Bicie rekordu sprzed 272 lat w Skarszewach. Zbudują kościół w 24 godziny!

Dorota Abramowicz
Maciej Mostowy i ks. Dariusz Leman (z rowerem) na placu, gdzie powstanie nowy zbór. W tle, pod murem, widoczne palety z dachówkami Dorota Abramowicz
Przeczytajcie o z lekka zakręconych ludziach, którzy postanowili powtórzyć rekord sprzed 272 lat i sprawić, że o Skarszewach będzie głośno w całym świecie...

Wielki, pusty plac oddziela kościół św. Maksymiliana od ulicy Kościerskiej. Przy kościelnym murze stoją już palety z dachówkami. Niedługo obok pojawią się robione na wzór neogotyckich cegły (każda o wadze sześciu kilogramów) od producenta spod Lublina.

Biskup wyraził już zgodę na wycięcie drewna z lasów księżych, a konserwator na budowę przy zabytkowych murach. Projekt leży w starostwie. Jeśli wszystko pójdzie gładko, za trzy i pół miesiąca na placu zaroi się od dziennikarzy. Przyjedzie ekipa National Geographic, pojawią się stacje telewizyjne z Polski i Europy. W samo południe, 14 września cieśle z Czarnocina wraz z góralami z Koniakowa, wspierani przez ochotników zaczną stawiać kościół, by skończyć go w 24 godziny później, 15 września o godzinie dwunastej.
- Porywają się z motyką na słońce - mówią jedni.
- Niesamowity pomysł na promocję miasta - odpowiadają inni.

Pomysłu by nie było, gdyby nie kilkanaście osób. Jest wśród nich zapalony badacz historii, który jako dziecko nasłuchał się bajek. Ksiądz-wizjoner, który kiedyś chodził wśród narkomanów i bezdomnych, a teraz przekonuje, że im bogatsza kultura, tym głębsza modlitwa do Boga. Pasjonat dziejów Skarszew, który ze zbiorów, trzymanych przez lata na strychu stworzył muzeum. Oraz grupa lokalnych przedsiębiorców, wśród których jest m.in. człowiek budujący na swojej ziemi miasto.

Legenda przy piecu

Edward Zimmermann jako dziecko przyjeżdżał do Skarszew do dziadków. Telewizji wtedy nie było, więc wieczorną rozrywką było przesiadywanie przy piecu i słuchanie opowieści.
- Opowiadano legendy - mówi Edward Zimmermann, dziennikarz i publicysta. - Jedna z nich głosiła, że w Skarszewach w jeden dzień zbudowano kościół. Zafascynowała mnie ta opowieść. Pod koniec ubiegłego wieku postanowiłem przeszukać stare archiwa.

Zimmermann dotarł do wielu dokumentów, w tym zapisków rządcy zboru Johanna Christopha Weise oraz luterańskiego pastora Paula Theodora Schmidta. Ustalił, że w 1741 r. stary zbór zaczął się rozpadać. Pękały belki, załamały się wewnętrzne balkony, a podczas wielkanocnej mszy wierni w panice uciekli ze świątyni, bojąc się śmierci pod gruzami. Wtedy ewangelicy ze Skarszew zwrócili się o pomoc do gdańszczan. Gotowe materiały budowlane dotarły do miasta na 131 wozach. Bojąc się, że polski król wyda zakaz budowy nowej świątyni, postanowiono zrobić to w jedną dobę. I tak powstał zbór, który przez następnych 140 lat służył mieszkańcom miasta. Pod koniec XIX wieku rekordowy kościół rozebrano i postawiono neogotycką świątynię.

O tej niesamowitej historii, która przestała już być legendą, Edward Zimmermann opowiedział w wydanej w 2002 r. książeczce "O tym jak gdańszczanie w Skarszewach w ciągu 24 godzin kościół zbudowali".
- Wtedy już pojawił się pomysł, by powtórzyć wyczyn - mówi badacz dziejów Skarszew. - Wszystko było jednak w sferze marzeń. Do czasu, gdy w Skarszewach pojawił się ksiądz Dariusz Leman, który przed dwoma laty podjął się misji stworzenia nowej parafii .

Parafia powstała w dawnym ewangelickim kościele św. Maksymiliana Kolbe. Tym samym, który stanął niemalże na miejscu nieistniejącego zboru.

Ksiądz od bezdomnych

Z ks. Dariuszem Lemanem rozmawiam w budynku miejscowej Straży Pożarnej. To tu, w niewielkiej klitce, na materacu sypiał proboszcz po tym, jak objął w lipcu 2011 r. nową parafię.
- Wielu myślało, że zacznę od budowy plebanii - uśmiecha się. - Ważniejszy był jednak kościół, który kilkadziesiąt lat po wojnie pełnił funkcję magazynu zboża i wymagał kapitalnego remontu. Parafia powstała wskutek podziału. Najpierw musiałem zdobyć zaufanie wiernych. Niektórzy mówili, że ich noga w poewangelickiej świątyni nie postanie. Odwiedzałem dom po domu, przedstawiałem się, poznawałem ludzi.

Pochodzi z Gdyni. Grał w juniorach Bałtyku w piłkę nożną, chodził do gastronomika. Podczas pielgrzymki do Wejherowa (na którą wybrał się ze "względów towarzyskich") koleżanka zaciągnęła go do kościoła. Tam usłyszał, że ludzi Bóg wzywa. Zrozumiał, że to były słowa do niego skierowane.

Był kapelanem kibiców. Przez pięć lat, jako wikary, pracował wśród bezdomnych i narkomanów na dworcu w Gdańsku. I w domu małego dziecka.
- Te doświadczenia nauczyły mnie pokory - mówi. - Widok dziecka, wyciągającego rączki przez płot do obcych ludzi z pytaniem "czy będzie pan moim tatusiem", może rozbroić nawet silnego człowieka. Spotkanie z młodą, śliczną narkomanką na dworcu, która sprzedaje się za kilka złotych na działkę stawia przed dylematem moralnym - dać jej te pieniądze, za które kupi narkotyk, czy pozwolić, by poszła ze starym mężczyzną?

Do Skarszew został skierowany przez nieżyjącego już bp. Jana Bernarda Szlagę. - Wzorem dla mnie jest patron parafii, św. Maksymilian, któremu przed wojną udało się założyć m.in. prężne wydawnictwo - twierdzi ks. Leman.
Wchodzimy do odnowionej świątyni z pięknymi witrażami i sprowadzonymi z Anglii organami. Takimi samymi, jak te na Jasnej Górze.
- Skarszewy mają wspaniałą historię - mówi z zapałem w głosie proboszcz. - Joannitów, wojska napoleońskie, Józefa Wybickiego, praktykującego w miejscowym Sądzie Grodzkim. To wielkie bogactwo i zarazem produkt, który można wykorzystać dla rozwoju miasta!

O wyczynie sprzed prawie trzystu lat ksiądz Leman usłyszał niedługo po przyjeździe do Skarszew. Na miejscu, gdzie kiedyś był zbór, dziś stoi kościelne ogrodzenie. Z drugiej strony rozciąga się pusty plac. Idealne miejsce, by coś postawić.

Historia pana Macieja

Telefon od księdza zbudził Macieja Mostowego pewnego styczniowego ranka.
- Jest szansa na 2-3 miliony złotych z unijnych funduszy na projekt regionalny, może by coś zdobyć dla Skarszew? - spytał ksiądz. - Rozmawiałem już z burmistrzem Dariuszem Skalskim, organizuje spotkanie w urzędzie.

Podczas spotkania ksiądz zaproponował, by odbudować zbór. - Zgoda, ale pod warunkiem, że zrobimy to w 24 godziny - wtrącił Zenon Sobiecki, właściciel firmy Graso i pałacu w Bączku, ten sam który kilka lat temu postanowił na własnej ziemi wybudować miasto. Propozycję nagłośniły media.
- Nawet nie wyobraża sobie pani, jak wielu chętnych jest do pomocy - mówi Maciej Mostowy, prezes stowarzyszenia "Piękny Zakątek", którego pierwszym zadaniem ma być organizacja budowy kościoła. - Zgłaszają firmy z całego Pomorza, nawet z Polski!

Postanowiono, że kopia zboru będzie pełnić funkcje kulturalne. Naokoło ma powstać park, w którym znajdą się makiety pomorskich zamków.
Na szczycie kościelnej wieży zawiśnie półksiężyc, ten sam, który zdobił wieżę rozebranego zboru. Półksiężyc jest jednym z eksponatów niecodziennego muzeum, stworzonego przy dużej pomocy Edwarda Zimmermanna ze zbiorów Mostowego.
- Zaczęło się kilkanaście lat temu, od znalezienia w ścianie rozbieranego domu drewnianej tarczy miejscowego Bractwa Kurkowego - opowiada pan Maciej. - Potem już jakoś poszło.

Muzeum, mieszczące się w budynku ośrodka opieki społecznej, prezentuje eksponaty godne największych wystaw. Jest tu najstarsza w Europie butelka po piwie z etykietą monachijskiego browaru, najstarsza fajka świata, są szczątki tura, mające kilkaset lat dokumenty i pale z czarnego dębu, pochodzące z XI-wiecznego zamku Joannitów. - Wszystko wcześniej trzymałem w domu - mówi Mostowy. - A te osiemnastowieczne garnki były kiedyś kupą skorup. Sam je kleiłem. Jak? Na wikol.
Plan gry

Edward Zimmermann zebrał dokładne dane, dotyczące wielkości zboru i dokumentację historyczną. Na tej podstawie powstał projekt budowy. W tartaku w Demlinie trzeba będzie najpierw wszystkie ponumerować i spróbować złożyć je "na sucho". Każdy z członków stowarzyszenia "Piękny Zakątek" ma już wyznaczone zadanie. - Wykonuję prace ziemne i oddaję do dyspozycji sprzęt specjalistyczny - wylicza Zygmunt Oelrich, skarszewianin od 35 lat. - Mam czworo dzieci, też są zaangażowane w budowę.

Na pytanie, czy wierzy w sukces, odpowiada: -Jestem człowiekiem dużej wiary.
- Niektórzy sponsorzy obiecali pomoc pod jednym warunkiem - będą mogli sami zakasać rękawy i stanąć do pracy przy budowie - mówi ks. Leman.
I nikomu nie przeszkadza, że katolicy będą odbudowywać ewangelicki zbór. Na uroczystość położenia kamienia węgielnego zaproszono dwóch biskupów - katolickiego z Pelplina i ewangelicko-augsburskiego z Sopotu.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

d.abramowicz@prasa.gda.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie