Cezary Pazura świętuje 25-lecie pracy artystycznej

Ryszarda Wojciechowska
Cezary Pazura
Cezary Pazura Tomasz Hołod
Debiutem filmowym Cezarego Pazury była rola Pumy w "Czarnych stopach" z 1986 r. Od tamtej pory aktor miał różne lata. Był czas, gdy jego gwiazda świeciła oślepiająco. Ostatnio aktor sprawdza się jako reżyser. Świętuje też 25-lecie pracy artystycznej, jeździ z przyjaciółmi po Polsce, z kabaretowym programem, którym przypomina: Oto jestem...

Można powiedzieć - smutna jest dola idola. Ale ilu aktorów było tak długo na szczycie jak on? Ilu miało tak mocny status gwiazdy? Kiedy niedawno pytałam, czy mu nie żal, że kino go już teraz chyba nie kocha, odpowiedział tylko: - Jestem w wieku Brada Pitta i Johnny'ego Deppa. A oni rzeczywiście są zasypywani propozycjami.

Jedno jest pewne - w tym roku mija 25 lat od debiutu filmowego Cezarego Pazury. Aktor obchodzi więc ćwierćwiecze pracy artystycznej. I to już teraz świętuje. Jeździ z przyjaciółmi po Polsce, z kabaretowym programem, którym przypomina - oto jestem.

Jego debiutem filmowym była rola Pumy w "Czarnych stopach" z 1986 roku. Od tamtej pory aktor miał zawodowo lata tłuste i chude. Tych tłustych, można powiedzieć, było więcej.

Z kabaretu powstałeś i do kabaretu wrócisz...

Kiedy przed dwoma laty rozmawiałam z aktorem, przyznał, że zaczynał od kabaretu, i to jeszcze w stanie wojennym. - Z panem Zenonem Laskowikiem - dodał po chwili.

Jako studenci jeździli grupą do Łaz. Z jednej strony morze, z drugiej jezioro, dużo komarów, malaryczny klimat. Ale lubił to miejsce. I ten ich kabaret. W Łazach działała ich studencka grupa, czyli: on, Zbyszek Zamachowski, Ada Biedrzyńska, Mirosław Baka, który przyjeżdżał ze swoją późniejszą żoną, a Laskowik na widok Asi Kreft żartował wtedy: - Kreft mnie zalała. To było całe pokolenie młodych, którzy chcieli się spotkać z widzem twarzą w twarz. Cenzura im nawet specjalnie nie przeszkadzała. A jak coś zawieszała, to grali bez biletów. - Tylko za to, co kto wrzuci do czapki. Jedni wrzucali pół litra, inni pieniądze - wspomina aktor.

A potem, po szkole spędził sezon w słynnym kabarecie Tey. Płaciła Estrada. Mógł nawet wyjechać na występy do Stanów Zjednoczonych z Laskowikiem. Ale się na wyjazd nie zgodził. Chociaż w myślach już liczył pieniądze.
Kabaret zawsze go interesował, bo jest człowiekiem, który potrafi się śmiać. Ma prześmiewczy stosunek do życia. Ale to nie jest lekki kawałek chleba, jak się niektórym wydaje. W jednej z rozmów zwierzał się: - Wie pani, wczoraj na scenie miałem tak nieprawdopodobną tremę, że zapomniałem słów piosenki. Mimo że je sobie wcześniej na dłoni napisałem. Koledzy, widząc, jak piszę, śmiali się i pytali: - Co ty robisz? A ja ostatni raz tak sobie zapisywałem coś przed maturą. Z biegiem lat występy przeżywa się mocniej. Krzysztof Jaślar powiedział mi niedawno: - Słuchaj, ty się nie przejmuj. Kiedy występowałem razem z Janem Kobuszewskim, usłyszałem od niego: - Zobacz, jak mi serce wali przed wyjściem na scenę. Dotknąłem i rzeczywiście, jakby chciało wyfrunąć. To jest ten najtrudniejszy kawałek chleba.

Talent braci Marx, a rozum Chaplina

Reżyser Maciej Ślesicki powiedział o nim, że ma talent braci Marx, mimikę Jima Carreya i rozum Chaplina. Władysław Pasikowski też miał o Pazurze bardzo dobre zdanie. To w jego "Krollu" i "Psach" aktor zagrał swoje bardzo charakterystyczne, dobre role dramatyczne. Grał też u Andrzeja Wajdy w "Pierścionku z orłem w koronie".

Idolem staje się w drugiej połowie lat 90. Wtedy na ekrany kin wchodzi "Kiler" Juliusza Machulskiego, a na ekranach telewizorów pojawia się komediowy sitcom "13 posterunek". Pazura staje się gwiazdą.

Podczas jednego z gdyńskich festiwali filmowych podjeżdża białą, długą limuzyną pod Teatr Muzyczny. Gdziekolwiek się pojawi, oblegany jest przez tłumy fanek i fanów.
Ale ta popularność z czasów "Kilera" i "13 posterunku" była niebezpieczna, ponieważ wepchnęła go do szuflady z napisem komedia. Była więc jeszcze powtórka z "Kilera", czyli "Kilerów dwóch", "Chłopaki nie płaczą", "E=mc2" czy "Kariera Nikosia Dyzmy".

Grał coraz więcej ról komediowych, ale mało znaczących. Kiedy aktor skończył czterdziestkę, Juliusz Machulski powiedział w jakimś wywiadzie, że nikt jeszcze nie napisał dla Pazury roli na miarę jego talentu. I dodał, że można to nazwać casusem Bogumiła Kobieli, genialnego aktora, który nie mógł w pełni rozwinąć swojego talentu.
Kiedy w rozmowie z Pazurą stwierdziłam, że to może "13 posterunek" ciągnie się za nim i nie pozwala na proponowanie mu poważniejszych ról, odparł: - To jakby powiedzieć, że za Jimem Carreyem ciągnie się cień Ace Ventury. A to nieprawda. Bo czy widać Ace Venturę w jego filmie "Bruce Wszechmogący", na przykład? To zawsze będzie Jim Carrey - odpowiadał.

Dla Niemców amant

Był czas, gdy grywał regularnie w filmach niemieckich, o czym polski widz niewiele albo wcale nie wie. Tymczasem pięć filmów z jego udziałem hulało po festiwalach od San Sebastian po Hongkong i tam zbierały nagrody. Niemcy - jak opowiadał Pazura - obsadzali go najczęściej w rolach amantów.

- Zazwyczaj grywałem u nich nieszczęśliwie zakochanych, wrażliwych, czasami nawet umierających młodzieńców. To była dla mnie ucieczka z komediowej szuflady, w której mnie w Polsce zamknięto - sam przyznaje.

W ostatnich latach oglądaliśmy Pazurę m.in. w filmie "Skrzydlate świnie" Anny Kazejak, u boku Pawła Małaszyńskiego, w telewizji jeszcze niedawno wyświetlano "Trzeciego oficera" - serial kryminalny i bardzo popularny.

Sporo pisano też ostatnio o zdjęciach (także w Trójmieście) do nowego filmu Olafa Lubaszenki "Chwila nieuwagi, czyli drugi Sztos", w którym również się rola dla Pazury znalazła.

Aktor próbuje jednak swoich sił gdzie indziej. W "Nienasyceniu" wystąpił w podwójnej roli - nie tylko aktora, ale też producenta. A ostatnio stanął jako reżyser za kamerą. Był to debiut reżyserski bodaj najgłośniejszy ubiegłego roku. Nie można jednak powiedzieć, że najlepszy. Jego film "Weekend" miał co prawda plejadę gwiazd, fajerwerki techniczne, doskonałą promocję, ale i... bardzo kiepskie recenzje. Aktor i teraz reżyser jednak tym się nie zraża.
Jeszcze niedawno na pytanie, czy mógłby żyć bez aktorstwa, odpowiedział: - Ja się już nagrałem. Jestem spełniony. Dzięki Bogu zrobiłem kilka filmów, które przeszły do historii. Siedzą w głowach mojego pokolenia. Jak są propozycje, które mnie interesują, to nie odmawiam.

Można to przyjąć za dobrą monetę. Ale ci, którzy go znają i lubią, mają nadzieję, że to nie jest jeszcze jego ostatnie w kinie słowo. Że jeszcze nam pokaże, na co go stać. Przynajmniej z tej strony kamery, z której staje aktor.

Życie pod obstrzałem

Prywatnie Pazura bardzo interesuje kolorowe media, które informowały o jego związkach i rozwiązkach. O tym, że aktor trzy razy zawierał małżeństwa. Że z pierwszą żoną Żanetą ma córkę Anastazję, że potem jego żoną była Weronika Marczuk. I że przed prawie dwoma laty zawarł małżeństwo po raz trzeci, z Edytą Zając, młodszą od aktora o ponad 20 lat. Trzecia żona urodziła mu córkę Amelię, o czym też donosiły kolorowa prasa i plotkarskie serwisy.

Życie prywatne aktora jest cały czas pod obstrzałem kolorowych mediów. To szaleństwo paparazzich, polowanie na fotkę aktora z żoną czy córką dowodzi, że gwiazda Pazury jeszcze nie zbladła, przynajmniej dla tabloidów. On sam na różne komentarze na swój i swojej młodej żony temat w kolorowej prasie odpowiada: - Niech sobie piszą. Życie wszystko zweryfikuje. Duża różnica wieku to chwilowa ciekawostka. Popiszą i się zmęczą. Jakbym się miał jeszcze tym przejmować... Ja się przejmuję tym, żeby być zdrowy. Chcę, żeby moim dzieciom się układało. To są dla mnie istotne sprawy.

Ale nie tyle przerażają go tabloidy, co fakt, że postronni ludzie robią im z ukrycia zdjęcia i wysyłają. - Byłem kiedyś w Los Angeles podczas procesu O.J. Simpsona. Mieszkałem kilka kroków od jego domu. I cały czas nad nami wisiał helikopter. Pamiętam ten straszny huk. Jak można tak żyć. Cieszę się, że naszych paparazzich nie stać jeszcze na helikopter - kwituje.

W sobotę, 16 kwietnia, w hali Ergo Arena Cezary Pazura świętuje 25-lecie swojej pracy artystycznej. Początek - godz. 18. Towarzyszą mu koledzy-satyrycy, m.in. Jerzy Kryszak, kabaret Ani Mru Mru, Kabaret Moralnego Niepokoju.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie