Budować czy burzyć metropolie

Łukasz Kłos, Jarosław Zalesiński
Tak miałyby biec granice metropolii
Tak miałyby biec granice metropolii mat.prasowe
W październiku ubiegłego roku, rzutem na taśmę, Sejm poprzedniej kadencji przyjął długo procedowaną ustawę o związkach metropolitalnych. Metropolie wreszcie zyskały fundament prawny. Ustawa weszła w życie 1 stycznia 2016 roku. Do końca kwietnia proces budowania zrębów metropolii ma zostać ukończony. Kiedy jednak pytamy pomorskich polityków Prawa i Sprawiedliwości o związki metropolitalne, nabierają wody w usta.

Może kiedyś, może wcale

Zgodnie z zapisami ustawy wola i polityczna inicjatywa rządu jest w tworzeniu metropolii niezbędna. Prawo i Sprawiedliwość trzyma dziś wszystkie klucze. PiS w przeszłości wielokrotnie dawało jednak do zrozumienia, że nie jest zainteresowane koncentrowaniem się na metropoliach, w zamian postulując koncepcję „zrównoważonego rozwoju”. Mało tego, jeszcze w poprzedniej kadencji, krótko po uchwaleniu samej ustawy, grupa posłów PiS złożyła propozycję jej nowelizacji. Jacek Sasin z PiS tłumaczył wówczas, że ustawa w uchwalonym kształcie dzieli Polskę „na dużych i lepszych”, mogących skorzystać z „dobrodziejstw” podatkowych, i ośrodki peryferyjne ich pozbawione.

Po przejęciu władzy przez PiS temat metropolii ucichł. Aż do poniedziałku, 1 lutego, kiedy to toruńska posłanka Anna Sobecka zorganizowała spotkanie dla dziennikarzy. Powołując się na słowa ministra Mariusza Błaszczaka, przekonywała, że ustawa metropolitalna w obecnym kształcie nie wejdzie w życie. Szef MSWiA miał informować posłów PiS, że konieczne będą dalsze prace nad ustawą. Zmiany miałyby zostać poddane pod obrady parlamentarne „w ciągu kilku tygodni”. Ale i tak, wedle posłanki Sobeckiej, jedyną metropolią, która obecnie ma szansę powstać, jest metropolia śląska.

W tym samym dniu, kiedy posłanka Sobecka przekonywała w Toruniu, że metropolie nie zostaną powołane, w Łodzi odwołana została poświęcona im konferencja. Jej organizatorem miał być Narodowy Instytut Samorządu Terytorialnego. NIST z siedzibą w Łodzi jest jednostką podległą MSWiA. Przedstawiciele instytutu mieli m.in. omówić z uczestnikami planowanego spotkania harmonogram działań związanych z tworzeniem związku metropolitalnego. NIST miał też zaprezentować własne propozycje projektów aktów wykonawczych do ustawy. Tyle że pod koniec stycznia zmieniło się kierownictwo instytutu. MSWiA wymieniło Wójcika, byłego członka rządu Platformy, na dr Iwonę Wieczorek, byłą prezydent Zgierza, związaną w przeszłości zarówno z PiS, jak i PSL. Nowa dyrektor przekonuje dziś, że decyzja odwołania konferencji podyktowana była wyłącznie względami organizacyjnymi. Dodaje, że z konferencji nie rezygnuje. Zapytana, czy MSWiA zleciło NIST np. wykonanie jakichkolwiek ekspertyz dotyczących projektowanych związków metropolitalnych, przyznaje, że żadnych takich zleceń NIST nie otrzymał.

Na Pomorzu bez zmian

Śladów przygotowań nie widać też w Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim. A to ten urząd ma być jednym z kluczowych ogniw w powołaniu do życia metropolii trójmiejskiej. To wojewoda ma bowiem powołać pełnomocnika ds. utworzenia związku metropolitalnego.

- Czekamy na rozporządzenia i wytyczne MSWiA - tłumaczy Grzegorz Strzelczyk, doradca wojewody pomorskiego Dariusza Drelicha, a zarazem lider gdańskiego PiS. - Zresztą do pomysłu powołania związku metropolitalnego musimy podchodzić z dużą ostrożnością. W programie PiS jasno wskazywaliśmy, że priorytetem musi być zrównoważony rozwój regionów. Musimy mieć pewność, że ustawa tego modelu nie zaburzy.

Gdańsk i Gdynia dwa bratanki

- Zrównoważony model rozwoju to dzisiaj dla nas oczywistość - replikuje Wiesław Byczkowski, wicemarszałek województwa pomorskiego. - Jeżeli pojawiały się dysproporcje w rozdzielaniu środków pomiędzy częściami regionu, wynikało to z rodzaju programów albo z tego, że dane gminy okazywały się najlepsze w konkursach na środki unijne. Słupsk na przykład zdobył najwięcej środków w ramach „kapitału ludzkiego”.

Pomorscy politycy samorządowi nie mają wątpliwości, że inwestowanie w metropolie jest polityką korzystną dla całego regionu.

- Ideowo jesteśmy do tworzenia związków metropolitalnych przekonani. Kibicujemy rządowi i liczymy na to, że rozporządzenie zostanie przygotowane na czas - mówi Piotr Grzelak, wiceprezydent Gdańska. - Pracujemy też nad własną propozycją, według jakiego modelu miałby funkcjonować związek metropolitalny. Nie czekamy biernie na rozporządzenie.

Do budowania związku metropolitalnego jest też dzisiaj przekonana Gdynia, która zawsze była sceptyczna wobec idei budowania trwałych instytucji metropolii.

- Oczywiście, należy przyglądać się temu, żeby przy okazji tworzenia związku metropolitalnego nie dublować pewnych kompetencji czy struktur - zastrzega Michał Guć, wiceprezydent Gdyni. - W związku metropolitalnym najatrakcyjniejsze wydaje się to, że można by dojść do wspólnej taryfy w komunikacji zbiorowej i do jednego operatora transportu zbiorowego.

Sen o jednym bilecie

Ustawa o związkach metropolitalnych określa pięć dziedzin, którymi miałyby się one zająć. To „kształtowanie ładu przestrzennego”, „rozwój obszaru związku”, współdziałanie w ustalaniu przebiegu dróg krajowych i wojewódzkich”, „promocja” i wreszcie „publiczny transport zbiorowy”.

- Cztery pierwsze dziedziny to „miękkie” kompetencje - komentuje wiceprezydent Guć. - W każdej z nich można współpracować już dzisiaj. Związek metropolitalny dawałby nadzieję, dzięki dodatkowym środkom, na ujednolicenie transportu zbiorowego.

- Zintegrowana komunikacja to jeden z celów obligatoryjnych związków metropolitalnych, wynikający z ustawy - potwierdza wiceprezydent Grzelak. - Proces integracji cały czas trwa, można choćby przypomnieć, że niedawno objęliśmy PKM biletami miesięcznymi. Cały ten proces wiąże się z dużymi kosztami. Związek metropolitalny dysponowałby dodatkowymi środkami, dzięki przychodom z PIT-ów. Gra jest zatem warta świeczki.

Istotnie, ustawa stwierdza, że związki metropolitalne będą tworzyć zintegrowany system taryfowo-biletowy. O ile w sprawach promocji samorządy współpracować mogą, o tyle w sprawie transportu - muszą. I mają do tego dodatkowe środki - zapisane w ustawie (obok dotacji, darowizn czy składek) 5 proc. od płaconych przez mieszkańców danego obszaru PIT-ów.

Już wcześniej dzięki zachętom finansowym na tak zwane Zintegrowane Inwestycje Terytorialne udało się przekonać samorządowców do przejścia ponad lokalnymi podziałami. W ubiegłym roku z konkurujących stowarzyszeń, Gdańskiego Obszaru Metropolitalnego i Metropolitalnego Forum Norda, utworzono Obszar Metropolitalny Gdańsk Gdynia Sopot. Premią za to jest prawie 260 mln euro, jakie do tej pory przewidziano na ZIT-y. Premią za utworzenie związku metropolitalnego byłoby 5 proc. od PIT-ów.

W ramach Obszaru Metropolitalnego Gdańsk Gdynia Sopot zlecono już nawet analizę możliwości ujednolicenia systemu transportowego. To bardzo duże koszty i skomplikowane przedsięwzięcie. Po raz pierwszy jednak metropolia, wraz z przyległymi gminami, dostałaby do ręki środki, które przybliżyłyby nas do finalnego rozwiązania.

W jakich granicach

Które gminy weszłyby w skład związku? Początkowo myślano o gminach objętych projektem ZIT (zobacz na mapce), ale dzisiaj samorządowcy myślą raczej o całym Obszarze Metropolitalnym Gdańsk Gdynia Sopot. - Urząd Marszałkowski pracuje nad swoją propozycją, przedstawimy ją w początkach marca - zapowiada wicemarszałek Byczkowski. - Między naszymi koncepcjami i rządem pojawiały się dotychczas różnice. My np. byliśmy za włączeniem Półwyspu Helskiego, rząd chciał, by granicą było Władysławowo. My chcemy włączyć Stegnę i Tczew, rząd był innego zdania.

Najpoważniejsza różnica w myśleniu pomorskich samorządowców oraz rządu Prawa i Sprawiedliwości dotyczy jednak tego, czy w ogóle budować związki metropolitalne. W połowie lutego w ministerstwie i Urzędzie Wojewódzkim wydaje się panować w tej sprawie całkowity bezruch.

Zapytane w piątek o stan prac Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji dotąd nie udzieliło odpowiedzi. Co, jeśli do końca kwietnia nie zostaną wydane stosowne akty?

- Rada Ministrów dopuści się deliktu, narażając się na pociągnięcie do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu - tłumaczy dr Przemysław Kierończyk, konstytucjonalista z Uniwersytetu Gdańskiego. - To oczywiście możliwość czysto teoretyczna, trudna do wyobrażenia sobie przy obecnej strukturze sceny politycznej.

Postawienie rządu przed Trybunałem Stanu za to, że nie opracuje na czas rozporządzeń, przez co ustawa o związkach metropolitalnych pozostanie martwym prawem, jest rzeczywiście nieprawdopodobne. Za to bardzo prawdopodobne wydaje się to, że z powodu inercji i ideologicznej niechęci rządzącej partii do idei metropolii szansa na jej zbudowanie przejdzie nam koło nosa. W sprawie związku metropolitalnego udało się dzisiaj doprowadzić nawet do przezwyciężenia gdańsko-gdyńskiego antagonizmu. Te dwa miasta może nie zakopały topora wojennego, ale przynajmniej nie ostrzą już szabel przy każdej sprawie. Czy uda się przezwyciężyć podział polityczny?

- Niestety, nie mam dobrych przeczuć, jeśli chodzi o przyszłość tego projektu, a jest on bardzo istotny z punktu widzenia przyszłego rozwoju Pomorza - komentuje poseł Tadeusz Aziewicz z PO.

- Szkoda wielkiej pracy włożonej w tę ustawę - dodaje Jacek Karnowski, prezydent Sopotu. - Znowu będziemy do tyłu w stosunku do wielu innych państw.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
AJB

Retoryczne pytanie. Jasne że ... najpierw burzyć, a potem... budować! Większe PrOwizje można przy takim założeniu przytulić! ;)

Dodaj ogłoszenie