Artur Jabłoński: Odnalazłem w sobie Kaszubę

Marek Adamkowicz
Mam poczucie, że w dzieciństwie mogłem obserwować świat, którego w dużej mierze już nie ma - mówi Artur Jabłoński, działacz i pisarz kaszubski. - Próbuję więc opisać go tak, jak zapamiętałem

Zazwyczaj rozmawiamy o polityce albo sprawach społecznych. Tym razem jednak chciałbym pogadać o literaturze. Bo oprócz tego, że jesteś działaczem kaszubskim i dziennikarzem, to także uprawiasz prozę i poezję. I to obcojęzyczną, co podkreślasz nawet pisownią własnego nazwiska: Jablonsczi.

Jestem z rocznika 1970. A lata 70. były czasem, kiedy w większości rodzin kaszubskich przerwany został pokoleniowy przekaz języka. To, że komunistom udało się doprowadzić do sytuacji, w której rodzice przestali mówić do dzieci po kaszubsku, uważam za największą krzywdę, jaką wyrządzono naszej kulturze. Ze mną było podobnie. Nie mówiono do mnie po kaszubsku, bo chciano mnie chronić przed karami cielesnymi i traumą, jaką dla dzieci wychowywanych po kaszubsku, była w tamtym czasie polska szkoła. Niemniej to właśnie ten język rozbrzmiewał na co dzień w naszym rodzinnym, wielopokoleniowym domu w Ostrowie. W ten sposób, trochę bezwiednie, nasiąkłem kaszubszczyzną i kulturą kaszubską. Tkwiły we mnie tak mocno, że kiedy w 1989 roku na studiach w Gdańsku wszedłem w środowisko „Tatczëznë”, kaszubskojęzycznego pisma studenckiego, zacząłem mówić, czytać i pisać po kaszubsku bez większych problemów. W tym środowisku zrozumiałem też, że być Kaszubą, jedną z kilkuset tysięcy osób reprezentujących naród, od VI wieku naszej ery obecny na południowym brzegu Wielkiego Morza - Bałtyku, jest wielkim przywilejem, ale jednocześnie też obowiązkiem. Zacząłem więc popularyzować wiedzę o nas Kaszubach jako dziennikarz, używając w tej pracy także języka polskiego. Chcąc zrobić coś więcej dla własnej kultury, postanowiłem, że spróbuję swoich sił w prozie i poezji w języku kaszubskim, który przecież jest moim językiem ojczystym. Jeśli ma się on rozwijać, to jednym ze sposobów jest właśnie literatura tworzona po kaszubsku.

Pamiętam Twoje pierwsze, obiecujące utwory, po których zrobiłeś sobie długą przerwę.

Moje pierwsze, bardzo krótkie zresztą, opowiadanie powstało w 1992 r. Zatytułowałem je „Lëdze” („Ludzie”) i zadedykowałem Janowi Drzeżdżonowi, przy którego trumnie trzymaliśmy z kolegami z „Tatczëznë” straż w sierpniu tegoż roku. Obserwowałem wówczas ludzi, którzy przybyli na pogrzeb tej wyjątkowej dla kultury kaszubskiej osoby i w odruchu chwili postanowiłem napisać o tym, co widziałem i przeżywałem tamtego letniego dnia. Potem były kolejne opowiadania i wiersze. Na przykład o rybakach, którzy wczesnym rankiem wypływali na połów z Karwi albo o podróży na wyspę Rugię i do Arkony, które są jednym z mitów fundacyjnych Kaszubów. Dlaczego przerwałem pisanie? Bo postanowiłem służyć swojej społeczności w samorządzie. Zostałem radnym powiatowym i starostą w Pucku. Jak się czemuś oddaję, to do końca, bezkompromisowo, więc siłą rzeczy nie było już czasu na pisanie. Byłem też prezesem ZKP, a potem współtworzyłem telewizję CSBTV z Andrzejem Lisakowskim i Wojciechem Etmańskim. Kiedy ten ostatni projekt się zakończył, postanowiłem wrócić do pisania. Przez te wszystkie lata nazbierało się w mojej głowie tyle przeżyć, emocji, refleksji, że chciałem to wszystko z siebie w jakiejś formie wyrzucić.

W tzw. trylogii nordowej, w skład której wchodzą powieści „Namerkôny” („Naznaczony”), „Smùgã” („Z oddali”), i „Fényks” („Feniks”) opisujesz świat kaszubski na różne sposoby. Pokazujesz tradycję, ale i współczesność.

Tradycja jest dla mnie bardzo ważna. Mam poczucie, że w dzieciństwie mogłem obserwować świat, którego w dużej mierze już nie ma. Jastrë, czyli Wielkanoc, Gwiôzdka - Boże Narodzenie, Sobótka, czyli przesilenie letnie, były wtedy na Kaszubach czymś zupełnie innym niż w Polsce. Z dzieciństwa nie pamiętam wieczerzy wigilijnej ani święcenia potraw w Wielką Sobotę. Pamiętam za to Paneszczi, a więc barwne korowody bożonarodzeniowych przebierańców, zajca, którego gniazdek szukaliśmy w ogrodzie, czy dëgùsë - zwyczaj uderzania dziewcząt po nogach jałowcem. Pamiętam sobótkowe ognie i obrzęd ścinania Kani, czyli sokoła, którego lokalna społeczność oskarżała o wszystko zło. Dzisiaj te zwyczaje obecne są najczęściej w formie scenicznej. Próbuję więc opisać je w swojej prozie w taki sposób, w jaki je zapamiętałem i jednocześnie pokazać, że wszystkie one są częścią magicznego świata Kaszubów, który przetrwał dzięki rodzinie i po części także dzięki naszej literaturze, której jedną z funkcji od ponad 170 lat jest kształtowanie własnego „ja” Kaszubów - naszej narodowej tożsamości. A współczesność? Literatura jest lepszą stroną tego, co przeżywamy sami albo chcielibyśmy przeżyć. Dlatego moje powieści są mocno związane z latami 80. i 90. XX stulecia, a w przypadku „Fényksa” to są już zupełnie współczesne czasy. Przecież problemy współczesnego świata nie omijają Kaszubów. Nigdy, w żadnym czasie, ich nie omijały. Piszę głównie o rodzinie. O tym, że każdy człowiek chce ją mieć. To dążenie do bycia razem w nas jest bardzo głęboko. Nie zawsze to wychodzi. Często ta rodzina nie jest idealna. Dlatego też nie możemy unikać dyskusji na temat antykoncepcji, aborcji czy społecznego wykluczenia. Piszę o tym wszystkim, bo to jest to nasze kaszubskie „tu i teraz”.

Twoje pisarstwo zostało zauważone, po części zapewne dlatego, że jest wyraziste, z przełamywaniem tabu obyczajowego włącznie. Przywołam tu słowa innego pisarza kaszubskiego, Stanisława Jankego, który stwierdził, że twoje opisy seksu w powieści „Smùgã” to żadna erotyka, tylko zwyczajna pornografia.

To prawda, że istnieje cienka linia między erotyką a pornografią. Pamiętam, jak na warsztatach Wydawnictwa Czarne rozmawialiśmy o tym z Nataszą Goerke, która zwracała mi na to uwagę. Uważam jednak, że nie przekroczyłem tej granicy w żadnej ze swoich powieści. W „Fényksie” też nie. W literaturze kaszubskiej chyba nikt wcześniej nie pisał tak otwarcie o seksie. Stąd może to wrażenie Stanisława Jankego. Jednak gdy patrzę na literaturę w ogóle, to myślę, że daleko mi jeszcze do prozy Henry’ego Millera. Dla mnie seks jest tak samo ludzki, jak nasze włosy, zapach albo pożądanie. Ciało, zarówno kobiety, jak i mężczyzny, winno być tym, z czego czerpiemy radość życia.

Emocje i dyskusje, nie tylko o seksie, a i o sprawach ważnych dla Kaszubów, zapewne byłyby większe, gdyby Twoje powieści ukazały się po polsku. Po prostu szerszy byłby krąg odbiorów.

Zapewne. Jeśli moja proza jest warta dyskutowania, to myślę, że doczeka się przekładu na język polski. To najprostsza droga w świat dla literatury kaszubskiej. Kaszubscy pisarze, tacy jak Jan Piepka czy Jan Drzeżdżon, w latach 60., 70. i 80. tworzyli literaturę po polsku. Dla mnie jednak najlepsze ich liryki i proza powstały właśnie po kaszubsku. Tak. Naszej literaturze potrzeba teraz tłumaczy. Jestem przekonany, że tacy się znajdą.

Wiem, że bliska jest Ci twórczość Jana Drzeżdżona, o którym wspominałeś już kilka razy, niemniej w Twoich powieściach odnajdują nordową frazę Augustyna Necla.

Może dlatego, że Necel i Jablonsczi chadzali (dosłownie!) po tych samych ścieżkach nad brzegiem morza? Ja urodziłem się w Ostrowie, ale od 6 roku życia mieszkałem we Władysławowie. Necel był z Chłapowa, a potem też zamieszkał we Władysławowie. Twórczość Drzeżdżona to osobny rozdział w literaturze kaszubskiej. Jego świat mnie fascynuje i wciąga, bo jest pełen symboli i nierzeczywistości, ale Drzeżdżon obrazuje kaszubską przestrzeń w inny sposób niż ja. Jeśli już o tym mowa, to w jakimś sensie bliżej mi do Ernesta Hemingwaya. Myślę tu o całej twórczości tego amerykańskiego noblisty, a szczególnie o książce „Stary człowiek i morze” oraz o tekstach z tomu „49 opowiadań”. Moje pisarstwo jest chyba tak samo subiektywne i oparte na materiale autobiograficznym, choć, oczywiście, moje wojny toczą się zupełnie gdzie indziej. Poza tym zawsze inspirował mnie w jakiejś mierze Ryszard Kapuściński, a ostatnimi czasy także Karl-Markus Gauß.
Trylogia to zamknięty rozdział. Nie sądzę jednak, żeby to również był koniec Twojego pisania.
Mam trochę pisarskich planów… Myślę o reportażu po kaszubsku, któremu nadałem roboczy tytuł „Niedaleczi krôj” („Nieodległy kraj”), o kaszubskim scenariuszu filmu fabularnego opartego na losach środowiska przedwojennej gazety „Zrzesz Kaszëbskô” i wreszcie o czymś, co mogłoby mieć formę listów na przykład do mojej wnuczki… No bo w grudniu mam zostać dziadkiem.


Artur Jabłoński - Kaszuba, ur. w 1970 roku w Pucku. Absolwent historii na Uniwersytecie Gdańskim, doktorant literaturoznawstwa na Akademii Pomorskiej w Słupsku.
Dziennikarz, niegdyś redaktor telewizyjnego magazynu kaszubskiego „Rodnô zemia” i naczelny miesięcznika „Pomerania”. Założyciel Radia Kaszëbë. Autor kilku przewodników turystycznych, z których najbardziej ceni sobie „Wędrówki po Kaszubach. Opowieści o miejscach i ludziach” z 1997 r. Pisarz, który ma na koncie trzy powieści w języku kaszubskim: „Namerkôny”, „Smùgã” i „Fényks“. Zwycięzca Konkursu Prozatorskiego im. Jana Drzeżdżona w 2013 r. Laureat Targów Książki Kaszubskiej i Pomorskiej „Costerina 2015“ w dziedzinie literatury kaszubskiej.

Promocja powieści
We wtorek 27 października o godz. 18 w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie (ul. Zamkowa 2) promocja powieści „Fényks”. Spotkanie poprowadzi redaktor naczelny miesięcznika „Pomerania” Dariusz Majkowski, a dopełni je występ Weroniki Korthals z zespołem. Natomiast w czwartek 29 października, także o 18.00, z Arturem Jabłońskim i jego powieścią będzie można się spotkać w Filii Gdańskiej Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku (ul. Mariacka 2). Gospodarzem tego spotkania będzie prof. Daniel Kalinowski, literaturoznawca i krytyk literacki z Akademii Pomorskiej w Słupsku.
============08 Cytat 12 (2174801)============
Problemy świata nie omijają Kaszubów. Nigdy, w żadnym czasie, ich nie omijały.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Polihistor

"cali".
Można byłoby machnąć na to ręką i w przypadku zainteresowanego, gdyby nie fakt, że to bredzenie o "narodzie kaszubskim", na które łapie się - na szczęście - tylko garstka nawiedzonych to rzecz, która bardzo szkodzi samym Kaszubom.
I takiemu podejściu warto jest dawać odpór.

K
Krystek

Gratulacje, a ja widziałem film "głupi i głupszy"

K
Kaszuba i Polak

Nie pokazujcie tego pół-Kaszuba, który chce być bardziej papieski od papieża. On robi krecią robotę. Szczuje na to, co polskie i zamiast zdobywać naszej sprawie więcej przyjaciół i ludzi życzliwych, to jest odwrotnie.

Dodaj ogłoszenie