Bankrutujący armatorzy jednostek wędkarstwa rekreacyjnego z Pomorza przyjechali pod Urząd Morski w Gdyni. Mają ze sobą zdechłe dorsze

szad
Kilkudziesięciu armatorów jednostek trudniących się na Pomorzu wędkarstwem dorszowym pojawiło się w środę pod Urzędem Morskim w Gdyni. Konsekwentnie domagają się oni od rządu "godnych" rekompensat za nałożony na nich od stycznia zakaz połowów.

Armatorzy przywieźli ze sobą nietypowy ładunek, dwadzieścia ton zdechłych, cuchnących dorszy. Zagrozili, że wyrzucą ryby na ulicę przez Urzędem Morskim w Gdyni, jeśli dyrektor tej instytucji Wiesław Piotrzkowski, lub jego zastępca Maciej Jeleniewski nie wyjdą z nimi porozmawiać. Do wczesnego popołudnia do żadnych negocjacji jednak nie doszło. Podobnie zresztą, jak i do wyrzucenia ryb na ulicę, gdyż protest armatorów zabezpieczały znaczne siły policji. Funkcjonariusze zdecydowali się zresztą wylegitymować część osób, które pojawiły się pod Urzędem Morskim.

Zobacz także: Armatorzy wędkarstwa dorszowego z całego Pomorza przypłynęli do Gdyni i grożą blokadą portu. Domagają się rekompensat za wprowadzony zakaz połowów

Armatorzy zapowiedzieli natomiast, że będą koczować dziś pod budynkiem tak długo, aż Wiesław Piotrzkowski nie wyjdzie z nimi porozmawiać. Być może nawet do godz. 15, kiedy to urzędnicy administracji morskiej kończą pracę.

- Od dziesięciu dni prosimy o rozmowy, ale nikt ich nie chce z nami podjąć - mówił Wojciech Sikorski ze Sztabu Kryzysowego Rybołówstwa Rekreacyjnego. - Dlatego przywieźliśmy tu dziś "prezenty", dwadzieścia ton odpadów rybnych. Kolejny taki transport zawieziemy do Warszawy. Minister najwidoczniej chce, abyśmy się tym żywili. My już nie mamy nawet na chleb.

Przypomnijmy, że armatorzy grozili już kilka dni temu zablokowaniem portu w Gdyni. Mimo że przypłynęli swoimi jednostkami w jego okolice, taka akcja protestacyjna nie doszła do skutku.

- Wysłano na nas wojsko i Straż Graniczną - mówią. - Usłyszeliśmy, że jeśli dojdzie do blokady, nasze jednostki będą taranowane i zabawa się zakończy. Tak właśnie wygląda demokracja. Akcja pacyfikowania nas kosztowała już pięć milionów złotych.

Armatorzy w obliczu niemożności dalszego prowadzenia połowów domagają się rekompensat dla siebie i zatrudnionych załóg oraz możliwości odpłatnego zezłomowania swoich jednostek. Na razie jednak nie uzyskali satysfakcjonującej ich odpowiedzi od przedstawicieli rządu i administracji morskiej. Jak informują, propozycja strony rządowej sprowadza się obecnie do wypłaty zaledwie dziesięciu procent wartości jednostek, które ewentualnie miałyby ulec zezłomowaniu. Armatorzy oczekują, że zamiast 20 mln zł przeznaczona zostanie na ten cel kwota sześć razy wyższa. Ich zdaniem zaspokoiłoby to potrzeby właścicieli ponad stu jednostek z całego Wybrzeża.

Bankrutujący armatorzy jednostek wędkarstwa rekreacyjnego z ...

Zasiłki dla bezrobotnych będą wyższe.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie