Bogusław Kaczmarek: Jedni i drudzy po prostu kopią [FELIETON]

Bogusław Kaczmarek
Fot. Tomasz Bołt
Krótsza niż zwykle zimowa przerwa w rozgrywkach ekstraklasy dobiegła końca. Rozpoczynające się 10 czerwca piłkarskie mistrzostwa Europy we Francji spowodowały wzrost intensywności spotkań w ligowych rozgrywkach.

W 90 dni drużyny polskiej ekstraklasy rozegrają 16 spotkań. Ostatni okres poprzedzający inaugurację to czas niekończących się prognoz i różnego rodzaju typów piłkarskich ekspertów. Kto zostanie mistrzem? Kto zagra w europejskich pucharach? A komu przyjdzie przeżyć gorycz spadku z ekstraklasy? 15 maja kibice znajdą rzeczywiste odpowiedzi na te pytania.

Dwa tygodnie lutego to przede wszystkim czas ostatnich decyzji zmian personalnych w klubach ekstraklasy. Szczególne spektrum uwagi wybrzeżowych miłośników futbolu, a Gdańska przede wszystkim, skierowane będzie na jedynego przedstawiciela Trójmiasta w piłkarskiej elicie, jakim jest drużyna Lechii. W piłkarskim projekcie klubu nic nowego, czyli kontynuacji zmian ciąg dalszy. Po raz kolejny miniona decyzja zatrudnienia na stanowisku trenera przedstawiciela niemieckiej myśli szkoleniowej, Thomasa von Heesena, okazała się personalnym bublem. Ponad trzyletnia przerwa w trenerskiej praktyce, brak właściwej i rzeczowej oceny realiów polskiej ekstraklasy, skutkowały częstymi porażkami w meczach mających realne podstawy osiągnięcia zwycięstwa. Brak komunikacji, właściwych relacji interpersonalnych, dziwne i sprzeczne decyzje kadrowe, a dowodem niech będzie wysłanie na trybuny słabego Sebastiana Mili, a wystarczająco dobrego, aby zasłużyć na powołanie do reprezentacji Polski przez Adama Nawałkę. Przysłowiowym gwoździem do trumny trenera von Heesena okazały się medialne rozliczenia z Milą i Peszką. W następstwie porażka goniła porażkę. Zła atmosfera, brak spójności grupy potęgowały narastającą frustrację osłabiając morale drużyny. Konsekwencją tego był brak chęci, walki i umierania za niemieckiego trenera. Po raz kolejny zawiodła umiejętność wykorzystania potencjału i zarządzania piłkarskimi zasobami.

Kolejna, trzecia już zmiana, szkoleniowca w Lechii to ligowy rekord w obecnej edycji rozgrywek polskiej ekstraklasy. Nowo zatrudnionym szkoleniowcem piłkarzy Lechii został Piotr Nowak, w przeszłości bardzo dobry pomocnik reprezentacji Polski. O osiągnięciach trenerskich Nowaka napisano już wszystko i nie pora do tego wracać. Jego powrót do Polski po 26 latach to olbrzymia szansa zaistnienia na stałe w trenerskim zawodzie polskiego, piłkarskiego krajobrazu. To również jedna z ostatnich szans dla Lechii. Po prostu, gorzej już być nie może. Aktualna sytuacja biało-zielonych, po odjęciu jednego punktu przez Komisję Licencyjną PZPN, to 13 miejsce i dwa punkty straty do celu nadrzędnego, jakim jest kontynuacja siedmiu spotkań w grupie mistrzowskiej. Mniej optymistycznie, to również dwa punkty dzielące Lechię od ostatniego Podbeskidzia i przedostatniego Górnika Zabrze. Pocieszające, że z obozu biało-zielonych słychać optymistyczne informacje wynikające ze współpracy z nowym trenerem.

Pierwszą niezwykle ważną decyzją trenera, w mojej ocenie, było przywrócenie opaski kapitana Sebastianowi Mili. Druga, budząca dyskusje, obawy i wątpliwości, to zmiana organizacji gry zespołu. W opinii wielu przejście w tak krótkim czasie na grę bloku z trójką środkowych obrońców to spora trenerska odwaga z olbrzymią dozą ryzyka.

Wdrużynie Lechii, oprócz licznych zmian na stanowisku szkoleniowca, dochodzi również do nich w gronie osób zarządzających drużyną i kreujących strategię rozwoju piłkarskiego klubu. Piastujący do tej pory funkcję menedżera zespołu, Marek Jóźwiak, pożegnał się z tym niesłychanie ważnym dla klubu stanowiskiem. Nie obyło się też bez personalnych zmian zawodniczych. Ariel Borysiuk i Maciej Makuszewski to kadrowe ubytki. W zamian za to Lechia pozyskała braci Paixao oraz ofensywnego piłkarza reprezentacji Polski młodzieżowej, Martina Kobylańskiego. Postawa drużyny w dzisiaj rozpoczynających się rozgrywkach będzie weryfikacją zasadności powyższych decyzji. Reasumując, polska ekstraklasa to nie hiszpańska La Liga, a ostatnie osiągnięcia polskiej reprezentacji nie mogą zaciemnić obrazu słabości naszej ligi. Znajomy właściciel zakładu pogrzebowego „Wieczny odpoczynek“, mówi czym różni się robota przeciętnego ligowego, polskiego piłkarza od dobrze wykonującego swój zawód grabarza. Odpowiada z uśmiechem, że niczym , bo po prostu obaj kopią. Dowodem tej metafory jest, bez urazu, liderujący w naszej ekstraklasie Piast Gliwice.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie