Awantura o pomnik Inki. Projekt nie spodobał się urzędnikom

Ewelina Oleksy
archiwym
Pomnik Danuty Siedzikówny, ps. Inka, sanitariuszki AK, która w 1946 r. padła ofiarą zbrodni sądowej, a dziś jest uznawana za symbol terroru komunistycznego. Z pomysłem jej uczczenia wystąpili na początku br. salezjanie z parafii św. Jerzego w Oruni. Początkowo planowano ustawienie pamiątkowego kamienia, ale kiedy w przedsięwzięcie włączył się metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź, w ekspresowym tempie powstał projekt rzeźby autorstwa Andrzeja Renesa.

Uroczystości odsłonięcia i poświęcenia pomnika połączone z mszą św. odprawioną przez abp. Głódzia zaplanowano na 30 sierpnia. Tyle tylko że pojawiły się problemy natury proceduralnej i... estetycznej. Zgodę na postawienie pomnika muszą bowiem dać miejscy radni. Uchwała w tej sprawie trafi na sesję 27 sierpnia, czyli zaledwie 3 dni przed zapowiedzianą już uroczystością. Co więcej, w dokumencie jest mowa, że Rada Miasta Gdańska wyraża zgodę tylko na tymczasowe (!) ustawienie figury "Inki" według załączonego projektu rekomenduje przeprowadzenie konkursu, który wyłoni ostateczny kształt pomnika. Samorządowcy twierdzą, że w tej sprawie zostali przyparci do muru, bo wizualizację pomnika dostali dopiero pod koniec lipca [to miesiąc, w którym nie ma sesji - dop. red.].

Wiceprezydent Piotr Grzelak sugerował więc inicjatorom przedsięwzięcia, by 30 sierpnia zamiast odsłaniać pomnik - wmurowali kamień węgielny. Ta propozycja nie przeszła, a na początku tego tygodnia do Rady Miasta trafił projekt uchwały ws. wzniesienia pomnika. Zgodnie z dołączoną do uchwały wizualizacją wykonane z mosiądzu i aluminium dzieło miałoby mieć 2,6 metra wysokości i przedstawiać "Inkę" w powłóczystej szacie, przywołującej na myśl skojarzenia z... Matką Boską.

- Komisja ds. pomników zapoznała się z projektem i oceniła, że rzeźba nie jest, mówiąc delikatnie, najlepsza i że "Inka" zasługuje na lepszy pomnik, który, miejmy nadzieję, powstanie w przyszłości, najlepiej w wyniku przeprowadzonego konkursu - informuje Michał Piotrowski z biura prasowego gdańskiego magistratu. - Mając jednak świadomość, że wnioskodawcy zaplanowali już termin odsłonięcia pomnika i rozesłali na tę uroczystość zaproszenia, komisja rekomenduje Radzie Miasta zgodę na tymczasowe ustawienie istniejącej już rzeźby.

Antoni Pawlak, rzecznik prezydenta Pawła Adamowicza, dodaje z kolei, że ten projekt jest "przykładem złego smaku".
- Podkreślam - chodzi o smak, a więc o względy estetyczne, a nie o poglądy, idee i inne wartości - mówi Antoni Pawlak.
Pomnik kosztował kilkadziesiąt tysięcy złotych i został sfinansowany ze środków zebranych przez społeczników. Miasto natomiast będzie musiało wydać ok. 100 tysięcy złotych na zagospodarowanie jego otoczenia.

W poniedziałek w Urzędzie Miejskim odbędzie się spotkanie, podczas którego mają zostać wyjaśnione wszelkie wątpliwości dotyczące pomnika. Jak informuje Aleksandra Dulkiewicz, szefowa Klubu PO, Komisja Kultury, na bazie ostatnich doświadczeń, przygotowuje już projekt uchwały, która szczegółowo ureguluje m.in. kwestie wznoszenia pomników w Gdańsku. - To przejaw wspólnej troski o dobro przestrzeni publicznej. Na pewno inicjatywa wzniesienia pomnika "Inki" jest słuszna, ale szkoda, że zaangażowane w to instytucje publiczne oraz byli radni nie znają zasad i stawiają nas przed faktem dokonanym. To średnio eleganckie - komentuje Dulkiewicz.

Więcej o sprawie piszemy w sobotnim (22 sierpnia) papierowym wydaniu Dziennika Bałtyckiego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie