Bayraktar - czy tureckie drony wygrają wojnę na Ukrainie? Jakie były refleksje i wnioski po wojnie w Górnym Karabachu

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Atak na siły Ormian widoczny z kamery azerskiego drona
Atak na siły Ormian widoczny z kamery azerskiego drona Ministerstwo Obrony Azebejdżanu
Udostępnij:
Ormiańscy żołnierze byli przerażeni, gdy słyszeli dźwięk silników azerskich dronów. Bezzałogowce w czasie odsłony konfliktu w Górskim Karabachu jesienią 2020 r. siały śmierć i zniszczenie. Poniekąd narzędzie to wpłynęło na sytuację geopolityczną w tamtym regionie. Analitycy obronności uważnie analizują przebieg konfliktu między Azerami i Ormianami z jesieni 2020 r. Wielu z nich podkreśla, że drony wpłyną istotnie na pole walki potencjalnych konfliktów zbrojnych w przyszłości. - Jako element kompleksowego organizmu obrony mają one potencjał, choć samodzielnie nie zastąpią, przynajmniej na razie, czołgów i artylerii - wynika ze słów prof. Krzysztofa Kubiaka z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, eksperta ds. obronności, systemów bezpieczeństwa.

W Górskim Karabachu azerskie drony bojowe i rozpoznawcze były niemal bezkarne. Precyzyjnymi atakami na ludzi, sprzęt pancerny, wyrzutnie rakiet, systemy przeciwlotnicze i umocnienia nie tylko zadawały straty, łamały obronę Ormian, ale także destrukcyjnie wpływały na morale żołnierzy i społeczeństwa. Skuteczność tych stosunkowo tanich, w porównaniu do innych rodzajów uzbrojenia, narzędzi przyczyniła się poniekąd do zmiany układu sił w mrożonym (z przerwami na okresy starć) od końca lat 80. XX w. konflikcie między Armenią a Azerbejdżanem. Azerowie wyparli siły Ormian z części terenów Górskiego Karabachu.

- Nie bez przyczyny wojna karabaska w Rosji otrzymała popularne miano wojny czołgów i dronów, co dla wielu analityków stanowiło wykładnię obrazu przyszłego pola walki - tak w branżowym portalu Defence24.pl wskazywał analityk Paweł Makowiec. - Nowatorski charakter działań armii Republiki Azerbejdżanu i swoista hekatomba ormiańskich pododdziałów pancernych i zmechanizowanych wygenerowały wiele pytań o charakter przyszłych konfliktów zbrojnych oraz sposobu ich prowadzenia.

Drony kontra czołgi. Tureckie Bayraktary dziesiątkują rosyjskie kolumny

W swoim tekście w branżowym portalu Defence24.pl analityk Maksymilian Dura przytoczył dane dotyczące strat spowodowanych przez azerskie bezzałogowe systemy powietrzne w siłach Armenii i wspierających je jednostkach nieuznawanego państwa Republiki Górskiego Karabachu (tzw. Arcachu).

Szacuje się, że w czasie ponad 40 dni walk jesienią 2020 r. drony zniszczyły 43 pojazdy opancerzone i 249 różnego typu samochodów wojskowych. Systemami bezzałogowymi zniszczono prawdopodobnie ponad 140 lufowych i rakietowych systemów artyleryjskich. Azerbejdżan na końcu konfliktu poinformował, że jego systemy bezzałogowe zniszczyły 114 czołgów, a więc ponad połowę stanu całej armeńskiej armii - pisał kmdr w st. spocz. Maksymilian Dura. Poległo ponad tysiąc żołnierzy sił ormiańskich. Kmdr Dura nazwał owe straty zimnym, krwawym prysznicem.

- Konflikt w Górskim Karabachu pokazał dobitnie, że wojska mające tylko tego rodzaju uzbrojenie są zupełnie bezradne w obliczu ataków ze strony systemów bezzałogowych i amunicji precyzyjnej, wspartych kompleksami walki elektronicznej - pisał w Defence24.pl Maksymilian Dura, w artykule „Dlaczego konflikt w Górskim Karabachu powinien zmienić Wojsko Polskie?”.

Bayraktar. Robot z powietrza

Prekursorami bojowego wykorzystania bezzałogowych systemów powietrznych wydają się być siły lotnictwa Stanów Zjednoczonych oraz Izraela. Amerykańskich dronów Predator użyto po raz pierwszy pod koniec lat 90. XX w., w czasie interwencji w Serbii. Siły USA rozwijały tę koncepcję - do służby wchodziły kolejne typy maszyn - Reaper, Global Hawk.

Amerykańsko-izraelski Hunter pod koniec lat 80. XX w. zwyciężył w koncepcyjnym konkursie na taktyczny, bezzałogowy aparat latający dla US Army. Podobnie jak Predator był wykorzystywany w czasie konfliktu o Kosowo.

Drony wykorzystywane były szeroko w czasie działań w Afganistanie i Iraku przez siły amerykańskie. Używano je do działań rozpoznawczych - wyposażone w sprzęt optyczny zapewniały doskonały przegląd pola walki, dzięki czemu można było koordynować ogień artylerii czy dostarczały danych wywiadowczych. W dodatku obserwacja mogła trwać niemal bezustannie, z uwagi na zasięg i możliwości wielogodzinnego przebywania w powietrzu. Drony stosowane były również do działań uderzeniowych, nie tylko rozpoznawczych. Wyposażonymi w rakiety eliminowano przywódców islamskich organizacji terrorystycznych, niszczono składy amunicji.

Drony raczej uzupełniały działania powietrzne armii USA i NATO, korzystających z „tradycyjnych”, załogowych samolotów. W ostatniej odsłonie konfliktu w Górskim Karabachu bezzałogowce właściwie zastąpiły standardowe działania lotnictwa, nie narażając życia pilotów, załóg i bez ryzyka utraty bardzo drogich samolotów.

Azerowie, zadając straty swoim przeciwnikom w Górskim Karabachu, nie stracili ani jednego pilota. Armenia informowała o zniszczeniu 206 dronów azerskich. Jednak strącenie jednego bezzałogowca kosztowało zużycie rakiet znacznie droższych od produkcji dronów lub niemal całego, przydzielonego zapasu amunicji armat przeciwlotniczych. Co istotne, Maksymilian Dura wskazuje, że Azerbejdżan uzyskał przewagę taktyczną nad Armenią w ciągu zaledwie sześciu lat, inwestując w swoje nowatorskie systemy walki znacznie mniej środków niż Ormianie modernizujący siły pancerne, przeciwlotnicze.

- Powszechnie uważa się, że Azerbejdżan pokonał Armenię za pomocą dronów. W tej opinii jest jednak tylko część prawdy. W rzeczywistości Armeńczycy przegrali, ponieważ przeciwnik zaskoczył ich zupełnie nową taktyką działania, stosując dodatkowo na masową skalę uzbrojenie, na które nie było odpowiednio skutecznego środka obrony - pisał w Defence24 Maksymilian Dura, wskazując, że systemy zakłócające sygnały kierowania dronami [czyli jedno z głównych narzędzi do walki z tym typem uzbrojenia - red.], którymi dysponowali Ormianie, okazały się całkowicie nieskuteczne.

Oczy i kamikaze

Warto zaznaczyć, że drony użyte przez Azerów nie przypominały bezzałogowych systemów amerykańskich - sporych, latających na dużych wysokościach, potężnie uzbrojonych i drogich Reaperów czy Global Hawków. Znacznie mniejsze i tańsze konstrukcje izraelskie czy tureckie (m.in. maszyny typu Bayraktar TB 2, które ma na uzbrojeniu także Polska) miały jednak jeszcze inny atut. - Armeńskie zestawy przeciwlotnicze najczęściej w ogóle nie były w stanie wykryć dronów. „Nagle” okazało się, że bezzałogowce mają zbyt mało skuteczną powierzchnię odbicia radarowego oraz małą prędkość - ignorowaną bardzo często przez systemy śledzenia radarów, przeznaczonych wcześniej do wykrywania inaczej poruszających się, załogowych statków powietrznych - tłumaczył Dura. - Drony mogą więc tak atakować cele naziemne, by same nie zosta-ły przez nie wykryte.

Paweł Makowiec i Maksymilian Dura opisują sprytną taktykę wykorzystania dronów przez azerskie siły w Górskim Karabachu. Ukryte punkty obrony przeciwlotniczej „aktywowano” dzięki samolotom-pułapkom - np. zautomatyzowanymi, starymi dwupłatowymi AN-2. Potem azerskie drony przypuszczały atak na zlokalizowane systemy artyleryjskie i rakietowe. Po zniszczeniu ormiańskiego parasola, azerskie drony urządzały polowanie na sprzęt pancerny Ormian, pojazdy czy nawet pojedynczych żołnierzy. Następnie do akcji wkraczały azerskie siły lądowe, zajmując terytorium Arcachu.

Makowiec i Dura wskazywali, że Azerowie używali mieszanych zespołów dronów - rozpoznawczych, uderzeniowych i walki elektronicznej. Azerskie „oczy” wypatrywały celów, a drony uderzeniowe niszczyły je za pomocą rakiet lub bomb. W użyciu były również drony kamikaze - zawierające ładunki wybuchowe, uderzające choćby w ciężarówkę z żołnierzami. Ze wsparciem dronów Azerowie byli w stanie powstrzymywać kontrataki zmechanizowanych sił Ormian.

Bayraktar na wojnie w Ukrainie. Nowe pole walki

Zaznaczmy, w ciągu kilku miesięcy odnotowywano próby ataków za pomocą dronów na instalacje gazowe w Arabii Saudyjskiej, które podjęli rebelianci Huti z Jemenu. Wiadomo było, że wykorzystania bezzałogowców do zamachu chcieli islamscy fanatycy z ISIS. Znane są przypadki użycia dronów przez grupy kryminalne, np. do przemytu. Natomiast, w odróżnieniu od działań „nieregularnych” pojawia się pytanie o wizję współczesnego pola walki, w której drony odgrywać będą coraz poważniejszą rolę.

Maksymilian Dura wskazywał, podobnie jak Paweł Makowiec, że bez skutecznej obrony antydronowej po doświadczeniach Górskiego Karabachu, system obrony siły lądowe będą narażone na poważne straty. Zdaniem Maksymiliana Dury, zarówno ofensywne drony, jak i systemy obrony przeciw nim, powinny być ważnym elementem modernizacji polskich sił zbrojnych, obok zakupów nowych czołgów, samolotów czy okrętów. Według Dury, brak tego elementu w polskich siłach zbrojnych, nawet wzmocnionych amerykańskimi czołgami Abrams, może kosztować nas taką samą lekcję, jaką Armenia odebrała w Górskim Karabachu. Z drugiej strony zaznacza, że rodzimy przemysł ma możliwości produkcji systemów antydronowych oraz bezzałogowego sprzętu różnych rodzajów - od rozpoznawczych po drony kamikaze (zresztą w grudniu 2021 r. polski MON zawarł z PGZ kontrakt na dostawę stu sztuk maszyn obserwacyjnych Duch, a wcześniej kupił od Turcji uderzeniowe drony Bayraktar). Makowiec i Dura przyznają, że Rosja z armeńskiej klęski w Górskim Karabachu wyciągają wnioski. Obaj wskazują na wielkie możliwości produkcji bezzałogowych systemów bojowych w kraju naszego wschodniego sąsiada, największego potencjalnego przeciwnika państw NATO. Oczywiste wydaje się, że ogromne możliwości produkcji systemów obronnych tego typu mają Chiny. Dura przytacza informacje, że wkrótce rosyjska Marynarka Wojenna ma zostać wyposażona w drony kamikaze, które mogą stać się nie lada wyzwaniem dla polskich okrętów, w tym planowanych „Mieczników”. W drony mają być także wyposażone rosyjskie jednostki nawodne na Zalewie Wiślanym - służące do transportu małych, dywersyjnych oddziałów sił specjalnych.

Maksymilian Dura przytacza przykład drona Kargu 2, który jako pierwszy w historii bezzałogowiec, w marcu 2020 r. w Libii, wykonał skutecznie atak na ludzi samodzielnie, bez końcowej akceptacji operatora (ma możliwość samodzielnego identyfikowania celów). W Górskim Karabachu dron tego typu wleciał za jednym z ormiańskich żołnierzy do polowego schronu i eksplodował wewnątrz.

- Uzbrojone systemy bezzałogowe muszą być traktowane jako zagrożenie, z którym z całą pewnością zetkną się polscy żołnierze - pisał Maksymilian Dura.

Wojna w Internecie

Bezkarne działania swoich dronów w Górskim Karabachu Azerowie skrzętnie filmowali, a nagrania rozpowszechniali w internecie na masową skalę. - Azerom nie chodziło jedynie o udokumentowanie swoich zwycięstw, ale również o wzbudzenie strachu i zniechęcenia wśród armeńskich żołnierzy i… armeńskiego społeczeństwa - informował w Defence 24 Maksymilian Dura. - W Górskim Karabachu okazało się, że życie armeńskich żołnierzy zależało tak naprawdę jedynie od tego, czy operator drona był bezwzględny, czy też nie. Byli bowiem Azerowie, którzy mając do dyspozycji uzbrojenie przeciwpancerne, rzeczywiście niszczyli głównie sprzęt ustawiony na pozycjach i to bardzo często bez obsługi znajdującej się w ukryciu. Ale byli też tacy operatorzy dronów, którzy mając do wyboru kilka wojskowych pojazdów ciężarowych, wybierali grupę ludzi, która znajdowała się pomiędzy nimi. Byli też tacy, którzy specjalnie czekali, aż armeńscy żołnierze przez wiele kilometrów uciekali przed dronem i uderzali w momencie, gdy Armeńczycy znaleźli ukrycie i poczuli się bezpieczni. Nie pomagała też ewakuacja żołnierzy w szybkich pojazdach ciężarowych. Niektórzy operatorzy dronów nie atakowali tych pojazdów w momencie załadunku i ucieczki, ale bezkarnie czekali na moment, gdy na dole Armeńczycy uznali się za uratowanych i bezpiecznych. Dopiero wtedy wysyłano w ich kierunku amunicję krążącą, co w efekcie wywoływało u armeńskich żołnierzy poczucie beznadziejności i skłaniało ich do irracjonalnych zachowań. Generałom, którzy chcą, by ich żołnierze byli odważni i gotowi do poświęceń, trzeba też pokazać film, jak operator azerskiego drona najpierw niszczy schron, zasypując w nim ludzi, a następnie czeka spokojnie, aż ich koledzy odważnie i z poświęceniem zaczną ratować swoich towarzyszy. Jak się okazało, Azerowie bez skrupułów uderzyli po raz drugi w to samo miejsce dopiero wtedy, gdy armeńscy żołnierze dotarli do zasypanych kolegów, zabijając: i ratowanych, i ratujących. Przeżyli tylko ci, którzy wcześniej uciekli, pozostawiając swoich współtowarzyszy bez pomocy. I takie postawy armeńskich żołnierzy kształtowała właśnie bezkarność dronów.

Korzystałem z: Maksymilian Dura - Dlaczego konflikt w Górskim Karabachu powinien zmienić Wojsko Polskie? (Defence24.pl), Maksymilian Dura - Czy Rosja skrycie rozwija bojowe systemy bezzałogowe? (Defence24.pl), Paweł Makowiec - Nowa wizja bitwy lądowej. Rosyjskie wnioski z wojny w Górskim Karabachu (Defence24.pl).

Rozmowa z prof. Krzysztofem Kubiakiem, ekspertem obronności, wykładowcą Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Drony zmienią lub już zmieniły obraz współczesnego pola walki? Konflikt o Górski Karabach pokazał, że są skuteczne, niezawodne i znacznie tańsze od np. broni pancernej?
To jest nieco bardziej skomplikowana sprawa. Zgodzę się, że drony są środkiem walki perspektywicznym, elastycznym i stosunkowo tanim. Musimy jednak zwrócić uwagę, że owe najprostsze bezzałogowce to są nadal aparaty sterowane drogą radiową przez człowieka - operatora. Zatem pełna swoboda ich wykorzystania wymaga zapewnienia stabilności własnego przekazu w przestrzeni elektromagnetycznej. Mówiąc prosto, by nikt nam nie mógł łączności z naszym dronem zakłócić. Miało to miejsce w Donbasie, gdzie rosyjskie systemy walki radiowo-elektronicznej skutecznie zakłócały ukraińskie bezzałogowce taktyczne. Pamiętajmy, że są to aparaty o dość niskiej prędkości i doświadczony operator broni przeciwlotniczej będzie sobie w stanie z takim dronem dość łatwo poradzić. To też obserwacja z tamtego konfliktu. Rosjanie używali 23-milimetrowych armat przeciwlotniczych, jako środka zwalczania współczesnych samolotów absolutnie nieprzydatnych, za to przeżywających renesans właśnie przeciwko dronom. Zatem inwestowanie w jeden tylko środek walki, jakim są drony i amunicja krążąca, nie dostarczy nam cudownego panaceum na wszystkie bolączki systemu obronnego. Przy fascynacjach jednostkowymi rozwiązaniami często zapominamy, że budując obronność należy tworzyć kompleksowy system. Nie da się go protezować, np. wręczając każdemu obywatelowi karabin, bo to nie będzie wojsko, tylko gromada ludzi z karabinami. Zatem tzw. chmura dronów wymaga stabilności przestrzeni elektromagnetycznej i pewnej koncepcji ich wykorzystania.

Analitycy wskazują, że w Górskim Karabachu Azerowie zaskoczyli Ormian nowatorskimi sposobami wykorzystania narzędzi w postaci bezzałogowców…
Konflikt armeńsko-azerski miał charakter lokalny. Nie był starciem systemów obronnych o dużej lub średniej intensywności, w jakich uczestniczyć może Polska. Wyciąganie generalnych wniosków z lokalnych konfliktów w kontekście naszego kraju obarczone będzie pewnymi błędami. To są starcia sekwencyjne, one nie odbywają się w pełnym spektrum, w którym ścierają się jedynie „wycinki” zdolności, a nie w pełni rozwinięte organizmy wojskowe. Nie zmienia to faktu, że w konfliktach mniejszej skali są strony, które potrafią się posłużyć nawet na dalekim dystansie. Mam tu na myśli szyickich rebeliantów Huti, którzy w Jemenie skomplikowali działania interweniujących w tym kraju sił Arabii Saudyjskiej. Atakujący, który ma pełną swobodę miejsca i czasu ataku, pomijając oczywiście jego skuteczność i siłę destrukcyjną, ma możliwość dość swobodnego przenikania przez obronę przeciwlotniczą. Takie uderzenia, nawet jeśli nie są miażdżące, to dość ambarasujące, podważające wiarygodność obrony takiego systemu.

To czynnik terrorystyczny, psychologiczny…
Tak. Nie tyle element pełnoskalowej konfrontacji, co raczej walki o umysły czy też o zainteresowanie mediów.

Rozumiem, że drony zarówno w ofensywie, jak i defensywie powinny być częścią polskiego systemu obronnego…
Jak najbardziej, to oczywiste. Odstawać od trendów nie możemy, a nawet powinniśmy te trendy wyprzedzać tak, by mieć półtora oddechu przewagi nad przeciwnikiem. Natomiast bez absolutyzacji. To nie jest tak, jak można przeczytać na różnorakich forach, że 10 tysięcy dronów zapewni nam przewagę nad przeciwnikiem, a każdy „Iksiński” sterujący nim z balkonu będzie niezwykle skutecznym wojownikiem przyszłości.

Samodzielnie nie zastąpią czołgów, artylerii czy taktyki z użyciem wojsk zmechanizowanych.
Tak. Chyba że będziemy mieć do czynienia z inną sytuacją - zasadniczej zmiany w rozwoju sztucznej inteligencji, wyłączenia z procesu bezpośredniego kierowania aparatami bojowymi człowieka. Byłby to samouczący się, współdziałający trochę na zasadzie sieci neuronowej system bojowy. Sądzę jednak, że mimo tak gigantycznego postępu technologicznego, jaki obserwujemy w ostatnich latach, jest to nadal zagadnienie fantastyczne. Z drugiej strony przypomina mi się powieść „Niezwyciężony” Stanisława Lema, w której z prognostyczną wnikliwością opisał chmurę dronów, które łącząc się zyskiwały inteligencję. One występowały przeciwko potężnym maszynom dysponującym miotaczami antymaterii. Z drugiej strony, z poziomu obserwatora obecnego rozwoju technologicznego, mamy dość blade wyobrażenie na temat tego, jakie są rzeczywiste możliwości sztucznej inteligencji.

W najbliższej przyszłości, w określanej jako możliwa inwazji Rosji na Ukrainę, scenariusz starcia w Górskim Karabachu nie powtórzy się?
Na pewno nie jeden do jednego. Środki bezpilotowe na pewno znalazłyby w nim zastosowanie, ale wypełniają pewne luki w systemach obronnych walczących stron, mogą tworzyć nowe obszary. Na pewno nie zyskają rangi broni absolutnej, rozstrzygającej.

Krzysztof Kubiak jest historykiem wojskowości i politologiem. Prof. dr hab., komandor porucznik rezerwy. Autor książek, artykułów i monografii dotyczących konfliktów zbrojnych po II wojnie światowej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mikołajów i Odessa bramą do Morza Czarnego

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

b
biskup von Dron
Ale Polska jest dopiero na etapie psucia powietrza przez spasiony zad Kaczana. Na "drony" trza czekac 45 lat.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie