Artyści w czasie zarazy. Sylwia Góra - Weber: Nie gram. Siedzę w domu. Sprzątam. Myślę, jak uratować teatr

Rozmawiała: Gabriela Pewińska
Jak uratować przed konsekwencjami pandemii sopocki Teatr BOTO? archiwum PP
Teraz musimy zacząć żyć - mówi aktorka Sylwia Góra - Weber, pierwsza bohaterka cyklu rozmów „Artyści w czasie zarazy”. Moje zmartwienie to jak uratować przed konsekwencjami pandemii sopocki Teatr BOTO.

- Rozmowy przy świątecznym stole przebiegały pod hasłem: Co z nami będzie?
- Już nie. Pomału wychodzimy z szoku. Izolowaliśmy się od świata, także emocjonalnie, teraz musimy zacząć żyć. Tylko co to znaczy ?

Czytaj także

- Niedawno miałaś premierę na Scenie Kameralnej w Sopocie. Raczej nieprędko na nią wrócisz.
- Kiedy urodziłam syna i miałam dwuletnią przerwę w zawodzie, bałam się, że przez ten czas zapomnę jak to jest być aktorką. Potem okazało się, że tego się nie zapomina. Jako etatowa aktorka Teatru Wybrzeże jestem o tyle w komfortowej sytuacji, że nie muszę martwić się o chleb. Moje zmartwienie to, jak uratować przed konsekwencjami koronawirusa sopocki Teatr BOTO. Jestem współzałożycielką fundacji, która prowadzi ten teatr. Jeszcze przed pandemią - z trójki założycieli zostało nas dwoje, czyli ja i reżyser Adam Nalepa. Do tej pory zajmowałam się w BOTO działalnością artystyczną. Nagle musiałam przejąć obowiązki związane z utrzymaniem sceny. Nieoczekiwanie szybko się w tym odnalazłam, a gdy pomyślałam, że sytuacja jest opanowana pojawił się koronawirus. I dopiero zrobiło się ciężko. Ale staram się gasić „pożary” na bieżąco . Co nie jest proste, bo jesteśmy niejako w tej sytuacji poszkodowani podwójnie.

Artyści w czasie zarazy. Sylwia Góra - Weber: Nie gram. Sied...

- W jakim sensie?
- Teatr BOTO to scena i bar. Gastronomia finansowała funkcjonowanie teatru. Jak wiadomo, bar, podobnie jak scena funkcjonować teraz nie może. Tymczasem utrzymanie BOTO to kilkanaście tysięcy złotych stałych opłat. Zdobycie teraz takich pieniędzy to spory kłopot. Próbujemy się ratować, zorganizowaliśmy zbiórkę na Polakpotrafi.pl. Sprzedajemy vouchery na wydarzenia, które odbędą się jak wszystko wróci do normy. Jest odzew, ale zdajemy sobie sprawę, że to pożyczka, którą zaciągamy od widzów.

Rozmowa z Sylwią Górą-Weber: grała na scenie w czerwonej suk...

- Korzystacie z pomocy ministerstwa?
- Czekamy na odpowiednie ustawy. Jedno jest pewne, nie zamierzamy zwalniać nikogo z naszych współpracowników. To o tyle trudne, że nie mamy żadnych wpływów, a jak nie ma wpływów, to nie ma się czym podzielić. Jesteśmy młodym teatrem, nie zdążyliśmy jeszcze zarobić tyle, by odłożyć na czarną godzinę. Ale zrobimy wszystko, by tych ludzi utrzymać. Szukamy pomocy u przyjaciół, którzy - jak już zdążyliśmy się przekonać - nie pozostają wobec nas obojętni. Oferta rządu to kropla w morzu potrzeb. Nawet nie wiadomo, czy prawnie, jako fundacji, pomoc, którą proponują nam przysługuje. Jako fundacja nie możemy też zaciągnąć kredytu, a zastrzyk gotówki przydałby się. Na szczęście, prezydent Sopotu szybko zareagował na nasze problemy i umorzył czynsz, jak wielu innym instytucjom.

- Artyści przestawili się teraz na działanie online.
- Patrzymy na to z dystansem. Jest tych propozycji multum. Nie wszystkie nagrania mają wysoki poziom artystyczny, większość to realizacja jedynie dokumentacyjna, techniczna. Poza tym siłą naszego teatru, teatru w ogóle jest spotkanie człowieka z człowiekiem. Trudno mi zatem godzić się na formułę, która tak do końca nie jest spotkaniem. Z drugiej strony, zdajemy sobie sprawę, że może niebawem nie będzie innego wyjścia. Rozmawiamy o tym, co moglibyśmy pokazać. Mamy kilka, profesjonalnie zrealizowanych nagrań naszych produkcji, którymi moglibyśmy przypomnieć się widowni. Na razie omawiamy pomysły. Badamy grunt. Zwrócili się do nas także organizatorzy festiwalu Beetween. Pomiędzy. Impreza została przeniesiona na październik, ale chcieliby zacząć już niebawem, właśnie w sieci. Być może będziemy współpracować. Jednak nie wszystko można przenieść do internetu. Nasz festiwal teatralny Sopot Non - Fiction raczej trudno realizować online. A może po prostu nasze głowy nie są jeszcze na tyle otwarte?

- Tęsknisz do sceny?
- Bardzo. Czuję się zmęczona robotą papierkową, przytłacza mnie przyziemna strona życia, która teraz wypełnia mi czas niemal w stu procentach. Chciałabym tworzyć, wrócić do teatru. Zamiast teatru jest lęk, niepewność, jak długo to potrwa? Czy w ogóle przetrwamy.Gdy mi się uda na chwilę oderwać od problemów związanych z walką o byt teatru, odżywam.

- I jak bohater pewnego monodramu zakradasz się w nocy na scenę i mówisz monologi do pustej widowni?
- (śmiech) W sumie nawet nie musiałabym się zakradać, mam klucz. Ale grać do pustej widowni? Nie gram, siedzę w domu i sprzątam, to, wbrew pozorom, odgania lęki, porządkuje myśli, sprowadza do pionu. Jak medytacja. Mam wrażenie, że gdy już to wszystko kiedyś się skończy, docenimy to, że możemy się spotkać, rozmawiać, być blisko. Ziemia już zaczęła oddychać, bo ludzkość pochowała się po kątach. Może i my kiedyś odetchniemy.

Parki kieszonkowe. Nowość w mieście

Wideo

Materiał oryginalny: Artyści w czasie zarazy. Sylwia Góra - Weber: Nie gram. Siedzę w domu. Sprzątam. Myślę, jak uratować teatr - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie