Arka Gdynia tylko się broni, a jej rywale punktują

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Fot. Piotr Krzyzanowski/Polska Press Grupa
Żółto-niebiescy przegrali 0:1 z Zagłębiem Lubin i doznali drugiej z rzędu porażki od wznowienia rozgrywek Lotto Ekstraklasy. Osuwają się też coraz niżej w tabeli.

Słabe Zagłębie wygrało z jeszcze słabszą, momentami prezentującą żenujący styl Arką. Tak w telegraficznym skrócie streścić można przebieg poniedziałkowego meczu ekstraklasy w Lubinie. Od oglądania nieudolnych popisów zawodników obu drużyn w pierwszej połowie niejednego z widzów zapewne rozbolały zęby. Publiczność nie obejrzała nawet pół groźnego strzału. Nic w tym jednak dziwnego, skoro zawodnicy, w szczególności Arki, mieli problem, aby w ogóle wymienić kilka szybkich i celnych podań.

Żółto-niebiescy prezentowali się, jakby przed meczem uczyli się recytować „Redutę Ordona” Adama Mickiewicza i wzięli sobie do serca sławne słowa adiutanta: „Nam strzelać nie kazano”. Taktyka, ewidentnie nastawiona na bezbramkowy remis, jednak się zemściła, bowiem w 55. minucie Zagłębie w dość kontrowersyjnych okolicznościach otrzymało od sędziego rzut karny, wykorzystany przez Filipa Starzyńskiego. Pretekst do sięgnięcia po gwizdek arbitrowi dał Tadeusz Socha, w niegroźnej sytuacji, zupełnie niepotrzebnie kładąc ręce na koszulkę Martina Nespora. Napastnik Zagłębia, padł teatralnie, niczym rażony piorunem, a sędzia dopatrzył się przewinienia. Swoją drogą to ciekawe, w jak osobliwy sposób międzynarodowy arbiter Bartosz Frankowski interpretuje starcia w polu karnym. Warto bowiem przypomnieć, że w zeszły weekend nie podyktował jedenastki dla Lechii Gdańsk, kiedy Jonatan Straus z Jagiellonii Białystok wyciął równo z trawą Marco Paixao, narażając napastnika biało-zielonych na poważną kontuzję.

Byłoby jednak nadużyciem, gdyby za porażkę Arki winić arbitra. Gdynianie, ograniczając się jedynie do głębokiej defensywy, niestety sami prosili się o stratę bramki.

Co znamienne, żółto-niebiescy, gdy musieli już odrabiać straty, przypomnieli sobie, że jednak potrafią atakować. Dłuższymi okresami zadomowili się na połowie Zagłębia. Ale mimo kilku przyzwoitych okazji nie udało im się choćby wyrównać. Szkoda, bo lubinianie w poniedziałek grali dość wolno i bez polotu. Gdyby Arka nie nastawiła się tylko na przeszkadzanie, nie chowała się przez ponad połowę meczu za podwójną gardą, tylko od początku chciała grać w piłkę i atakować, byłoby ją stać na wywiezienie nie tylko remisu, ale być może nawet trzech punktów. Trener Grzegorz Niciński najwyraźniej jednak uparł się, aby ze znacznie silniejszymi kadrowo drużynami na wyjeździe stosować ultradefensywną taktykę. Sprawdziło się to przeciwko Lechowi Poznań, gdy poznaniacy nie wykorzystali wielu okazji, a Szymon Pawłowski trafił w poprzeczkę. Wygląda jednak na to, że nie w każdym spotkaniu Arka będzie miała tyle szczęścia i jeśli sama nie będzie dążyła do zdobycia bramki, prawdopodobnie jako pierwsza ją straci.

Wielu ekspertów, dziennikarzy i kibiców coraz mocniej zaczynają też zadziwiać wybory kadrowe Grzegorza Nicińskiego. Już po dwóch pierwszych meczach po przerwie zimowej gołym okiem widać, że najgroźniejszym, najbardziej kreatywnym piłkarzem formacji ofensywnej Arki jest obecnie Dariusz Formella. Utalentowanemu pomocnikowi miejsce w podstawowym składzie zabiera tymczasem Miroslav Bożok, który jest bez formy i od kilku co najmniej meczów nic nie dał drużynie. Na szpicy gra Josip Barisić. Zawodnik ten jak na razie stylem gry niewiele różni się od wyrzuconego niedawno z drużyny Dariusza Zjawińskiego. Krótko pisząc, jest bezproduktywny. Tymczasem w Lubinie zabrakło miejsca nawet na ławce rezerwowych dla Rafała Siemaszki, który przed przerwą zimową trafiał w dwóch meczach z rzędu, ze Śląskiem Wrocław i Jagiellonią Białystok, prezentując się naprawdę dobrze.

Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Jeśli Arka nie zacznie grać odważniej i skuteczniej, a na boisko nie będą wychodzić od początku najlepsi zawodnicy, gdynian może czekać naprawdę nerwowa końcówka sezonu. Styl, jaki prezentują dziś, z pewnością nie zachęci też kibiców do licznej obecności na trybunach stadionu miejskiego w Gdyni.

Szczęsny na celowniku Juventusu, Napoli i Romy. "Fajnie skorzystać z takiej wspaniałej oferty, ale ważniejsze, by nie powtórzyła się sytuacja z Krychowiakiem"

Press Focus / x-news

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Szablon

Gra Arki już od dłuższego czasu jest wyjątkowo bezproduktywna. Ale... skoro z ust trenera miałyby paść, mniej więcej, takie oto słowa: "przeciwnik będzie grał w piłkę, a my będziemy za nią biegać", to moim zdaniem już niczemu nie należy się dziwić. A może z jednym wyjątkiem: że po takich słowach każdego następnego dnia budzi się z przekonaniem, iż nadal jest trenerem i ma 100% racji.

k
karolzhh

Brawo p.Szadurski,nic dodac,nic ująć...bardzo trafne spostrzeżenia.Zastanawiajace jest tylko,ze wiekszosc tak to ocenia ,tylko nie trener.Wiadomo,ze trener Nicinski jest bardzo zaangażowany,to jego klub...ale czy to wystarczy? Z drugiej strony,w klubie sa jeszcze inni fachowcy/trenerzy którzy mogliby cos podszepnąć Nicinskiemu,chyba,ze jest to polityka całego klubu? Gralem kiedyś w Arce i jest mi tym bardziej wstyd i smutno.

r
rs

OJ,OJ Arka .A wlasciwie jej trener..Panie trenerze Niciski-Prosze zdjac pampersy swoim zawodnikom.Niech przezstana sie bac innych druzyn .Nawet jakby mieli przegrac 5:0

Dodaj ogłoszenie