But, skórzany portfel, medalik, kości. Człowiek, żołnierz, Westerplatczyk. Teraz z imieniem i nazwiskiem

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Wystawa "Kiedy się wypełniły dni..." w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku poświęcona jest poległym polskim żołnierzom, obrońcom Westerplatte, których szczątki odnaleziono jesienią 2019 r. na terenie byłej Wojskowej Składnicy Tranzytowej.
Wystawa "Kiedy się wypełniły dni..." w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku poświęcona jest poległym polskim żołnierzom, obrońcom Westerplatte, których szczątki odnaleziono jesienią 2019 r. na terenie byłej Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Fot. ze zbiorów MIIWŚ w Gdańsku / Ł. Rosielewski
Udostępnij:
"Dziś odbieram historię Westerplatte w sposób szczególnie osobisty. To było jak przebudzenie" - mówi Katarzyna Bodak z rodziny Ignacego Zatorskiego, jednego z poległych we wrześniu 1939 r. Westerplatczyków.

St. legionista Zatorski jest kolejnym zidentyfikowanym polskim obrońcą Wojskowej Składnicy Tranzytowej, którego szczątki znaleziono wraz z dziewięcioma innymi szkieletami w nieoznaczonych jamach grobowych na półwyspie jesienią 2019 r.

Identyfikacja szczątków brata mojej babci byłaby dopełnieniem jego historii, a dla rodziny odzyskaniem spokoju – dodaje Barbara Nazarkiewicz-Zając, krewna poległego na Westerplatte st. strzelca Zygmunta Zięby. Tego żołnierza jeszcze nie zidentyfikowano.

Uroczystości 82 rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte miały dla Katarzyny Bodak szczególny wymiar. Odebrała wówczas tzw. notę identyfikacyjną. Dokument ten potwierdza, że wśród pogrzebanych, w nieoznakowanych grobach na terenie Westerplatte polskich żołnierzy, był brat jej dziadka st. legionista Ignacy Zatorski. Jest on szóstym zidentyfikowanym obrońcą Wojskowej Składnicy Tranzytowej, spośród dziewięciu, których odnaleziono na półwyspie jesienią 2019. Całej dziewiątce Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku poświęciło okolicznościową wystawę.

Inna świadomość

Katarzyna Bodak jest z najmłodszego obecnie pokolenia krewnych Ignacego Zatorskiego.

- Jest w tym wszystkim jakaś symbolika. Nie dość, że jestem najmłodsza z tej linii naszej rodziny, to jestem też ostatnią zamieszkującą Suchedniów, rodzinne miasto Ignacego Zatorskiego. Odbieram to jako coś w rodzaju międzypokoleniowego „porozumienia” - mówi.

Rodzina Ignacego Zatorskiego wiedziała, że on zginął na Westerplatte, że jego ofiara w obronie Wojskowej Składnicy Tranzytowej była upamiętniona.

- Przyznam, że myśmy o Ignacym za wiele informacji nie mieli. Między nim, a moim dziadkiem była dość duża różnica wieku. Kiedy Ignacy Zatorski wyruszał na wojnę, mój dziadek był młodym chłopakiem. Z kolei kiedy mój dziadek umarł, ja byłam mała, niewiele wówczas byłam w stanie zrozumieć. Natomiast, to pamiętam z dzieciństwa, dziadek z wielką dumą mówił o tym, że jego brat służył, walczył i zginął na Westerplatte. To zawsze wywoływało w nim wielkie wzruszenie. Pamiętam szczególny wyraz jego twarzy, taką podniosłość chwili, gdy opowiadał o swoim bracie. Historia Ignacego Zatorskiego była od zawsze naszą rodzinną dumą.

Przypomnijmy, w 2020 r., niecały rok od odkrycia jam grobowych na półwyspie, po działaniach śledczych gdańskiego IPN, pracowników Muzeum II Wojny Światowej i biegłych Uniwersytetu Pomorskiego w Szczecinie oficjalnie zidentyfikowano pięciu żołnierzy: plut. Adolfa Petzelta, kpr. Jana Gęburę, kpr. Bronisława Peruckiego, legionistę Józefa Kitę i st. strz. Władysława Okrasę (Okraszewskiego).

- Mieliśmy wielką nadzieję, że i brat dziadka zostanie zidentyfikowany, czuliśmy, że prawdopodobieństwo jest bardzo duże. Niemniej gdy dostaliśmy informację z potwierdzeniem, że jednym z pogrzebanych był Ignacy Zatorski, byliśmy zaskoczeni, choć było to zaskoczenie pozytywne – podkreśla Katarzyna Bodak. - Chyba nikt z rodzin poległych na Westerplatte nie spodziewał się, że badania archeologiczne na półwyspie przyniosą takie wyniki. Dzięki nim wiemy, jak wyglądały losy Ignacego Zatorskiego na Westerplatte, jak przebiegała jego służba, walka, jak wyglądało to straszne bombardowanie 2 września 1939 r., nawet jakie obrażenia odniósł ginąc w zniszczonej Wartowni nr 5. Odnaleziono przy jego szczątkach strzępy jego buta. Odebrałam ten przekaz archeologów Muzeum II Wojny Światowej bardzo osobiście, bardzo doceniam ich pracę. Mimo że wiedziałam, podobnie jak wszyscy w rodzinie, że brat mojego dziadka walczył na Westerplatte i zginął w jego obronie, to obecnie, po odebraniu noty identyfikacyjnej, czuję wręcz osobistą więź z tym miejscem. Obudziła się we mnie zupełnie inna świadomość historyczna. Sama uroczystość na Westerplatte była podniosła, pełna emocji. Jesteśmy poruszeni. Przeważało wzruszenie, i to bardzo duże.

Dopełnienie losów

Badaniom identyfikacyjnym poddawane są wciąż kości trzech pozostałych obrońców Westerplatte. Rodzina starszego strzelca Zygmunta Zięby, poległego w Wartowni nr 1 wierzy, że wkrótce ich bliski zostanie godnie pochowany, w trumnie, w grobie z imieniem i nazwiskiem. Materiał genetyczny do badań porównawczych został pozyskany ze szczątków nieżyjącej od lat matki Zygmunta Zięby (konieczna była ekshumacja,) ale także od Barbary Nazarkiewicz-Zając, której to babci Westerplatczyk był bratem.

- Czekamy na tę identyfikację. Dla nas, rodziny Zygmunta Zięby, byłoby to odzyskaniem spokoju – mówi Barbara Nazarkiewicz-Zając. - Mam nadzieję, że wśród niezidentyfikowanych żołnierzy jest Zygmunt. To, że on zginął na Westerplatte było pewne. Jednak zidentyfikowanie jego szczątków byłoby dopełnieniem jego historii. Człowiek będzie miał prawdziwy grób, nie symboliczny. Uważam, że gdy polegli obrońcy Westerplatte, zidentyfikowani, z imienia i nazwiska, spoczną na cmentarzu na Westerplatte, miejsce to będzie miało... właściwy szacunek. Myśmy się wszyscy o Westerplatte uczyli w szkole, przyjeżdżaliśmy tu, zwiedzaliśmy. Ale nasi polegli muszą być pochowani godnie.

W rodzinie Zygmunta Zięby pamięć o nim wciąż jest żywa.

- Zygmunt Zięba był młodym, aktywnym, młodym mężczyzną, ciekawym świata, uprawiającym czynnie różnego rodzaju dyscypliny sportowe – mówi Barbara Nazarkiewicz-Zając. - Bez wątpienia miał potencjał, by w życiu wiele osiągnąć. W domu było biednie. Jego i rodzeństwo wychowywała samotnie matka. Ojciec zginął w czasie I wojny światowej. Zygmunt Zięba do załogi Westerplatte został wybrany, jako jeden z najlepszych żołnierzy swojej macierzystej jednostki. Choć bardzo kochał matkę, nie chciał przeniesienia do innej placówki, bliżej domu rodzinnego. Uważał, że musi spełnić swój obowiązek na Westerplatte. Bez wątpienia tak objawiał się jego żarliwy patriotyzm. Rodzina o jego śmierci dowiedziała się w 1941 roku. To była wielki dramat dla rodzeństwa i matki, która w Zygmuncie widziała oparcie na resztę życia. Wojna doświadczyła naszą rodzinę, zabierając wspaniałych ludzi.

Część osobistej historii

Szczątki 9 żołnierzy, polskich obrońców Wojskowej Składnicy Tranzytowej odkryto w jamach grobowych jesienią 2019 r. Archeolodzy Muzeum II Wojny Światowej natknęli się na nie blisko głównego traktu spacerowego, prowadzącego do Pomnika Obrońców Wybrzeża. Jako pierwszy z ziemi wyłonił szkielet rozerwanego na pół człowieka. Od razu przypuszczano, że może to być plut. Adolf Petzelt. Wskazywały na to przekazy uzyskane od kolegów poległego żołnierza.

- Obrona Westerplatte była przez wiele lat postrzegana jako symbol: bohaterstwa, patriotyzmu, walki z przeważającymi siłami wroga, oddania ojczyźnie. Jednak nie do końca przełożyło się to na wiedzę o samych obrońcach, zwłaszcza tych szeregowych – mówił Adam Dziewanowski z Działu Archeologii Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. - Naszym celem jest to zmienić.

Adam Dziewanowski jest współautorem wystawy „Kiedy się wypełniły dni…” Pochówki polskich obrońców Westerplatte”, którą otwarto w Muzeum II Wojny Światowej. Dziewanowski przypomniał, że w czasie prac badawczych przy szczątkach polskich żołnierzy na Westerplatte odnaleziono w jamach grobowych kilkaset przedmiotów, których używali obrońcy WST.

Przy kościach plutonowego Adolfa Petzelta był guzik od wojskowej koszuli. Siedem wojskowych guzików z orzełkami znalezionych przy szczątkach st. strzelca Władysława Okrasy (Okraszewskiego) wskazuje, że został on pogrzebany w kurtce mundurowej wz. 35. Bronisław Perucki nosił w momencie śmierci aluminiowy medalik, tzw szkaplerz karmelitański. Osoba nosząca szkaplerz zobowiązywała się do naśladowania cnót Matki Bożej – pokory, posłuszeństwa i skromności. Archeolodzy Muzeum II Wojny Światowej w zbiorowych jamach grobowych na Westerplatte znaleźli fragmenty saperskiego buta Wojska Polskiego (dziś wiemy, że był on przy szczątkach st. leg. Ignacego Zatorskiego). Kapral Jan Gębura miał przy sobie w momencie śmierci portfel z 35 zł w monetach (przypuszczalnie swoim żołdem).

Skórzany portfel, tzw. podkówkę znaleziono przy jego kościach, a także przy kościach innego, niezidentyfikowanego jeszcze żołnierza. Były też elementy wyposażenia wojskowego, m.in. ładownice z amunicją. Przy stopach kolejnego, polskiego obrońcy Westerplatte (również czekającego na rozpoznanie) znajdował się odłamek niemieckiej bomby lotniczej. To m.in. bomby tego typu zrzuciły niemieckie samoloty na Wojskową Składnicę Tranzytową w zmasowanym nalocie 2 września 1939 r. Wg wyliczeń Adama Dziewanowskiego, niemieckie junkersy i heinkle zrzuciły w ciągu pół godziny 26,5 tony bomb. Zniszczyły one Wartownię nr 5, pod gruzami której zginęła grupa polskich żołnierzy. Plutonowy Adolf Petzelt dowodził tą placówką, kapral Gębura, kapral Perucki i legionista Józef Kita byli w jej obsadzie. Starszy strzelec Władysław Okrasa na chwilę przed nalotem dostarczył do Wartowni nr 5 ciepły posiłek. Był w środku, gdy w budynek uderzyły bomby. Zginął wraz z innymi.

Dzięki tym przedmiotom, zdaniem Dziewanowskiego, wiedza o poszczególnych żołnierzach z garnizonu Westerplatte staje się pełniejsza. Ze zdaniem tym zgodził się dr hab. Grzegorz Berendt, dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

- To, że możemy połączyć odnaleziony artefakt ze zidentyfikowaną osobą, ma wymiar emocjonalny, wykraczający poniekąd poza naukową sferę – mówił w czasie wernisażu wystawy dr hab. Grzegorz Berendt. - Ci Westerplatczycy, którzy przeżyli bitwę, którzy polegli, cieszyli się od 82 lat wielkim szacunkiem. Dziś jednak, dzięki odkryciom archeologów, robimy coś jeszcze. Wiemy, że nasi polegli zostali po walkach na Westerplatte zwyczajnie zakopani, a nie godnie pochowani. Dlatego mówimy o jamach grobowych, a nie grobach. Wychowani w naszej tradycji pamiętamy, że w czasie ceremonii pogrzebowych pada formuła o „chrześcijańskim obowiązku złożenia ciała do grobu”. Ten obowiązek będziemy mogli wobec poległych Westerplatczyków spełnić. Da Bóg, że za rok, w obecności księży, w tradycji, w której ci ludzie zostali wychowani, po zakończeniu identyfikacji, będziemy mogli ich na nowym cmentarzu na Westerplatte, godnie pochować.

Na Westerplatte odnaleziono szczątki polskiego żołnierza, elementy wyposażenia i uzbrojenia

Szczątki polskiego żołnierza odkryte na Westerplatte. Spoczy...

Słupski suplement

Na początku tego roku opisaliśmy w „Dzienniku Bałtyckim” niesamowitą historię odnalezienia śladów trzech zaginionych w 1939 r. polskich żołnierzy, walczących w obrożnie Wybrzeża. Po powołanych w sierpniu 1939 r. Brunonie Lubeckim, Franciszku Grubie, Stanisławie Karbowniczku ślad zaginął. Rodziny ponad 81 lat nie miały informacji o ich losach. Pomorski historyk, dr Jarosław Tuliszka natknął się, dość przypadkowo, na ślad po tych żołnierzach w czasie badań w słupskim archiwum. Wszyscy trzej dostali się do niemieckiej niewoli, ciężko ranni. Zostali przewiezieni do szpitala w ówczesnym Stolp (niemiecka nazwa Słupska), w którym zmarli z ran. Pochowano ich na miejskim cmentarzu w 1939 r. Co ciekawe, po artykule w „Dzienniku Bałtyckim” zgłosiła się do redakcji rodzina Brunona Lubeckiego. - Wreszcie możemy zapalić dziadkowi świeczkę – mówił Ryszard Kleinszmidt, syn jednej z córek Brunona Lubeckiego. 1 września, na słupskim cmentarzu odbyła się uroczystość, będąca swego rodzaju suplementem do tej opowieści. Trójkę naszych żołnierzy upamiętniono tablicę. W ceremonii udział wzięli m.in. wiceprezydent Słupska Marek Goliński, dr Jarosław Tuliszka, przedstawiciele wojsk amerykańskich stacjonujących w Redzikowie z komandorem Samuelem Davisem na czele oraz ks. prałat Jan Giriatowicz, honorowy obywatel Słupska.

Starszy legionista Ignacy Zatorski (1915 – 1939)

Ignacy Zatorski urodził się  25 lipca 1915 r. we wsi Baranów (obecnie Suchedniów, mieszkał w Bugaju gm. Suchedniów, woj. świętokrzyskie). Syn Andrzeja i Marianny z domu Mendakiewicz.

Służbę wojskową odbywał w 4. pułku piechoty legionów w Kielcach. Przybył na Westerplatte 30 marca 1939 r. w stopniu starszego legionisty jako celowniczy ckm. Od 17 sierpnia 1939 r. został przypisany do 1. drużyny I plutonu, mającego obsadzać wschodnie placówki systemu obronnego Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. 31 sierpnia 1939 r. rozkazem dziennym Dowódcy Oddziału Wartowniczego kpt. Franciszka Dąbrowskiego przypisany do obsady wartowni nr 5. Brał udział w odpieraniu pierwszego niemieckiego szturmu na teren WST. Następnie walczył w rejonie wartowni nr 5. Po południu 2 września 1939 roku Zatorski znajdował się w wartowni nr 5, w której zginął w trakcie nalotu Luftwaffe.

Był najpewniej jednym z dwóch polskich żołnierzy poległych w wartowni nr 5, których zwłoki, według relacji, odnaleziono 10 września 1939 r. w ruinach wartowni i pochowano w okolicy pobliskiej willi oficerskiej.

Ciało poległego żołnierza wrzucono do prowizorycznej mogiły, nie podejmując starań, by ułożyć je w dole. Układ kości części górnej szkieletu może świadczyć, że tuż po wrzuceniu do dołu zwłoki poległego opierały się plecami o krawędź jamy grobowej, potem zaś górna część jego ciała zsunęła się na prawo, na dno wkopu. Szkielet nosił ślady licznych urazów spowodowanych eksplozją. Lewa kość ramienna uszkodzona była w połowie trzonu, brak było kości obu przedramion, a kości miednicy i łopatek uszkodzone odłamkami. Czaszka nosiła liczne uszkodzenia (również w części twarzowej), liczne były też obrażenia klatki piersiowej, pleców i jamy brzusznej. Przy szczątkach znaleziono część wyposażenia wojskowego: pas skórzany z ładownicami polskiej produkcji, maskę przeciwgazową, na lewej nodze wciąż miał but wojskowy ze skórzaną cholewką. Na wysokości bioder zmarłego natrafiono na skupisko polskich monet z okresu II RP, które pierwotnie znajdowały się w kieszeni spodni.

Starszy legionista Ignacy Zatorski został odznaczony pośmiertnie Krzyżem Orderu VM, V klasy (w 1945 r.), Rozkazem Personalnym Naczelnego Dowództwa WP Nr 749 z dnia 30 sierpnia 1945 r., za obronę Westerplatte. Szczątki starszego legionisty Ignacego Zatorskiego wraz z pozostałymi poległymi obrońcami Westerplatte z września 1939 r. oraz dowódcą Wojskowej Składnicy Tranzytowej, zostaną pochowane uroczyście na nowym cmentarzu wojskowym Żołnierzy Wojska Polskiego na Westerplatte, realizowanym w ramach  pierwszego etapu inwestycji budowy Muzeum Westerplatte i Wojny 1939.

Skrzynia ze szczątkami majora Henryka Sucharskiego została przetransportowana do Bazyliki św. Brygidy w Gdańsku, 16.03.2021.

Sensacyjne odkrycie na Westerplatte. W miejscu pochówku pols...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie