Co roku znika bez śladu co najmniej tysiąc osób

Łukasz Kłos
Robert Kwiatek
Z Zuzanną Ziajko, dyrektorką Zespołu Poszukiwań i Identyfikacji w Fundacji "Itaka" rozmawia Łukasz Kłos

Prowadzicie statystyki zaginionych. Ile więc osób zabraknie w tym roku przy wigilijnych stołach?
Obecnie w naszej bazie danych, widocznej na stronie internetowej fundacji (zaginieni.pl), mamy ponad 1,1 tys. niewyjaśnionych spraw. Niemniej w 2011 r. zanotowaliśmy 1,2 tys. nowych zgłoszeń. Część udało się rozwikłać w ciągu roku, ale są też osoby, które zaginęły w latach 70. Nie wykreślamy ich. Zawsze szukamy do końca, do rozwiązania sprawy.

Jak duża część z tej statystyki to happy endy?
W tym roku blisko tysiąc spraw udało się rozwiązać, tzn. ustalić losy zaginionej osoby. Z tej liczby 753 osoby zostały odnalezione żywe. Niestety, 246 kolejnych straciło życie.

Czy zawsze nieszczęśliwe odnalezienie wiąże się z morderstwem lub samobójstwem?
Przyczyn zagubienia się osób jest tak wiele, jak jest przypadków w naszej internetowej bazie. Z owych 246 nieżywych osób 44 popełniły samobójstwa. Zbadanie okoliczności śmierci zawsze jest sprawą policji. Faktem jest, że czasem zdarzają się nieszczęśliwe przypadki.

Czytaj także: Zaginięcie Iwony Wieczorek

Dlaczego właściwie ludzie się gubią?
Fundacja "Itaka" działa już ponad dekadę. Na podstawie wieloletnich doświadczeń zaobserwowaliśmy, że przyczyny zaginięcia bardzo często wiążą się z wiekiem osoby poszukiwanej. Przedział wiekowy może nam podpowiedzieć, co mogło się wydarzyć, że dana osoba zniknęła z pola widzenia najbliższych.

Jakie przypadki zaginięć zdarzają się najczęściej?

Wśród młodych osób często zdarzają się zaginięcia spowodowane depresją. Jesteśmy w trakcie prowadzenia kampanii uświadamiającej zagrożenia płynące z tej choroby. Depresja to nie jest "zwykłe" obniżenie nastroju. Cierpiąca z jej powodu osoba bardzo często potrzebuje pomocy specjalisty. Choroba zbagatelizowana w skrajnych przypadkach może nawet doprowadzić do samobójstwa.

Czytaj także: Lista zaginionych osób z Pomorza

Przyzwyczailiśmy się raczej do postrzegania młodych lat jako pasma beztroski i przyjemności.
Nie zawsze tak jest. Znamienne są losy części dwudziestolatków, którzy wkraczają właśnie w dorosłe życie. To taki okres w życiu, w którym młodzi zdają sobie sprawę z konsekwencji podejmowanych przez siebie decyzji. Czasem bezpośrednim impulsem do ucieczki jest uświadomienie sobie, że np. wybrany został niewłaściwy kierunek studiów, czasem problemy z odnalezieniem się na rynku pracy. Świat dorosłych rządzi się określonymi zasadami i nie każdy jest w stanie je udźwignąć.
Co się z nimi dzieje?
Duża grupa wyjeżdża też za granicę, co powoduje, że bardzo często tracą kontakt ze swoimi rodzinami. Zdarza się, że urwanie kontaktu z najbliższymi jest celowe, ale zdarza się też, że padają ofiarami handlu ludźmi, pracy przymusowej i po prostu ten kontakt jest niemożliwy. Dlatego też z pełną skrupulatnością badamy każdy przypadek zaginięcia młodej osoby.

A często znajdujecie nieletnich na "gigancie"?
To duża grupa wśród nastolatków. Bywa, że uciekają z domów czy z ośrodków pomocy społecznej. Zdarzały się sytuacje, w których nastolatki "gubiły się", wszystko wskazywało, że doszło do ucieczki. Dopiero później okazywało się, że niestety przyczyną zaginięcia było tragiczne zajście. Ale spotkaliśmy się też z takimi sytuacjami, gdy nieletni uciekali z domu, by w ukryciu doczekać swoich 18 urodzin. Zjawiali się wtedy na policji i składali oświadczenie, że nie chcą być poszukiwani, bo rodzinę opuściły celowo. Wiedzą, że gdy osiągną pełnoletność, nikt nie ma prawa ich szukać bez ich zgody.

Czy jest wyjście z takiej sytuacji?
Najważniejsza jest "profilaktyka", by nie dopuścić do podobnych zdarzeń. Podczas warsztatów prowadzonych np. w szkołach uczulamy rodziców, że okres dojrzewania to ostatni moment, w którym mogą uregulować swoje relacje z dziećmi. Podkreślamy, że za dwa, trzy lata - kiedy pani syn, córka osiągną pełnoletność, już nikt nie będzie mógł ich zmuszać do bycia z nimi w kontakcie. Nie możemy przegapić tego momentu, gdy przestajemy wiedzieć, co się dzieje w głowie naszych dzieci.

Czytaj także: Co się stało z Patrykiem Palczyńskim?

Co jest dla was ważniejsze: połączenie rodzin czy wyjaśnienie sprawy zaginięcia?
Osoba, która do nas dzwoni - najczęściej rodzina zaginionego - potrzebuje pomocy, ale zawsze najważniejszy jest dla nas sam zaginiony. Przede wszystkim staramy się dowiedzieć, co się stało: czy poszukiwana osoba nie jest w niebezpieczeństwie? czy nie padła ofiarą napadu bądź morderstwa? czy nie jest więziona? Albo też czy właśnie samowolnie podjęła decyzję, by opuścić swoją rodzinę.

A jeśli ktoś mimo pomocy stwierdzi, że nie chce być poszukiwany jako zaginiony?
Wtedy instruujemy go, co może zrobić, żeby przestał być osobą zaginioną. Czyli że powinien udać się na najbliższy komisariat policji, złożyć pisemne oświadczenie, że jest cały i zdrowy, ale nie chce być poszukiwany.
Co dzieje się dalej?
Rodzina zostaje poinformowana, że dana osoba skontaktowała się z nami, że jej tożsamość została potwierdzona, ale nie możemy dalej prowadzić poszukiwań. Rodzina ma jednak wtedy pewność, że dana osoba jest cała i zdrowa, a nikt "trzeci" nie przyczynił się do jej zaginięcia. Bywa jednak, że osoba decyduje się na oddalenie, ale widząc, że jest poszukiwana przez rodzinę, nawiązuje ten kontakt z powrotem.

Jaka jest wasza w tym rola?
Mamy psychologów i prawników, którzy pomagają ten kontakt ponownie nawiązać. Jeśli powodem ucieczki była trudna sytuacja w rodzimym środowisku, pytamy, co się dzieje. Ułatwiamy rozwiązywać problemy. Mamy też mediatora, który pomaga nam w zażegnywaniu konfliktów, które doprowadziły do rozerwania więzów. W podobnych sytuacjach takie wsparcie jest bardzo cenne.

Czytaj także: 15-letni Mateusz wyszedł z domu i...

Ale nie tylko pełnoletni "gubią się" najbliższym. Często słyszymy też o zaginionych dzieciach...
Jeśli chodzi o te najmniejsze dzieci, to zaginięcia nie są częste, ale niestety się zdarzają. Najczęściej są skutkiem złej opieki ze strony dorosłych. Nigdy nie możemy mieć pewności, co zrobi dziecko przez nas niepilnowane. Nie trzeba być w centrum handlowym czy wesołym miasteczku, żeby stracić z oczu swoje dziecko. Zdarzają się bowiem sytuacje, kiedy dzieci giną z podwórek własnych domów czy sprzed bloku.

A jednak podwórka wydają się bezpieczne. Dla dziecka i rodziców to najbliższa okolica.
Do siódmego roku życia żadne dziecko nie powinno bawić się samo na placu zabaw czy przed blokiem, bo jest naiwne, bezbronne i jeśli trafi się ktoś, kto będzie chciał zrobić mu krzywdę, nic nie stanie mu na przeszkodzie.

Zdarzają się odnalezienia "po latach"?
To rzadkie przypadki. To, co się stało, to prawdopodobnie było jakieś tragiczne wydarzenie, czasem może porwanie. Tego nie wiemy, ale nie można nigdy tracić nadziei. Te dzieci wciąż poszukiwane są jako zaginione. Specjalnie dla nich przygotowujemy tzw. progresje wiekowe, czyli symulacje aktualnego wyglądu.
W latach 60. i 70. mówiło się często o "czarnej wołdze" porywającej dzieci. Jest w tej legendzie choć cień prawdy?
Porwania kryminalne wśród dzieci zdarzają się niezwykle rzadko. W ostatnich latach obserwujemy natomiast inny, narastający problem - porwania rodzicielskie.

Czy to nie sprzeczność - rodzic porywający swoje dziecko?
Mówimy o sytuacjach, gdy dziecko jest zaginione dla jednego rodzica, natomiast dowiadujemy się, że przebywa z drugim. Bywa, że jedno z małżonków czy partnerów, popadając z drugim w konflikt, nie mogąc się z nim porozumieć, decyduje się zabrać dziecko i uniemożliwić mu kontakt z drugim rodzicem. To jest bardzo duży problem, szczególnie od kiedy weszliśmy do strefy Schengen i otworzyliśmy granice. Zniknął już problem z przemieszczaniem się po krajach Wspólnoty czy zmianą miejsca zamieszkania. Coraz trudniej też zlokalizować pojedynczą osobę.

Czytaj także: Lista zaginionych osób z Pomorza

Co robicie w takiej sytuacji?
Zawsze dokładamy wszelkich starań, żeby zaginione dziecko zlokalizować. Równolegle pracuje nasz zespół prawny. Jego zadaniem jest wyjaśnić sytuację formalną. Żeby było do końca jasne, z kim dziecko powinno być i jak można je odzyskać.

I wtedy oddajecie dziecko "prawowitemu" rodzicowi?
Niestety, sprawę komplikują polskie przepisy. Nasze prawo jest bardzo nieudolne w tej kwestii i mamy kilka spraw dzieci z porwań rodzicielskich, których wciąż nie możemy rozwiązać. Wiemy, gdzie są te dzieci, wiemy, że są poszukiwane przez rodzica, który w dodatku ma pełnię praw rodzicielskich i nikt z nas nie jest w stanie wyegzekwować wyroku. Po prostu brak w naszym kraju odpowiednich procedur. Brak też praktyki w przeprowadzaniu podobnych spraw.

Jak widać wadliwy okazuje się też system.
Z tym problemem będziemy mierzyć się intensywniej w lutym 2012. Przygotowujemy kampanię społeczną, informującą o tym, czym w ogóle jest porwanie rodzicielskie. Przedstawimy raport, jak polskie prawo sobie z tym problemem radzi i jakie widzimy niedoskonałości. Chcemy też rozpocząć dyskusję, co należy zrobić, żeby takie sytuacje się nie zdarzały. Żeby każdy rodzic miał pełne prawo do wiedzy, gdzie się znajduje jego dziecko, a najmłodsi mogli zawsze cieszyć się obecnością obojga rodziców.

Mówi Pani o zaangażowaniu w działania społeczne, wspomniała o pomocy psychologicznej. A czy fundacja angażuje się także aktywnie w poszukiwania zaginionych?
Oczywiście. Nasza praca polega przede wszystkim na rozpowszechnianiu wizerunku zaginionego oraz zbieraniu informacji o nim od społeczeństwa. Nasze ustalenia pomagają często w pracy policji, z którą zresztą ściśle współpracujemy. Z zasady nie zajmujemy się zaginionymi, których rodziny nie poszukują ich także przez policję.

Kieruje wami ostrożność?
Raczej względy praktyczne, bo jeżeli dostajemy informację od kogoś, że zaginiona osoba była widziana np. na głównym dworcu kolejowym w Katowicach, to my - jako załoga Itaki - nie jesteśmy tam w stanie fizycznie pojechać. Na miejsce musi się udać policjant z Katowic.

Czytaj także: Kamila też zaginęła

Prowadzicie własny wywiad o zaginionym?
Informacje zbieramy od najbliższych zaginionego, ale też innych osób, które mogą pomóc ustalić jego miejsce pobytu. Zawsze pytamy o to, w jakich okolicznościach zaginęła osoba, ale też gdzie ostatnio była widziana bądź też, co się ostatnio z nią działo. Niemniej nie jesteśmy biurem detektywistycznym. Zawsze w naszych działaniach ściśle współpracujemy z policją.

Dlaczego taką wagę przykładacie do współpracy z policją?
To dla nas sygnał, że rodzina czy najbliżsi naprawdę chcą szukać, że jej pobudki są czyste, że chce znaleźć zaginionego dlatego, że o jego los po prostu się niepokoi.

Bywa inaczej?
Zdarzają się sytuacje, że na przykład osoby decydują się na poszukiwania ze względów materialnych. Gdy np. jest jakiś duży spadek do podziału i nagle brakuje kogoś, kto ma do tego spadku takie same prawa, co i poszukujący. Nie wspomnę już o skrajnych sytuacjach, gdy motywacją do poszukiwań jest np. chęć odzyskania długu. Takich spraw nie podejmujemy.

Kiedy powinniśmy stwierdzić, że ktoś zaginął i rozpocząć działania?
To najczęściej zadawane pytanie. Ocena jest jednak w pełni subiektywna. Wszystko zależy od okoliczności i relacji panujących wśród bliskich. Zawsze powtarzam, że momentem, w którym powinniśmy z pewnością zgłosić zaginięcie osoby, jest chwila, w której czujemy bardzo duży niepokój związany z jej nieobecnością. Kiedy sytuacja jest nienaturalna, bo np. ta osoba nie miała zwyczaju się spóźniać albo zawsze odbierała telefon, a tym razem nie można się z nią skontaktować. Wtedy należy zgłosić zaginięcie policji i skontaktować się z nami.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

n
nie zgodze sie
Ludzie w polsce uciekaja bo mają problemy z życiem miłoscią nie maja zapewnionej odpowiedniej pomocy:((( niestety Zobaczcie jak sie robiw norwegii tam jest pomoc.Znam z autopsji swojego znajomego norwega co zrobił :-///. jak uciekł. Miał pełne wsparcie psychologiczne,sanatorium terapia i pomoc finasową :)))) od 10 miesiecy mu pomagaja i pomogli
Dodaj ogłoszenie