Co to znaczy być sopocianinem? Felieton Wojciecha Wężyka

Wojciech Wężyk
Spytałem o to jednego z internetowych rozmówców, który użył tego wyrazu sugerując, że ten lub tamten nie ma prawa wypowiadać się o mieście, bo sopocianinem nie jest i kropka! Odpowiedzi nie otrzymałem, więc zacząłem szukać jej na własną rękę.

Temat nie jest wcale błahy. W przededniu kampanii wyborczej etykietowanie lub zakazywanie przynależności do różnych grup społecznych, czyli zwyczajne wykluczanie, jest jednym z najbardziej uciążliwych odprysków politycznej namiętności, która rozpala naszą małą wspólnotę. Sam jestem „importowany” z dalekiego południa. Urodziłem się w Krakowie, gdzie spędziłem pół życia. I pod Wawelem wyczuwało się bardzo silnie znaczenie pochodzenia, manifestowane w pozytywnych dziwactwach polegających na kultywowaniu rodzinnych tradycji, jak i (niestety zbyt często) w różnego rodzaju układach towarzyskich promujących pociotki i przyjaciół królika. Zatem ktoś, kto myśli, że ten niewinny „szowinizm miejsca” jest przypadłością małych miasteczek jak Sopot, myli się.

Jeśli rozmiar miasta jest więc bez znaczenia, to może liczy się miejsce urodzenia? I znowu pudło. Na początku lat 60. minionego wieku zamknięto bowiem u nas (wciąż jeszcze nie wiem, czy moje krakowskie pochodzenie uprawnia mnie do pisania „u nas”, ale zaryzykuję), szpital-porodówkę. Oznaczałoby to brutalną prawdę, że wszyscy mieszkańcy kurortu poniżej plus minus 65. roku życia, nie mogą się mienić sopocianami. W konsekwencji mamy kolejny „zakręt logiki”. Bo idąc tropem urodzenia, do grona zacnych sopocian nie można zaliczyć tak znanych obywateli kurortu jak prezydent Jacek Karnowski czy Donald Tusk, którzy urodzili się w Gdańsku. Nie wspominając o Agnieszce Osieckiej, czy niejakim Jerzym Haffnerze.
No to lipa.

Może zatem o byciu sopocianinem decyduje zameldowanie? Takie administracyjne potwierdzenie miejsca zamieszkania jest przecież jakimś symbolicznym uznaniem wspólnotowości. Tu jednak znowu pojawia się kłopot. Wielu sopocian jest zameldowanych w mieście, ale życie rzuciło ich w różne miejsca na świecie. Czy nie mają prawa czuć się sopocianami? Oczywiście, że mają! Daje im je pasmo wspomnień i emocji. Co więcej, to właśnie emigranci często tę sopockość kultywują i są z niej dumni.

W końcu podjąłem się tropu fiskalnego. Wśród grząskich ścieżek wcześniejszych argumentów ten właśnie wydawał się być utwardzony policzalnym racjonalizmem – czymś, co nasze mózgi tak bardzo lubią. Ale że niejeden z nas uiszcza różne daniny w sąsiadujących miastach, szybko pojąłem, że drogowskaz podatkowy również prowadzi mnie na manowce.

O byciu sopocianinem decyduje bowiem coś innego. Po prostu miłość. Kto powie: „kocham Sopot”, ma prawo uchodzić za sopocianina. I czy można mu to prawo odebrać? Cóż znaczą urzędowe zapisy, akty urodzenia, zwoje PIT-ów wobec namiętności? Podkreślę – nie zwykłego zauroczenia, któremu ulega niemal każdy kto tu wpadnie i oszołomiony pięknem przyrody odda hołd sopockiemu genius loci, ale miłości, która oznacza współodpowiedzialność za miasto, angażowanie się w jego sprawy, zmienianie go na lepsze lub przynajmniej wiarę w to, że tak się powinno robić.

W dzielonej cynicznie partyjnym rozdarciem wspólnocie, w odmętach hejtu i nieuprzejmości podgrzewanych przez komentarze w mediach społecznościowych, nie możemy zapominać o tym, że przywilej tego kochania ma każdy. I wiceprezydent Sopotu, który się tu sprowadził nie tak dawno, i ktoś, kto miał szczęście urodzić się w kurorcie. Ten, którego rodzinę rzucił tu dramatyczny los wojennej zawieruchy, a nawet autor poniższego felietoniku, którego do Sopotu ściągnęły przyziemne sprawy zawodowe i zakochał się w kurorcie „na amen”. Nie odmawiajmy sobie tej miłości – w imię czułości dla ukochanego skrawka ziemi.

W weekend będziemy świętować Dzień Babci i Dziadka. Chciałbym życzyć wszystkim sopockim seniorom, żeby umieli przekazywać namiętność do miasta (wszak to ona zbudowała Sopot) kolejnym pokoleniom. Tak, jak robią to dziś, będąc jedną z najbardziej zaangażowanych w życie naszego miasta grup. Państwo doskonale wiedzą, co to znaczy być sopocianinem. Jakie wiążą się z tym wspomnienia i nadzieje, troski i radości. I od Was właśnie najlepiej jest się tego uczyć.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Z Gwiazdami - Co Marcin Możdżonek sądzi o nowym Fernando Santosie

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie