Będzie film o Agnieszce Osieckiej

Gabriela Pewińska
Agnieszka Osiecka - liryczna kronikarka obyczajów. Każdy z nią lubił być...
Agnieszka Osiecka - liryczna kronikarka obyczajów. Każdy z nią lubił być... Materiały prasowe
Jej gosposia powiedziała kiedyś: - Ona nic nie umie robić, tylko pisać. Nie potrafiła zacerować skarpetek ani ugotować zupy szczawiowej. Ale marzyła, by nauczyć się kiedyś robić naleśniki. Może z sentymentu za tymi, które jadała u producenta sztucznych bursztynów. Był bowiem czas, gdy należała w Sopocie do "miejscowych".

Była studentką, miała praktykę dziennikarską w "Głosie Wybrzeża" i mieszkała przy ulicy Bieruta 39, u nieludzko dobrej pani Banasiowej. Często wspominała pewne lato 1956 roku, gdy wraz z przyjaciółmi "zdobywali świt" właśnie na molo: nocne wizyty u zaspanych ludzi, owe naleśniki i popijanie wina w opustoszałych plażowych koszach...

- Przyjaciele moi, przyjaciółki - pisała Agnieszka Osiecka, bo o niej mowa. - Nie odkładajcie na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości...

- Kochać to najważniejsze w życiu - wyznała mi pewnej zimy w warszawskim barze Sax . - Choć trzeba pamiętać, że z miłością wiąże się ogromne cierpienie. A poezja, którą tworzę, to przekształcanie cierpienia w piękno. Czasem wychodzą z tego nawet pogodne wiersze: "Szeptem przeleciał ptak nad moją głową./Dziś, może wczoraj, w moich włosach zagnieździł się ptak./ Mówi tak - poczekaj, wszystko wróci: książki, mężczyźni, zwierzęta,/ nawet mały niebieski ołówek. Poczekaj. Jeszcze chwilę".

"Liryczna kronikarka obyczajów" - to tytuł roboczy ich filmu. Grupa młodych filmowców z warszawskiej Fundacji Filmowej Multioptyka szuka bohaterów do swego dokumentu, szuka - jak napisali w liście - prawdziwych i wciąż żywych historii napisanych przez Agnieszkę Osiecką. "Jeśli jesteście współczesną parą "Kochanków z ulicy Kamiennej", dawnym opozycjonistą, który w więziennej celi nucił piosenkę "Pijmy wino za kolegów", Elżunią, która nie mogła poradzić sobie z rzeczywistością stanu wojennego i z miłością do tegoż opozycjonisty, zranioną "Małgośką" czy inną "Marzenką" - napisz do nas. Szukamy ludzi, którym piosenki Agnieszki Osieckiej pomogły w przełomowym momencie ich życia. O naszym projekcie powiedzcie swoim mamom i dziadkom, ślijcie listy, w których w kilku zdaniach opiszecie swoją historię. Razem udowodnimy, że słowa Agnieszki Osieckiej są wciąż żywe i aktualne".

- Otrzymaliśmy już kilka przejmujących listów - mówi Martyna Kaczanowska - reżyser "Lirycznej kronikarki obyczajów". - Szczegółów nie zdradzę, powiem tylko, że wśród nich znalazły się też wyznania osób z Wybrzeża. Tak jak na przykład historia pewnej emerytowanej aktorki z Gdyni, która debiutowała na scenie piosenką Agnieszki Osieckiej.
- Ma pani 23 lata... Jej teksty to chyba nie jest poezja pani pokolenia? - pytam.
- One przetrwały próbę czasu. Z Agnieszką jestem związana wręcz od dzieciństwa, a to dzięki temu, że moja mama i babcia czytały jej wiersze. Warto przypomnieć, że prócz 1200 piosenek napisała też piękną prozę i dramaty, część z nich powstała w ostatnich latach życia, gdy była związana z sopockim teatrem Atelier.

Osiecka powiedziała kiedyś: "Nawet gdybym umiała pisać lepiej, wolałabym pisać gorzej, aby się dostać bliżej do człowieka". I była go bardzo blisko! Jej piosenki stały się elementem świadomości kilku pokoleń Polaków, oni nie tylko żyli tymi piosenkami, ale mimowolnie żyli w tych piosenkach. Do dziś nieświadomie nucą o sobie samych.

Pamiętam wyznania pewnego gdańskiego malarza. Osiecka to była jego pierwsza miłość.

- Ona po prostu była - wyznał w rozmowie. - Mówiła zawsze o czymś miłym, ale tak na poważnie. Umiała wzbudzać emocje i zachęcać do robienia rzeczy pięknych. Była światełkiem, na które czekały ręce. Kiedyś siedzieliśmy przy barze w Grand Hotelu, nagle ktoś wpadł i krzyczy: Rosjanie stoją na redzie! To było wtedy, gdy Gomułka doszedł do władzy. No to mówię do barmanki: Pani Zosiu, jak tak, to jeszcze dwie wódeczki... To był dziwny czas, bo im więcej wypiliśmy, tym bardziej byliśmy trzeźwi. Takie coś nigdy się nie powtórzyło. Ale o swojej miłości powiedziałem jej dopiero wśród obrazów, na jakiejś wystawie. Każdy z nią lubił być...

Inna opowieść. Pewnego muzyka. W stołówce studenckiej w latach 60. dziewczyna nuciła "Okularników". - I to ośmieliło mego kolegę, który się od dawna w niej podkochiwał. Wstydził się podejść, bo nosił okulary...

I jeszcze historia gdańskiego aktora. - Kolega w Domu Kultury śpiewał "Kochanków z ulicy Kamiennej'. A śpiewał tak, że zakochała się w nim kierowniczka tego domu. Mało nie doszło do rozwodu! A potem się okazało, że ona się kochała we wszystkich, którzy śpiewali Osiecką...

Twórcy dokumentu czekają na listy do 10 lutego 2011 roku, pod adresem: martyna.kaczanowska@okularnicy.org.pl.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marysia

Niestety film nie powstał....szkoda.

Dodaj ogłoszenie