Brazylijska kolonia w Arce Gdynia, czyli piłkarze z Copacabany z innej strony

Łukasz Żaguń
Tomasz Bolt/Polskapresse
Samba, karnawał w Rio de Janeiro, plaża Copacabana i wreszcie futbol na najwyższym poziomie - z tym właśnie przeciętnemu Polakowi kojarzy się Brazylia. Nic więc dziwnego, że przedstawiciele tego kraju, gdy tylko pojawiają się na naszej ziemi, wzbudzają wielkie emocje. Swoista brazylijska kolonia piłkarska, choć niewielka, utworzyła się ostatnio w Trójmieście, zwłaszcza w Gdyni. Z Arką związanych jest obecnie trzech zawodników z kraju kawy - Marcus da Silva, Marco Aurelio i Glauber Souza Couto. Postanowiliśmy podpytać ich o sportowe marzenia, życie w Brazylii, polską kuchnię i wiele innych kwestii.

Marcus Da Silva wreszcie rozmawia po portugalsku

Da Silva do Polski trafił wiosną 2008 roku. Nasz kraj na tyle mu się spodobał, że Brazylijczyk nie miał zamiaru już stąd gdziekolwiek się wybierać. Od tego też czasu przyzwyczaił się do tutejszego życia i nauczył biegle posługiwać się językiem polskim. Po długim okresie, da Silva ma jednak w swoim gronie rodaków. Wreszcie może rozmawiać po portugalsku.

Startujemy z naszym profilem na Twitterze. Czas rozruszać serwis i pokazać, że 140 znaków wystarczy, by oddać sportowe emocje.

— Sport DB (@baltyckisport) September 8, 2013

- Cieszę się, że w końcu mam tutaj kolegów z Brazylii. To dla mnie same plusy. Mam z kim pożartować, pośmiać się. Mogę też ćwiczyć swój język rodzinny, bo do tej pory nie było ku temu wielu okazji - mówi z uśmiechem na twarzy da Silva i od razu dodaje: mogę powiedzieć, że przyjechali do nas ambitni piłkarze. Nie udają żadnych gwiazd, ale chcą pokazać, na co ich stać. Wiem, że pragną temu zespołowi pomóc.

Po przyjeździe do Polski, Glauber i Aurelio nie byli zagubieni. Dużą rolę odegrał w tym jednak Marcus da Silva, który okazał się dla swoich nowych kolegów dobrym duchem.

- Moje początki w Polsce nie były takie straszne. Bardzo pomagał mi Marcus, który tłumaczył mi wiele rzeczy. W dalszym ciągu jest mi pomocny. Poza tym, również koledzy z drużyny okazali mi wsparcie - opowiada Glauber. - Do Europy przyjechałem po to, żeby pokazać, co potrafię. Na pewno zawsze będę dawał z siebie wszystko.

Nieco inaczej wyglądało to w przypadku Aurelio.

- Przyjechałem tutaj ze swoją dziewczyną, która związała się kontraktem z Vistalem. Wspieraliśmy się wzajemnie i pomagaliśmy sobie. Tak jak Marcus pomagał Glauberowi, tak ona mnie- tłumaczy.

Jessica da Silva Quintino, czyli partnerka Aurelio, z Vistalem podpisała w czerwcu roczny kontrakt. Zdaniem piłkarza, jego umowa z Arką jest jednak dziełem przypadku.

- Faktycznie, przyjechałem tutaj ze swoją dziewczyną, ale nie miałem tutaj mieszkać. Prawie pewne było wręcz to, że zagram w Dubaju, bo włodarze jednego z miejscowych klubów chcieli mnie pozyskać. Los tak ułożył nam jednak życie, że zagramy w Gdyni razem - wyjaśnił.

- Najważniejsze jest to, żeby grać. Chcę utrzymywać odpowiedni rytm i wierzę, że jestem w stanie pomóc tej drużynie.Nie ma znaczenia, jakie trener da mi zadania. Będę robił wszystko, by je wypełniać - dodał Aurelio.

Polska trampolina

Odkryciem Ameryki nie będzie stwierdzenie, że polska liga traktowana jest często jako trampolina. Zawodnicy, którzy tutaj trafiają, najczęściej chcą się odbudować albo zwyczajnie wybić do silniejszej ligi.

- Czasami taka trampolina może wręcz komuś zaszkodzić. Obserwuję, co się dzieje z młodymi Polakami. Wielu z nich wyjeżdża z Polski i co? Słuch o nich zanika. Tylko nielicznym naprawdę udało się za granicą zrobić karierę, jak choćby Lewandowskiemu, czy Błaszczykowskiemu - przypomina da Silva.

- Kiedyś w Polsce grał Paulinho. Tutaj nikt go właściwie nie chciał. Teraz zawodnik ten jest reprezentantem Brazylii. To doskonale świadczy o tym, że każdy ma swoją wizję. Ja sam nie miałem tutaj łatwej drogi. Bywało tak, że klub chciał ze mną rozwiązać kontrakt. Spotykałem się z prezesem i trenerem i otwarcie mówili mi o tym, że nie chcą dać mi szansy. Niestety, czasami taka właśnie jest rzeczywistość - dodaje napastnik gdyńskiej Arki.

Pozytywnie na temat polskiej ligi wypowiadają się natomiast koledzy da Silvy. Zaprzeczają stanowczo, że traktują polską ligę, a przede wszystkim Arkę, jako trampolinę.

- Nie da się ukryć, że w Polsce jest inaczej niż w Brazylii. To od razu widać. Na całym świecie jednak w piłce nożnej jest ten sam cel, mimo że style są odmienne. Tutejsza liga jest na pewno szybka. Można ją porównać do Austrii, gdzie też grałem. Na pewno trzeba się sporo nabiegać - ocenia Aurelio.

- W I lidze jest sporo lepszych zespołów od nas, ale też są drużyny teoretycznie słabsze. Tutaj o zwycięstwie często decyduje zaangażowanie - ocenia z kolei Glauber, który występuje w Polsce nieco dłużej niż Aurelio.

Sytuacja polityczna w Brazylii przed MŚ 2014

Mówiąc Brazylia, nie zawsze na myśl przychodzą nam same pozytywy. Nie od dziś wiadomo, że sytuacja polityczna w kraju kawy jest dosyć napięta. Widać to było już w trakcie Pucharu Konfederacji, kiedy momentami byliśmy świadkami wręcz dantejskich scen. Po imprezie nie brakowało opinii, że przyszłoroczne MŚ w piłce nożnej w tym kraju, stoją pod dużym znakiem zapytania.

- Moim zdaniem, pewne zagrożenie istnieje. Prawda jest jednak taka, że właściwie wszędzie może się coś wydarzyć. Nawet w Polsce czasami zdarzają się sytuacje, które normalnie nie powinny mieć miejsca, również akty rasizmu - mówi otwarcie da Silva. - U nas, w Brazylii ludzie teraz protestują. Naród się obudził. Miał jednak ku temu powód. Pieniądze teraz wydaje się na budowę stadionów i infrastrukturę, a przecież wiele innych dziedzin zasługuje na wsparcie.

- Na pewno nie wszystko, co się u nas dzieje, zasługuje na pochwały. Ludzie jednak wychodzą na ulice po to, żeby w kraju żyło się lepiej - ocenia z kolei Glauber.

Większym optymistą jest natomiast Aurelio.

- W Brazylii, jak to w Brazylii. Ludzie robią czasami aferę, a i tak wszystko na pewno dobrze się ułoży z przyszłorocznym mundialem - tłumaczy.

Warto marzyć

Ktoś kiedyś wypowiedział mądre, choć proste słowa - marzenia są po to, by je spełniać. W obłokach nie bujają jednak brazylijskie gwiazdy Arki, choć jak przyznają, też mają swoje sny i wierzą, że niektóre z nich staną się rzeczywistością.

- Chciałbym zostać kiedyś ojcem, wychować swojego syna. To jest dla mnie najważniejsze. Nie wiem jeszcze, kiedy uda mi się zrealizować te marzenia, ale bardzo bym chciał, by tak się właśnie ułożyło moje życie - zdradza da Silva.

- Mam wielkie marzenie. Chciałbym kupić dom sobie i swoim rodzicom, którzy mieszkają w Brazylii. Wierzę, że zamieszkam w nim wspólnie ze swoją partnerką - mówi z kolei Glauber.

Aurelio natomiast, jak na razie skupia się tylko na piłce nożnej. Jak sam przyznaje, jego celem numer jeden jest rozwijanie swoich umiejętności.

Polska kuchnia nie każdemu pasuje

Choć mówi się, że polska kuchnia jest naprawdę smaczna, to jednak, o dziwo, nie każdemu pasuje. Kiedy padło pytanie o polskie przysmaki i o to, czy jakaś potrawa szczególnie zasmakowała Brazylijczykom, niemal natychmiast do odpowiedzi wyrwał się Marcus da Silva.

- Śmiało mogę odpowiedzieć za chłopaków. Glauber mieszka teraz ze mną i wiem, że zje wszystko to, co ja. Nie ma problemów u niego z polską kuchnią. A z Marco jest już nieco gorzej. Jest bardziej wybredny. On ma jednak szczęście, że mieszka z dziewczyną. Wspólnie robią zakupy w supermarketach i ona przygotowuje mu brazylijskie dania - wyjaśnił da Silva.

Tęsknota za akceptacją

Polskę i Brazylię, w oczach zawodników gdyńskiego klubu, niewiele łączy. Co więcej, cała trójka zgodnie twierdzi, że w Europie nie żyje się łatwo. Dlaczego? Przede wszystkim przez wzgląd na mieszkańców, którym brakuje empatii.

- Brazylijczycy są bardzo otwarci dla innych. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Pewnie wpływ na to ma trochę klimat i pogoda. U nas każdy jest skory do żartów, uśmiecha się. Europejczycy natomiast, nie mówię tutaj tylko o Polakach, są zamknięci - ocenia da Silva.

- W Brazylii możemy trochę poświętować. Mamy karnawał, wielką plażę - wtóruje mu Glauber. - Poza tym, ludzie w naszym kraju łatwiej akceptują innych - dodaje.

Na twarzy Marcusa jednak bardzo szybko ponownie maluje się uśmiech, bo jak tu kończyć rozmowę pesymistycznym akcentem.

- Klub w Gdyni bardzo mi pomógł. Naprawdę go szanuję. Jestem wręcz bardzo zadowolony, że udało mi się tutaj zostać na dłużej - spuentował.

l.zagun@prasa.gda.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie