Artykuł 212 - bat na niewygodnych dziennikarzy? [ROZMOWA]

Kamil Kusier
Kamil Kusier
Udostępnij:
Czy za artykuł prasowy, e-mail, cytowanie publicznych źródeł czy wpis w mediach społecznościowych powinna grozić kara więzienia oraz wpis do rejestru karnego? O absurdzie artykule 212 Kodeksu karnego i procesach sądowych z nim związanych, rozmawiamy z Jolantą Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy oraz wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Od lat trwają starania, aby artykuł 212 usunąć z Kodeksu karnego lub zmienić jego kwalifikację. Powraca dyskusja o karze, która grozi za przestępstwo popełnione z tego artykułu. Dlaczego do tej pory w Polsce za zniesławienie grozi kara pozbawienia wolności?

Artykuł 212 Kodeksu karnego to przede wszystkim relikt ustroju komunistycznego. Przepis ten oznacza tak naprawdę po prostu groźbę kary więzienia za napisanie opinii, za napisanie artykułu prasowego, za zniesławienie kogoś w artykule prasowym. Każdy, kto uzna, że poczuł się zniesławiony, oddać może sprawę do sądu, a sąd ma to potwierdzić lub temu zaprzeczyć. Ten właśnie czynnik, kara więzienia za publikację w mediach, nazywana jest w żargonie prawniczym penalizacją zniesławienia i jest absolutnie uderzeniem w zasadę wolności słowa. Kara jest tak duża, niewspółmierna do czynu, że działa paraliżująco na tych, których dotyczy, czyli na dziennikarzy.

Krótko mówiąc, każdy dziennikarz wie, że może mu grozić więzienie, jeżeli opublikuje coś, co się komuś nie spodoba i wtedy zdany będzie na łaskę lub niełaskę sądu. Dlaczego ta kara jest tak dotkliwa? Człowiek skazany z artykułu 212 Kodeksu karnego jest wpisany do rejestru karnego, przez co np. nie może wziąć kredytu, nie może ubiegać się o pełnienie funkcji w instytucjach publicznych, bo jest osobą skazaną w procesie karnym. To jest naprawdę realna groźba i dlatego ten przepis jest wyjątkowo anachroniczny w polskim systemie prawnym. Na terenie Unii Europejskiej w państwach członkowskich tego przepisu praktycznie nie ma, a instytucje europejskie również wielokrotnie wskazują właśnie funkcjonowanie tego artykułu jako czynnika, który zagraża wolności słowa w Polsce.

W jednym z apeli do ministra sprawiedliwości i do prezydenta podnoszono kwestię, że ten artykuł jest swego rodzajem narzędziem do tłumienia krytyki. Ma to swoje odzwierciedlenie w statystykach za lata 1999 - 2022. W tych latach stwierdzono niemal 10 tysięcy przestępstw popełnionych z tego artykułu...

Nie zliczę apeli i różnego rodzaju oświadczeń, jakie środowisko dziennikarskie podejmowało z prośbą o likwidację artykułu 212 Kodeksu karnego. Było ich na przestrzeni ostatnich lat mnóstwo. Na właściwie każdej konferencji, na której występują dziennikarze, pojawiają się apele o usunięcie tego artykułu z Kodeksu karnego i co ciekawe, jednakowo formułują je dziennikarze wszystkich opcji i medialnych nurtów od prawa do lewa. Powtarzamy te apele zawsze przy okazji wyroków, które zapadają z tego artykułu.

Czy to tłumienie krytyki? Oczywiście, że tak, bo już sama groźba tego, że można być skazanym na karę więzienia, że można być skazanym w procesie karnym na wysoką grzywnę powoduje, że po prostu już w takiej sytuacji i dziennikarz i redakcja głęboko zastanowi się, czy poruszać dany temat, czy coś publikować, gdy temat jest kontrowersyjny i realne jest zagrożenie reakcji na publikację w postaci tak groźnego i kosztownego przecież procesu .

Trzeba przy tym podkreślić, co jest niezwykle ważne, że procesy z artykułu 212 Kodeksu karnego najczęściej toczą się w trybie niejawnym. Strony postępowania, jak np. ostatnio marszałek Tomasz Grodzki, który pozwał do sądu dziennikarzy opisujących domniemaną korupcję w przeszłości w kierowanym przez niego szpitalu, nie zgadzają się na odtajnienie procesu, więc nie ma nawet jak ich relacjonować, by po prostu bronić stanowiska dziennikarzy. Już chociażby ten niejawny tryb, w jakim prowadzone są te procesy, pokazuje że są one po prostu tłumieniem krytyki.

Z drugiej strony należy też zrozumieć tych, którzy w niektórych sytuacjach bronią tego przepisu, ponieważ media w Polsce już dawno przestały być neutralne, a stały się bardzo mocno zaangażowane w walkę polityczną. Polaryzacja prasy jest po prostu zjawiskiem widocznym gołym okiem, stała się powszechna, co powoduje, że politycy uważają, że nie mają już jak bronić się przed mediami i dlatego ten artykuł jest niezbędny. Zwolennicy utrzymania tego artykułu w Kodeksie karnym mówią, że wystarczy, aby media przestały kłamać i nie będzie problemu z artykułem 212.

Jako przykład można wskazać np. publikacje „Gazety Wyborczej”, w której odnajdujemy potwierdzenie tych słów. Zmasowana nagonka prowadzona na daną osobę przez kilka tygodni przynosiła często pożądany przez nią skutek, czyli dymisję, a nawet wręcz śmierć cywilną danego człowieka. To, że po latach odzyskuje taka osoba dobre imię właśnie wytaczając Gazecie proces, nie zmienia faktu, że jest jej trudno wrócić po takim długim okresie przerwy do działalności publicznej. Spotkało to m.in. ministra Romualda Szeremietiewa. To standardowy przykład niszczenia człowieka przez media i dlatego należy zrozumieć drugą stronę.

W mojej ocenie, biorąc to wszystko pod uwagę, artykuł 212 przynosi jednak więcej szkody niż pożytku. Warto się zastanowić, jak długo jednak jeszcze ten sposób dyscyplinowania mediów powinien w ogóle mieć miejsce w systemie prawnym i systemie prasowym.

Artykuł 212 Kodeksu karnego często jest używany jako środek presji na tych, którzy na wolności słowa opierają swoją pracę. Sam artykuł często nazywany jest wprost narzędziem do zwalczania nie tylko mediów, ale też osób publicznych. Jaki kierunek zmian byłby właściwy?

Jeżeli musi być ten artykuł, to należy niezwłocznie zmienić jego kwalifikację. W mojej ocenie jest rzeczą skandaliczną pozostawienie w Kodeksie karnym groźby pozbawienia wolności za przestępstwo popełnione z powodu zniesławienia. Co prawda w ostatnich latach dziennikarze nie trafili do więzienia z powodu tego artykułu, w ostatnim możliwym momencie skazanych zawsze ułaskawiał urzędujący Prezydent RP, natomiast groźba tej kary jest, niestety, realna.

W CMWP SDP zajmujemy się obecnie przypadkiem dziennikarza z Sosnowca, któremu realnie od roku grozi więzienie. Jak to się stało? Został skazany w trybie artykułu 212 za zniesławienie urzędników samorządowych, konkretnie kierownictwa Domu Kultury w Sosnowcu. Został skazany nie za artykuł, nie za publikację, czy za oficjalną wypowiedź, ale za wysłanie kilkudziesięciu e-maili do ludzi związanych z władzą samorządową, w których wskazał nieprawidłowości w Domu Kultury, do jakich tam dochodziło. I oni poczuli się tym faktem tak bardzo zniesławieni, że pozwali go za to do sądu, a sąd go skazał.

Za to sąd wymierzył mu karę grzywny w wysokości około 3 tysięcy złotych. Dziennikarz nie miał pieniędzy, by to zapłacić, nawet gdyby chciał to zrobić, bo jest generalnie człowiekiem bardzo ubogim, komornik nie mógł ściągnąć grzywny z konta, sąd więc wydał wyrok nakazowy właśnie w procesie karnym, co oznacza, że 3 tysiące złotych zostało zamienione na 30-40 stawek dziennych, co skutkuje teraz koniecznością odsiedzenia przez niego tej grzywny w zakładzie karnym.

Powtórzę, ten dziennikarz nie wyrażał swojej opinii w mediach, a jedynie w e-mailach. Za to sąd ostatecznie skazał człowieka na karę pozbawienia wolności. Cały czas go bronimy, obecnie udało się udowodnić przed sądem, że ze względu na stan zdrowia ten dziennikarz nie może przebywać w więzieniu, to jednak kolejna sprawa odbędzie się już w tym roku i nadal grozi mu kara więzienia.

Coraz częściej dochodzi również do sytuacji, że prominentne osoby, jak wspomniany marszałek Tomasz Grodzki, adwokat Roman Giertych, Fundacja „Otwarty Dialog”, a nawet zagraniczny koncern medialny Ringier Axel Springer pozywają dziennikarzy o odszkodowanie rzędu 100 tysięcy złotych. To gigantyczne kwoty dla każdego. W momencie usłyszenia takiego wyroku, staje się wręcz przed wizją bankructwa. Jak się tego nie bać? W mojej ocenie, jeżeli nie ograniczymy, tzn. nie zlikwidujemy kary więzienia, nie ograniczymy wysokości grzywny i nie odtajnimy tych procesów, dziennikarze będą bali się dochodzić prawdy w swoich publikacjach, co wpłynie negatywnie na wolność słowa i samo dziennikarstwo.

Problemem chyba jest też sama interpretacja zniesławienia. W krótkiej słownikowej definicji, to zepsucie komuś opinii, powiedzenie czegoś złego lub nieprawdziwej rzeczy o kimś. Przeglądając wyroki ogłaszane z tego artykułu można odnieść wrażenie, że przydałaby się ujednolicona definicja zniesławienia, która teraz jest interpretowana dość szeroko.

Dotyka pan sedna sprawy, powiedziałabym. Zniesławienie nie jest pojęciem ostrym, nie jest pojęciem wyrazistym, nie jest pojęciem zerojedynkowym. To nie jest twierdzenie Pitagorasa, którego schemat wszyscy znamy. Są sytuacje, w których pozew polega tylko na interpretacji. A przecież w momencie, gdy ktoś kogoś krytykuje, to musi w tekście zawrzeć negatywne informacje na jego temat, bo po prostu ocenia się negatywnie czyjeś złe zachowanie, jego postawę, albo czyny.

Bohater tekstu czuje się zniesławiony, ale nie da się przecież kogoś skrytykować eufemizmami. Staje się to wówczas niewykonalne. W tej sytuacji niewykonalna jest tym samym realizacja funkcji kontrolnej, jaką pełnią media. Jak więc krytykować coś, w sytuacji, w której za każde słowo możemy być pozwani za zniesławienie?

Nie dotyczy to zresztą tylko osób prywatnych i publicznych. W tej chwili sądy prowadzą również rozprawy przeciwko dziennikarzom, gdzie powodem jest… gmina. Rędziny, jedna z gmin obok Częstochowy, pozwała dziennikarza, gdyż poczuła się zniesławiona tekstem o tym, że kwoty, jakie pobiera od mieszkańców za wywóz śmieci, są w ich ocenie za wysokie. To kuriozum.

Dziennikarz został już za to skazany przez sąd I instancji. Jak on ma o tym pisać, że część mieszkańców uważa, że płaci za dużo i im się to nie podoba? Dlaczego ma nie mieć prawa tego napisać? Nie da się tak po prostu zdefiniować zniesławienia, żeby zadowolić wszystkie strony. Należy postawić jakąś granicę, żeby sądy nie nadużywały swojej władzy w stosunku do prasy, do wolnych mediów, do dziennikarzy.

Ostatnio zapadło kilka wyroków, w których dziennikarze usłyszeli nieprawomocne wyroki za to, że cytowali w swoich tekstach publiczne źródła, chociażby z Instytutu Pamięci Narodowej. Nie formułowali swojej oceny w tekście, a powoływali się na oficjalne dokumenty. Mimo to wyroki skazujące zapadły. Jak to rozumieć?

Lustracja jest tym zagadnieniem, które jest wyjątkowo dobrym przykładem nieskuteczności działania artykułu 212 Kodeksu karnego. Sądy w tej chwili przerzucają na dziennikarzy odpowiedzialność za weryfikowanie informacji dotyczących tego, czy ktoś był czy nie był tajnym współpracownikiem. Dziennikarz nie jest organem śledczym, nie ma narzędzi takich jak prokuratura czy instytuty, takie jak np. IPN, aby to zweryfikować. Dziennikarz publikuje informacje na podstawie źródeł, do których dociera. Na podstawie publicznych źródeł. Jeżeli to robi, to nie wolno karać dziennikarza za to, że w swoim tekście oparł się na publikacji naukowej czy rozmowie z daną osobą.

Dobrym przykładem tutaj jest sprawa redaktora Krzysztofa Marii Załuskiego, który procesował się z osobą, którą IPN wskazał jako tajnego współpracownika, a za co dziennikarz został skazany, gdyż oparł swoje twierdzenia w artykule na publikacji IPN-u. Co ciekawe, osoba, która jest tutaj powodem, nigdy nie pozwała IPN-u za to, co na jej temat znalazło się w dokumentach IPN. Nigdy nie wezwała Instytutu Pamięci Narodowej do tego, aby zweryfikować to, co zostało na temat tej osoby napisane.

To jest kuriozalne, że sąd w ogóle bierze to pod uwagę. W jaki sposób dziennikarz miałby postąpić inaczej? Jak miałby nie publikować tych informacji? Przejść do porządku dziennego? Zostawić to? To generalnie jest wyjątkowo szkodliwe działanie, w momencie, kiedy dziennikarz jest zobowiązany tylko i wyłącznie do dochowania należytej staranności przy zbieraniu materiałów, a jeśli opiera swój materiał na kilku źródłach, to przecież tej staranności dochował. Dlaczego więc ma zostać skazany za to z artykułu 212? To otwiera sądowi furtkę i pozwala skazać dziennikarza po prostu na wysoką karę grzywny, bo przecież kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych to jest dla każdego z nas, dla każdego dziennikarza dotkliwa kara. Z wolnością słowa nie ma takie działanie nic wspólnego.

