Arka Gdynia rzutem na taśmę awansowała w Pucharze Polski! Gol Jerzego Tomala w Zielonej Górze już w doliczonym czasie gry [26.10.2021]

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Arka Gdynia Facebook
Udostępnij:
Arka Gdynia z wielkim trudem zameldowała się dziś, 26 października, w 1/8 rozgrywek Fortuna Pucharu Polski. Żółto-niebiescy mieli potężne problemy w wyjazdowym starciu z III-ligową Lechią Zielona Góra. O ich awansie zadecydował dopiero przepiękny gol Jerzego Tomala w doliczonym czasie gry. Na boisku w Zielonej Górze zapachniało sensacją, gdyż gospodarze zmarnowali wcześniej kilka sytuacji do objęcia prowadzenia. Takiej postawy Arki Gdynia nie tłumaczy nawet fakt, że wystąpiła w rezerwowym składzie. Z tego meczu sztab szkoleniowy żółto-niebieskich musi jak najszybciej wyciągnąć odpowiednie wnioski.

W porównaniu do wygranego w sobotę 2:0, ligowego spotkania z Resovią, trener Arki Gdynia Ryszard Tarasiewicz wymienił całą, podstawową jedenastkę. W składzie znalazło się miejsce m.in. dla dwóch osiemnastolatków, Kacpra Skóry i Jerzego Tomala.

Kilku liderów drużyny, jak Hubert Adamczyk, Olaf Kobacki, Sebastian Milewski, czy Christian Aleman, dostało natomiast wolne od szkoleniowca i nie zasiadło w Zielonej Górze nawet na ławce rezerwowych. Ryszard Tarasiewicz postanowił nie fatygować ich podróżą przez niemal całą Polskę. Mogło to jednocześnie oznaczać, że czuje się przed starciem z III-ligowcem na tyle pewnie, iż nie zakłada w przypadku, gdyby wydarzenia na boisku potoczyły się nie po myśli Arki, wprowadzania w przerwie lub w drugiej połowie z "misją ratunkową" na plac gry zawodników najlepiej prezentujących się w ostatnim spotkaniu z Resovią.

Jak można też było się tego spodziewać, od pierwszego gwizdka sędziego w Zielonej Górze przewagę osiągnęli żółto-niebiescy. Wydawało się, że bramki dla gości są jedynie kwestią czasu. Niestety jednak, nie pierwszy już raz w tym sezonie Arkowców zaczęła zawodzić skuteczność. W dziesiątej minucie spotkania po akcji Artura Siemaszki i dośrodkowaniu Jerzego Tomala w dobrej sytuacji spudłował Karol Czubak.

Trzynaście minut później piłkę na strzał Pawłowi Sasinowi wyłożył Nestor Gordillo, jednak uderzenie doświadczonego zawodnika żółto-niebieskich ponownie okazało się niecelne. W 34 minucie gry Hiszpan osobiście postanowił spróbować zatrudnić golkipera Lechii. Gordillo przymierzył lewą nogą zza pola karnego, jednak piłka znowu minęła słupek bramki gospodarzy. Ostatecznie do przerwy Arce Gdynia nie udało się objąć prowadzenia, co z pewnością musiało wzbudzić drobny niepokój na ławce trenerskiej żółto-niebieskich. Poskutkowało to pierwszą roszadą w składzie. Po zmianie stron w miejsce Nestora Gordillo wybiegł na boisko Mateusz Żebrowski.

To właśnie ten gracz miał już dziewięć minut później kolejną okazję do wyprowadzenia gości na prowadzenie, lecz w dość dogodnej sytuacji pogubił się i nie zdołał nawet oddać strzału. Żebrowski trafił w końcu do siatki w 64 minucie spotkania, ale bramka ta nie została uznana. Chorągiewka arbitra liniowego powędrowała w górę, a sędzia główny odgwizdał spalonego.

Tymczasem gospodarze zwietrzyli swoją szansę na sprawienie sensacji i także zaczęli zatrudniać Kacpra Krzepisza. Golkiper żółto-niebieskich chwilę po nie uznaniu bramki dla Arki Gdynia musiał wykazać się niełatwą interwencją, aby uchronić ekipę Ryszarda Tarasiewicza przed utratą gola. W 70 minucie gry piłkarze Lechii zmarnowali kolejną, dogodną okazję do objęcia prowadzenia. Artur Małecki spudłował stojąc zaledwie kilka metrów przed bramką Kacpra Krzepisza.

Gospodarze nieoczekiwanie zaczęli sprawiać Arce Gdynia coraz więcej problemów. Szczęścia z dystansu próbował Mykyta Łoboda. Trener Ryszard Tarasiewicz zareagował na taki obraz gry kolejnymi zmianami. Na boisku zameldowali się Luis Valcarce, Maciej Rosołek i Mateusz Stępień.

Dało to zespołowi nowy impuls i ataki Arki Gdynia ożywiły się. W 78 minucie spotkania strzelał w dobrej sytuacji wprowadzony chwilę wcześniej Rosołek. Jednak jego uderzenie, jak i późniejsza dobitka Kacpra Skóry, zostały zablokowane. Już minutę później kolejną okazję zmarnował Haris Memić, którego strzał minął słupek bramki strzeżonej przez Wojciecha Fabisiaka.

Jednak także gospodarze nie zamierzali rezygnować z ataków. Kacper Krzepisz musiał kolejny raz wykazać się kunsztem po uderzeniu Przemysława Mycana, wygrywając pojedynek sam na sam z napastnikiem Lechii.

Gdynianie dopiero w doliczonym czasie gry przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Przepięknym strzałem popisał się Jerzy Tomal, ratując twarz zespołowi żółto-niebieskich. Jednak po takim meczu cieszyć wypada się jedynie z awansu. Natomiast styl, w jakim Arka Gdynia go wywalczyła, pozostawia wiele do życzenia. Koledzy z drużyny powinni mocno podziękować Kacprowi Krzepiszowi, gdyż udane interwencje 21-latka uchroniły żółto-niebieskich w Zielonej Górze przed kompromitacją.

Lechia Zielona Góra - Arka Gdynia 0:1 (0:0)
Bramka: Jerzy Tomal (90 min.+3).
Żółte kartki: Ekwueme (Lechia) - Sasin, Tomal, Hiszpański, Memić (Arka).
Lechia Zielona Góra: Fabisiak - Maćkowiak, Budziński, Ostrowski, Babij, Kaczmarczyk (85 Frankowski) - Konieczny, Łoboda, Ekwueme, Małecki - Mycan. Trener: Andrzej Stawicki.
Arka Gdynia: Krzepisz - Tomal, Danch, Memić, Hiszpański (69 Valcarce) - Skóra, Sasin, da Silva, Siemaszko (77 Stępień) - Gordillo (46 Żebrowski), Czubak (77 Rosołek). Trener: Ryszard Tarasiewicz.
Sędziował: Sebastian Tarnowski (Wrocław).

Rafał Jackiewicz: Teraz został mi już tylko cyrk...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie