CO NAPRAWDĘ UJAWNIA, A CO SKRYWA BAŁTYK – czyli egzotyczni goście w naszych wodach

reklamaZaktualizowano 
Pąkla Balanus improvisus i krewetka Palaemon elegans na muszli rodzimego małża omułka Mylilus edulis trossulus Adam Adamski

Morze Bałtyckie, którego część wód leży w granicach naszego kraju, wielu osobom kojarzy się, niestety, z akwenem mało interesującym. I choć na polskim wybrzeżu, liczącym 775 km długości, nie brakuje turystów, którzy latem licznie odwiedzają nadmorskie miejscowości, to również wśród nich dominuje przekonanie, że jest to morze zimne, zanieczyszczone, a w porównaniu do innych – nudne. Próżno w nim szukać bowiem chociażby barwnych podwodnych krajobrazów w stylu rafy koralowej, nie ma delfinów i wielorybów…

Czy Bałtyk naprawdę jest taki „przeciętny”? Jak postrzegamy nasze morze w porównaniu do innych akwenów? Na początek zapytajmy: co żyje w oceanach? Najczęstszymi odpowiedziami będą: rekiny, delfiny, wieloryby, orki, ośmiornice, czyli charyzmatyczne zwierzęta wzbudzające wiele emocji, które wielu Polaków chciałoby zobaczyć na żywo. Jakie byłyby odpowiedzi na analogiczne pytanie w przypadku Bałtyku? Po chwili namysłu usłyszelibyśmy zapewne: ryby, dorsze, śledzie, flądry, meduzy. Bardziej zorientowani powiedzieliby: foki, nieliczni – morświny. Wydaje się więc, że zasadniczo nic ciekawego w tym Bałtyku nie pływa.

Okazuje się jednak, że Morze Bałtyckie skrywa wiele tajemnic, a egzotyczni przybysze z oceanicznych wód wcale nierzadko je odwiedzają.

Kim są ci wizytatorzy? Widok niektórych z nich przyprawia obserwatorów o szybsze bicie serca i powoduje nagłe zainteresowanie mediów. Ostatnie dwa lata obfitowały w takie nietypowe obserwacje na Bałtyku. Można by je porównać niemal do doniesień o UFO i potworze z Loch Ness, trudno bowiem uwierzyć w to, że ktoś kilkakrotnie widział tu wieloryby, delfiny, a nawet ryby z mieczami lub inne, składające się niemal z samej tylko głowy. Na szczęście rozwój techniki i powszechny dostęp do kamer i telefonii komórkowej pozytywnie wpływa na możliwość dokumentacji nietypowych zdarzeń oraz ich rozpowszechnianie.

Na naszym wybrzeżu w ostatnich latach dwukrotnie zaobserwowano drugie co do wielkości zwierzę na ziemi. Dorastający do 27 metrów długości finwal (Balaenoptera physalus) był widziany w Zatoce Gdańskiej latem 2007 roku, zaś 8 lat później (także latem) w Stegnie znaleziono martwego osobnika, którego ciało spoczywało w płytkiej wodzie. W zachodniej części morza finwale spotykano znacznie częściej. Od 2003 roku w niemieckiej części Bałtyku udokumentowano obserwacje aż 11 żywych wielorybów. Morze Bałtyckie nie oferuje jednak tym wielkim zwierzętom sprzyjających do życia warunków. Trudno im poczuć się bezpiecznie, nawigując na tak płytkich wodach, niełatwo też znaleźć wystarczające zasoby odpowiedniego pożywienia. Wprawdzie finwale mogą zjadać drobne ławicowe ryby, jednak znacznie bardziej wolą kryl – kilkucentymetrowe unoszące się w toni wodnej skorupiaki – którego w Bałtyku brak. Nie wiemy, jak się dla finwali kończyły wizyty w Bałtyku. Nie jest znany los większości obserwowanych tutaj zwierząt, wiadomo natomiast, że wiele z nich zostało wyrzuconych martwych na brzeg morza. Gatunek, który w ostatnich latach jest także częściej obserwowany w bałtyckich wodach to humbak (Megaptera novaeangliae). Przypadki obserwacji tych słynących z długich płetw i widowiskowych wyskoków waleni są szczególnie ciekawe. Dlaczego? Otóż jest to jedyny gatunek wieloryba, o którym wiadomo, iż w Bałtyku może przeżyć wiele miesięcy, a być może nawet lat. Przypadki dłuższego pobytu humbaków w naszym morzu miały miejsce już kilkakrotnie. Od końca czerwca 2014 roku aż do sierpnia 2016 roku co jakiś czas do placówek naukowych zajmujących się badaniami morza oraz do mediów napływały informacje, że w Bałtyku widuje się wieloryba. W pierwszym roku obserwacji udokumentowano obecność w naszym morzu aż trzech humbaków. Dwa z nich udały się na zachód i najpewniej wypłynęły z Bałtyku na wody Morza Północnego w ciągu około tygodnia od ich zaobserwowania. W dalszym jednak ciągu regularnie co kilka miesięcy napływały informacje, iż w naszym morzu widuje się dużego walenia. Przy braku obserwacji z zachodniej części morza oraz po analizie zdjęć ssaka wysnuto hipotezę, że może być to ten sam osobnik. Okazał się nim około 8-metrowy humbak, który odwiedził nasze wybrzeże 14 lutego 2015 roku (Kuźnica), a następnie w czerwcu 2016 roku (Gdynia). Na początku lipca br. pojawił się w okolicach Westerplatte, gdzie wplątał się w rybackie sieci. Uratowano go wspólnymi siłami Stacji Morskiej IO UG im. Profesora Krzysztofa Skóry w Helu, rybaków i Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku. Następnie wieloryb popłynął na zachód, a ostatnie jego obserwacje miały miejsce w Zatoce Greifswaldzkiej w sierpniu br.

Niecodzienność zdarzeń, jakimi są spektakularne obserwacje dużych ssaków, sprawia, że czasami trudno uwierzyć w to, co widzimy. Sama niewiedza o możliwości spotkania w naszym morzu rzadkich, dużych oceanicznych zwierząt może sprawiać, że, paradoksalnie, część obserwacji jest pomijana i lekceważona przez potencjalnych świadków. Dzieje się tak również w przypadku mniejszych gatunków. Sytuacja taka mogła mieć miejsce 8 sierpnia 2015 roku, kiedy to do Stacji Morskiej w Helu dotarła wiadomość o dwóch morświnach skaczących nieopodal wejścia do helskiego portu. Doniesienie było nietypowe i w pierwszej chwili wydało się mało prawdopodobne, zwłaszcza że, pomimo pięknej, bezwietrznej pogody, gładkiej tafli morza i obecności wielu osób „na wodzie” korzystających ze środków pływających, obserwację zgłosiła zaledwie jedna załoga roweru wodnego. Czy zwierzęta widziane były także przez inne osoby tego dnia? Nie wiadomo. Uzupełnienie tej obserwacji nadeszło cztery dni później, kiedy grupa wędkarzy u brzegów Kaliningradu spostrzegła dwa wyskakujące ponad wodę ssaki. Nie były to jednak morświny, a delfiny butlonose (Tursiops truncatus). Później widywano je jeszcze kilkakrotnie w różnych częściach Bałtyku aż do wiosny 2016 roku, kiedy to po raz ostatni widziano je w Cieśninach Duńskich.

Nie tylko oceaniczne ssaki morskie odwiedzają Bałtyk. W roku 2014 czterokrotnie zaobserwowano u naszych brzegów samogłowa (Mola mola) – ciepłolubną oceaniczną rybę, mogącą osiągać nawet 3 m długości i masę 2 ton. Nazwa jej pochodzi od charakterystycznego kształtu ciała. Jednego osobnika złowili w Zatoce Puckiej rybacy z Kuźnicy, okaz został przekazany Stacji Morskiej w Helu. Kolejne dwa przypadki obserwacji tego gatunku odnotowano kilka dni później. Spacerowicze znaleźli żywe ryby na plaży w Grzybowie oraz Pogorzelicy i pomogli im wrócić do wody. We wszystkich przypadkach były to ryby młode i niewielkie (jak na rozmiary tego gatunku), bo zaledwie około 60-centymetrowe.

Kolejną przyrodniczą osobliwością są odwiedziny ryby-miecza. Mowa tu oczywiście o mieczniku (Xiphias gladius), który obserwowany jest w Bałtyku co kilka lat. Do dzisiaj w polskiej części naszego morza tę imponującą rybę obserwowano 18 razy. Ostatnie doniesienia pochodzą z 2005, 2015 i 2016 roku. Tegoroczny okaz o długości 250 cm został dokładnie przebadany podczas sekcji, która odbyła się w helskiej Stacji Morskiej. Odnotowywane mieczniki to zazwyczaj okazałe ryby, często przekraczające długość dwóch metrów. Niestety, wszystkie ich obserwacje w naszym morzu dotyczą martwych osobników, które zostały złowione w rybackie sieci lub wyrzucone na brzeg.

Widać zatem, że obecność oceanicznych gatunków w Bałtyku nie jest sprawą skrajnie rzadką. Być może nie zawsze jest ona zauważana.

Gatunki dużych oceanicznych ryb i waleni najczęściej nie są w stanie osiedlić się w Bałtyku. Nie odpowiada im zasolenie i termika wód, brakuje odpowiedniego pokarmu. Wody naszego morza są jednak miejscem nie tylko odwiedzin, ale także inwazji biologicznych. Dlaczego inwazji? Bo niektóre gatunki mogą osiedlać się w nowych rejonach. Następnie powodują niekorzystne zmiany w ekosystemach: konkurują z gatunkami rodzimymi o pokarm, miejsca rozrodu, żerują na rodzimej faunie, powodując straty gospodarcze w rybołówstwie, niszczą wały i umocnienia brzegowe, ograniczają pływalność statków i łodzi, porastając ich kadłuby, zmieniają obieg materii i energii w przyrodzie. Obce gatunki inwazyjne (bo o nich mowa) zasiedlają nowe terytoria, korzystając z pomocy człowieka. Głównym sposobem zasiedlania nowych terytoriów (tzw. wektorem introdukcji) pozostaje transport morski. Pierwszymi kolonizatorami są najczęściej zapłodnione jaja lub stadia młodociane. Zazwyczaj znajdują się one w wodach balastowych jednostek pływających, rzadziej są przytwierdzone do powierzchni kadłubów. Tak właśnie pod koniec lat 80. XX wieku do Zatoki Puckiej dotarła babka bycza, inwazyjny gatunek ryby, przy braku drapieżników szybko rozprzestrzeniła się w tym akwenie, a z biegiem czasu zajęła inne rejony Bałtyku. Obecnie wywiera presję drapieżniczą na rodzime gatunki ryb babkowatych oraz prawdopodobnie konkuruje o pokarm i siedlisko z natywnymi gatunkami ryb, jak stornia i węgorzyca.

Innym sposobem rozprzestrzeniania się nowych gatunków są także ucieczki z hodowli i akwakultur. Dostawanie się do wód otwartych tych organizmów może być wynikiem wadliwych zabezpieczeń np. stawów rybnych, ale też efektem świadomych działań. Stąd w naszych wodach sensacyjne przypadki złowienia piranii, pielęgnic czy żółwi ozdobnych. Inwazjom biologicznym sprzyja także budowanie sztucznych kanałów i dróg wodnych. W ten sposób do naszych wód dostały się ryby babkowate z rejonu pontokaspijskiego (babka łysa, rzeczna i rurkonosa). Obecnie dominują one na wielu odcinkach wzdłuż biegu Wisły i podążają w kierunku morza. Aktualnie w Bałtyku widoczne są już negatywne skutki obecności wprowadzonych tu gatunków obcych i ich problem stał się obiektem międzynarodowego zainteresowania. 1 stycznia 2015 roku weszło w życie rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) NR 1143/2014 z dnia 22 października 2014 r. w sprawie działań zapobiegawczych i zaradczych w odniesieniu do wprowadzania i rozprzestrzeniania inwazyjnych gatunków obcych, które powinno być stosowane bezpośrednio w krajach członkowskich UE. Rozporządzenie w sposób kompleksowy reguluje takie zagadnienia, jak: zapobieganie wprowadzaniu i rozprzestrzenianiu się inwazyjnych gatunków obcych, ich wczesne wykrywanie, a także szybka eliminacja bądź długofalowa i efektywna kontrola populacji w przypadku gatunków rozpowszechnionych.

Lista gatunków inwazyjnych stwarzających zagrożenie dla Unii Europejskiej jest określona w rozporządzeniu wykonawczym Komisji (UE) 2016/1141 z dnia 13 lipca 2016 r. Została ona opracowana z udziałem państw członkowskich Unii na podstawie oceny ryzyka i dowodów naukowych.

Wprowadzenie odpowiednich przepisów jest z całą pewnością rodzajem dobrych praktyk, które muszą być skutecznie egzekwowane. Zapisy mające na celu chronić przed niechcianymi przybyszami istnieją w polskim prawie od lat. Postępowanie z gatunkami inwazyjnymi reguluje art. 120 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody (Dz.U. z 2013 poz. 627 z późn. zm.), zabraniając wprowadzania ich do środowiska przyrodniczego oraz przemieszczania w nim. Niestety, ten obowiązujący akt prawny nie zabezpiecza przed przedostaniem się nowych gatunków na teren naszego kraju. Nowe zarządzenia, takie jak ratyfikacja i wprowadzenie postanowień międzynarodowej konwencji o kontroli i postępowaniu ze statkowymi wodami balastowymi (BWM 2004), mają przyczynić się do redukcji ryzyka rozprzestrzeniania się gatunków przeniesionych poza obszar ich naturalnego występowania.

Zwiększenie się liczby nietypowych obserwacji w Bałtyku i wykrycie tu nowych inwazji biologicznych w ciągu ostatnich lat może sugerować, że w środowisku mórz i oceanów zachodzą jakieś poważne zmiany. Obecność ciepłolubnych gatunków ryb i wizyty ssaków morskich mogą być efektem zmian klimatu, prądów morskich lub istnienia innych nieznanych czynników. Niewykluczone także, że w poprzednich wiekach również zdarzały się, wcale nie rzadsze niż obecnie, wizyty oceanicznych zwierząt, jednak nie były one odnotowywane i dokumentowane. Wzrost liczby nietypowych obserwacji może być zatem efektem zwracania większej uwagi na otaczającą nas przyrodę.

Bałtyk ze względu na swój młody geologiczny wiek i niskie zasolenie jest zamieszkiwany przez znacznie mniejszą liczbę gatunków typowo morskich niż inne akweny. Jest też przez swoją specyfikę szczególnie wrażliwy na zmiany, często wywołane działalnością człowieka. Odwiedziny waleni i rzadkich tu ryb budzą emocje, ale nie można zapominać o rodzimej faunie, która wymaga ochrony i mądrego gospodarowania. Społeczny głos poparcia dla działań na rzecz jej ochrony powinien być wstępem do wdrażania decyzji na szczeblu politycznym i prawnym.

Bałtyk w najbliższych latach na pewno jeszcze nie raz czymś nas zaskoczy, dlatego przebywając nad nim, poświęćmy chwilę czasu na obserwację tafli wody, w czym na pewno pomocna będzie lornetka. Być może uda się wypatrzyć jakąś rzadkość. Niezapominajmy też o obserwacji brzegu morskiego. Gdy zauważymy nawet niewielki nietypowo wyglądający organizm, może okazać się, że właśnie znaleźliśmy nowy gatunek. Przekazanie takich informacji stosownym instytucjom pomoże w diagnozowaniu stanu morskiej przyrody. Stacja Morska zbiera wszystkie informacje o zaobserwowaniu w Morzu Bałtyckim ssaków morskich, rzadkich gatunków ryb i innych organizmów (telefon alarmowy: 601 88 99 40, e-mail hel@ ug.edu.pl). Poprzez współpracę ze społeczeństwem możemy gromadzić nowe dane, dzięki którym lepiej poznajemy morze, możemy edukować, jak właściwie chronić bałtycki ekosystem i mądrze z niego korzystać.

Działalność naukowo-dydaktyczną Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego im. Profesora Krzysztofa Skóry wspiera grupa LOTOS w ramach współpracy w realizacji programu Pomagamy bałtyckiej przyrodzie.
Michał Bała

polecane: Wybory 2019

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj ogłoszenie