Czy w takim razie wyjściem z tego impasu nie mogłoby być dochodzenie swoich praw nie z artykułu 212 Kodeksu karnego, a z artykułów 23 i 24 Kodeksu cywilnego, czyli ochrony dóbr osobistych? Można się chyba zgodzić, że już Kodeks cywilny w pewnym sensie wyczerpuje formułę dochodzenia swoich praw?

Jak najbardziej. Nie zmienia to jednak faktu, że artykuł 212 powinien zostać usunięty z Kodeksu karnego i myślę, że część problemów byśmy od razu rozwiązali. Kodeks cywilny powinien wystarczyć do ochrony dóbr osobistych. Gdyby sądy nie nadużywały artykułu 212, to pewnie nie byłoby problemu. W ostatnich 5-6 latach drastycznie wzrosła liczba spraw, które procedowane są właśnie z artykułu 212 Kodeksu karnego, o czym zresztą pan redaktor już wspomniał.

To wyjątkowo niepokojąca praktyka, bardzo często w Centrum Monitoringu Prasy w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, którym kieruję, obserwujemy wyjątkowo dużo spraw ukierunkowanych przeciwko dziennikarzom mediów konserwatywnych, dziennikarzy, którzy uważani są za tzw. prorządowych. Zupełnie w dziwny sposób jest tych spraw naprawdę wiele.

Z drugiej strony jest też sporo pozwów wobec mediów tzw. opozycyjnych, jak np. „Gazeta Wyborcza” i przeciwko publikacjom w niej zawartych. Skala manipulacji w tych artykułach jest nieraz naprawdę ogromna, co widać, co może zauważyć każdy czytelnik, który śledzi daną sprawę. Nie można się więc dziwić, że tych pozwów jest tak dużo.

Summa sumarum cierpi na tym wolność słowa, bo te przepychanki między trzecią a czwartą władzą, czyli między sądownictwem a mediami, są po prostu na taką skalę, że przeciętny odbiorca przestaje się tym interesować, ma serdecznie dość tego typu konfliktów, odwraca się po prostu od problemów, które były sygnowane takim konfliktem, co jest niedobre dla debaty publicznej, bo jeżeli zniechęcimy opinię publiczną do interesowania się tym np. czym była i jest lustracja, dlaczego potrzeba jest wiedzieć, kto był tajnym agentem służb specjalnych w czasach komunistycznych, to po prostu działamy na szkodę nas wszystkich, bo pozwalamy działać w domenie publicznej osobom, które już z niej powinny dawno zniknąć.

Wyroki z art. 212 są często skarżone do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który również podnosi zasadność tego artykułu w kontekście wyroków ogłaszanych przez polskie sądu. Działanie europejskich organów nie jest jednak - podobnie jak sam termin zniesławienia - jednolite.

Tak, natomiast należy zwrócić uwagę na jeden aspekt. W swoich orzeczeniach Trybunał, tak jak w orzeczeniach różnych organizacji unijnych, opiera się na swojej interpretacji rzeczywistości. Tam, gdzie jest to wygodne i zgodne z agendą Unii Europejskiej, to wyroki zapadają szybko i są korzystne dla tych, którzy popierają ten tryb myślenia. Natomiast tam, gdzie jest to niewygodne, przemilcza się tę sprawę i nie zajmuje się nią. Funkcjonowanie artykułu 212 jest, że tak powiem, batem do bicia niewygodnych dziennikarzy. Jest również wykorzystywane do tego przez Unię Europejską, aby mówić, że w Polsce nie ma wolności słowa, że każe się ludzi więzieniem za artykuły prasowe, że tłumi się wolność słowa. Oczywiście tylko w sprawach, które są zgodne z linią Unii Europejskiej. W Polsce oczywiście jest wolność słowa. Mamy możliwość korzystania ze wszystkich tych zasad, jednak utrzymywanie artykułu 212 w mocy i karanie dziennikarzy, na dłuższej perspektywie doprowadzi do sytuacji, w której pewne poglądy z przestrzeni publicznej znikną, bo nie będzie dla nich miejsca i nie będą się ukazywać ze względu na to, że będzie za to groziła tak wysoka kara. Priorytetem działań wymiaru sprawiedliwości powinno być usunięcie artykułu 212 z Kodeksu karnego i pozostawienie walki i obrony dóbr osobistych w oparciu o Kodeks cywilny, który w mojej ocenie wyczerpuje formułę skutecznego dochodzenia swoich praw z tytułu obrony dóbr osobistych.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jakie znaczenie ma wejście Finlandii i Szwecji do NATO

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie