Był niedzielny wieczór (22.07.2018 r.), tuż przed godziną 20. Kamera schroniska dla psów Bajer w Małoszycach zarejestrowała wydarzenie, na którym przed bramę schroniska podjeżdża samochód osobowym, wysiada z niego mężczyzna prowadzący psa, podchodzi do płotu i wraca do samochodu już bez zwierzęcia, po czym odjeżdża. Nagranie zostało udostępnione na stronie schroniska na Facebook-u, z komentarzem, że sprawca jest poszukiwany, a policja powiadomiona.

I choć po godzinie, kiedy film z zajścia trafił do internetu, mężczyzna wrócił po psa, to właściciele schroniska nie wydali w jego ręce schorowanego zwierzęcia.

- Tłumaczył się, że dwa tygodnie wcześniej odmówiliśmy mu przyjęcia tego psa - mówi Tatiana Twardziak, żona właściciela schroniska w Małoszycach. - Miał nam przysłać jego zdjęcie i byśmy umieścili je na stronie internetowej, na naszej tablicy. Minął tydzień, dwa i nie przysłał. Nie powiedział o chorobie tego psa. Wybrał sobie niedzielę wieczór. Wyleciała za nim córka i krzyczała, żeby nie uciekał, bo kamera i tak nagrała wszystko. Odjechał z piskiem opon i tumanach kurzu. Po godzinie przyjechał, żeby odebrać za przeproszeniem tego „kundla”, ale mąż odpowiedział mu, że takiego „kundla” u nas nie ma. Wcześniej nie mówił o chorobie tego psa, zaczął kręcić, wymyślać, że to pies szwagra, siostry.

Pies nie jest w najlepszej kondycji i musi być leczony.

- Pies ma świerzba i nużycę. Obejrzał go weterynarz i podał lekarstwa. Nie jest zabiedzony, wychudzony, ale choć z przodu tego nie widać, to choroba strasznie na nim wygląda. Wygryza sobie skórę. To są zaszłości z kilku miesięcy. Ma odgryzione pół ogona, głębokie rany skórne - informuje Tatiana Twardziak. - Za takie zachowanie powinna być ostrzejsza kara. Przekazanie zwierzęcia powinno być zapisywane w testamencie. To nie jest kilogram cukru, który można przestawić na półce. Tak się nie postępuje ze zwierzętami i niech ta sytuacja będzie nauczką dla innych. Gdzie schronisko w sezonie ma przyjmować prywatne psy? Zwierzę to obowiązek i odpowiedzialność, która ciąży na ludziach. Nie ma zmiłuj się.

O sprawie została powiadomiona policja.

- Zgłosiliśmy sprawę porzucenia psa na policję. Policja dostanie opis całego zajścia i nagranie. Zostanie u nas do wyleczenia. Zależy, jak będą goić się rany. Aż znajdziemy mu nowy dom. Do poprzedniego właściciela już na pewno nie wróci - tłumaczy Tatiana Twardziak.

POLECAMY NA STREFIE AGRO: