Chce pozwać do sądu WUP, bo Niemiec nie opłacił jej składek

Mateusz WęsierskiZaktualizowano 
Niemiecki pracodawca nie odprowadził za Ewę Hincę składek emerytalno-rentowych
Niemiecki pracodawca nie odprowadził za Ewę Hincę składek emerytalno-rentowych Mateusz Węsierski
Ewa Hinca z Miastka pozywa do sądu Wojewódzki Urząd Pracy. Powodem konfliktu jest niezaliczenie składek emerytalnych, które miał odprowadzać jej niemiecki pracodawca pod koniec lat 90. Hinca pracowała od 1996 do 1999 roku na plantacji sałaty w Niemczech.

Myślała, że wszystko jest legalne, bo wysłał ją tam ówczesny Wojewódzki Urząd Pracy w Słupsku. Niestety, po latach okazało się, że prawdopodobnie urzędnicy podsunęli jej niesprawdzoną ofertę. Niemiec nie odprowadził składek emerytalnych za osiem miesięcy. Teraz Hinca musi odrabiać straty, by mieć prawa emerytalne, więc domaga się zadośćuczynienia, albo przynajmniej ukarania winnych.

- To była praca legalna. Zawiesiłam zasiłek dla bezrobotnych i podpisałam umowę z Wojewódzkim Urzędem Pracy. Oni tam nas wysyłali, bo mieli z tym farmerem umowę. Poinformowali mnie, że jeżeli będę opłacała polski fundusz pracy, to zaliczy mi się to do stażu pracy. Teraz okazało się, że tak się nie stało, bo niemiecki pracodawca nie odprowadzał za mnie składki emerytalno-rentowej. Wyszło to na jaw, gdy zaczęłam zbierać dokumenty do kapitału początkowego. ZUS nie zaliczył mi pracy w Niemczech. Pozwałam ich do sądu, ale przegrałam. Teraz będę żądała sprawiedliwości od bezpośredniego winowajcy, czyli Wojewódzkiego Urzędu Pracy, bo to oni nabili mnie w butelkę - opowiada Ewa Hinca.

Hinca pracowała w miejscowości Kolhoff. Po dwa miesiące w roku wyjeżdżała i zbierała sałatę. Myślała, że wyjeżdżając uczciwie, za pośrednictwem polskiego urzędu pracy, będzie miała opłacone wszystkie świadczenia pracownicze. Stało się tak tylko częściowo. Niemiecki farmer płacił, ale tylko ubezpieczenie zdrowotne i wypadkowe.

- Ta pani powinna zwrócić się do nas na piśmie albo najlepiej przyjechać. Pomożemy, jak tylko będziemy mogli. Najprawdopodobniej jednak trzeba będzie się zwrócić do niemieckiego urzędu federalnego w Bonn. Ten będzie musiał sprawdzić, czy pracodawca przekroczył prawo, bo zgodnie z niemieckimi przepisami do jakiegoś czasu pracy pracodawca nie musi płacić składek - mówi Tomasz Robaczewski, szef Zespołu Komunikacji Społecznej Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Gdańsku. - Oczywiście aktywnie pomożemy w dojściu do prawdy - deklaruje.

Zmieniły się przepisy
Przed wejściem Polski do Unii Europejskiej niemiecki pracodawca, jeśli chciał zatrudnić Polaka, miał dwie możliwości. Mógł się zwrócić do urzędu federalnego w Bonn ze wskazaniem konkretnego człowieka albo bezimiennie. Na mocy porozumienia z polskim Ministerstwem Pracy umowa od pracodawcy leciała do Bonn, a stamtąd do Warszawy i dalej do WUP. Gdy chodziło o umowy bezimienne, to WUP sam szukał pracowników. Teraz pracy można szukać z pominięciem urzędu pracy.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie