzu, musimy zejść na poziom lokalny, poziom poszczególnych społeczności. W minionych kilkudziesięciu latach mieliśmy lokalnie kilka istotnych fal emigracyjnych. W latach 1956-57 z Gdańska do ówczesnej Niemieckiej Republiki Federalnej wyjechała wielotysięczna rzesza tzw. autochtonów, podobne fale ruszyły z Człuchowa i z terenów Powiśla. W latach 70. nastąpiła duża fala emigracji związanej z łączeniem rodzin, w latach 80. ze szczytem w 1988 r. mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem, które można nazwać emigracją beznadziei. Po 1989 r. emigracja odbywa się w spokojniejszym trybie i wolniejszym tempie, ale dotyczy całego Pomorza. W naszym regionie nie ma chyba nikogo, kto by nie miał krewnych za granicą.

Jaki wpływ mają migracje na społeczności kaszubskie?
Emigracja zawsze jest doświadczeniem traumatycznym. Jest oczywiście reakcją na ciężkie warunki życia i ma na celu poszukiwanie dobrze płatnej pracy i spokojnego życia. Z reguły po dziesięciu latach na emigracji przychodzi czas refleksji i podsumowań. Część bilansu da się przeliczyć na wymierne, materialne zyski, istnieją jednak nieprzeliczalne straty wynikające z zerwania bezcennych więzi społecznych. Zresztą same zyski materialne z emigracji są w tej chwili znacznie mniejsze - krótko po 1989 r. w Polsce zarabiało się kilkanaście razy mniej niż w zamożnych krajach Zachodu, obecnie ta dysproporcja wynosi jeden do trzech.

Czy eurosieroctwo jest dużym problemem w naszym regionie?
W rozmowach z nauczycielami dowiaduję się, że kłopoty wychowawcze, przypadki anoreksji i bulimii, inne zaburzenia emocjonalne i choroby bardzo często występują u dzieci i młodzieży, których oboje lub jedno z rodziców przebywają na stałe za granicą. To problem dotyczący bardzo wielu kaszubskich i pomorskich rodzin. Jak na razie wsparcie szkoły i innych instytucji jest w tych przypadkach niewystarczające. Socjalizacja eurosierot jest utrudniona.

To jedyne problemy społeczne związane z migracją?
Mało się o tym mówi, ale niebawem obok eurosieroctwa dzieci i młodzieży będziemy mieli poważny problem sieroctwa ludzi starszych. Pokolenie obecnych pięćdziesięcio- i czterdziestolatków pozostanie w dużym stopniu samotne na starość. Ich dzieci wyemigrowały niedawno lub wyemigrują w najbliższych latach, a oni pozostaną sami. Niewielu z nich przesiedli się przecież do swoich dzieci, nie mówiąc już o wnukach. Trzeba będzie zapewnić im opiekę i wsparcie tu na miejscu. Mimo nowoczesnych technologii komunikacyjnych więzi rodzinne się zrywają, a w lokalnych społecznościach jest coraz więcej ludzi, młodych i starych, opuszczonych przez rodziny.

Emigracja nie zawsze jest bezpowrotna.
Coraz częściej mamy do czynienia z migracjami powrotnymi. Daje się zaobserwować falę powrotów starszych ludzi, zwłaszcza z Niemiec. Ci, którzy wyemigrowali w latach 60. i 70., teraz powracają w rodzinne strony, w pomorskich miastach można napotkać całe bloki wykupione przez "naszych" Niemców. Prawdopodobnie część emigrantów z późniejszych generacji także będzie powracać. Pomorze nie tylko eksportuje swoich mieszkańców, ostatnio daje się zaobserwować także import. Znam placówkę oświatową, w której przed południem odbywają się kursy angielskiego dla polskich pielęgniarek wyjeżdżających do pracy w Wielkiej Brytanii, natomiast po południu kursy polskiego dla Ukrainek przyjeżdżających do pracy w Polsce.

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marek
Prądzyński to obcesowy autokrata z rozdmuchanym ego.
Nie szanuje go za brak obiektywizmu i dopuszczanie do atrapy dyskusji. Okropny, mały człowieczek.
P
Polihistor
A, to ten, co uznał za stosowne zaprosić na UG majora Baumana.
Jestem Kaszubą, i akademikiem, ale od takich działaczy, i takich animatorów życia akademickiego chroń mnie, Panie!
Dodaj ogłoszenie