Arka Gdynia chce spełnić marzenia na PGE Narodowym. Drugi raz z rzędu też nie będzie faworytem w finale Pucharu Polski

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Przemyslaw Swiderski
Nadszedł wielki dzień i chwila próby dla piłkarzy i trenera gdyńskiej Arki. Na PGE Stadionie Narodowym w Warszawie żółto-niebiescy w środę o godz. 16 bronić będą wywalczonego przed rokiem Pucharu Polski. Z trybun to spotkanie będzie oglądać ponad 10 tysięcy kibiców Arki Gdynia. Kolejne tysiące przed telewizorami.

Gdynianie zagrają o trofeum z Legią Warszawa, czyli aktualnym mistrzem Polski i liderem Lotto Ekstraklasy. Ich rywal na przestrzeni ostatnich sezonów jest zdecydowanie najrówniej grającym zespołem w Polsce. W ciągu pięciu lat aż czterokrotnie zasiadał na mistrzowskim tronie. W 2011, 2012, 2013, 2015 i 2016 roku Legia wznosiła też do góry Puchar Polski. Arka w starciu z takim rywalem musi uchodzić za Kopciuszka. Tym bardziej, że żółto-niebiescy, przystępują do finału po wstydliwej porażce 1:5 u siebie w lidze przeciwko Piastowi Gliwice. Zawodnicy Arki deklarują jednak, że fatalna gra, jaką zaprezentowali w piątek przy ul. Olimpijskiej, na PGE Stadionie Narodowym nie ma prawa się powtórzyć. Nastroje w drużynie są bojowe.

- Każda przegrana jest bolesna, jednak w finale Pucharu Polski niepowodzenie z Piastem nie może mieć dla nas znaczenia - twierdzi Marcus da Silva, pomocnik żółto-niebieskich. - Damy z siebie wszystko. Ambicją i walką chcemy postawić się rywalowi z Warszawy.

- Musimy zapomnieć o porażce z zespołem z Gliwic i wyczyścić głowy - dodaje Maciej Jankowski, napastnik Arki, strzelec jedynej bramki w ostatnim starciu ligowym.

Przed najważniejszym starciem w sezonie trener Arki z utęsknieniem czekał na powrót kontuzjowanych Rafała Siemaszki i Luki Zarandii. Jak powiedział, obaj mają szansę być do jego dyspozycji i wystąpić dziś w Warszawie.

-Oni znają ten stadion, dostarczyli nam tam pięknych wspomnień i być może będą nam mogli pomóc w finale - twierdzi Leszek Ojrzyński.

Gdynianie grają nie tylko o spełnienie marzeń i zapisanie się na trwałe w historii klubu. Walczą także o spore pieniądze. Polski Związek Piłki Nożnej zwycięzcy finału Pucharu Polski przekaże premię w wysokości okrągłego miliona złotych. Jak deklaruje Wojciech Pertkiewicz, prezes żółto-niebieskich, w przypadku powodzenia aż połowa tej kwoty trafi na konta piłkarzy. Adam Marciniak, obrońca Arki, mówi jednak, że przed takim meczem nie myśli się o pieniądzach.

- Wolałbym nawet nie mieć takiej dużej premii, aby tylko móc jeszcze raz podnieść do góry Puchar Polski - mówi Adam Marciniak. - Emocje sprzed roku były wspaniałe. Starcie na Stadionie Narodowym to dla nas okazja na rozegranie meczu przez duże „M”, jednego z nielicznych w karierze, kiedy poczuć możemy się jak prawdziwi piłkarze.

Gdynianie, choć grają z rywalem w Warszawie, jego mieście, formalnie zostali wylosowani i wyznaczeni przez PZPN jako gospodarz dzisiejszego starcia. Ma to dla nich znaczenie symboliczne. Bardziej przesądni z kibiców mogą w tym fakcie upatrywać atutu Arki, bowiem trener Leszek Ojrzyński w roli gospodarza, prowadząc Koronę Kielce, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Górnika Zabrze, a teraz żółto-niebieskich, nigdy jeszcze z Legią nie przegrał. Jego bilans jest imponujący. To pięć zwycięstw i jeden remis. Także ostatni, taki mecz, na ul. Olimpijskiej w lidze, zakończył się zwycięstwem gdynian 1:0. Co więcej, w pierwszej połowie ekipie Ojrzyńskiego udało się wtedy niespodziewanie zdominować zdecydowanego faworyta.

- Miesiąc temu warszawianie nie mieli z nami za wiele do powiedzenia - podkreśla Mateusz Szwoch, pomocnik Arki.
Wszyscy w Gdyni wierzą, że ta tradycja zostanie dziś podtrzymana.

Krótko przez finałem Pucharu Polski PZPN postanowił zmienić arbitra tego spotkania. Bartosza Frankowskiego zastąpił Piotr Lasyk.

- Szanując dotychczasowe dokonania i przebieg kariery sędziego Frankowskiego z niepokojem przyglądałem się ostatnim prowadzonym przez niego spotkaniom. Zwłaszcza w sobotnim meczu Lech Poznań Górnik Zabrze pan Frankowski pokazał, że w swej aktualnej dyspozycji nie gwarantuje wysokiego i stabilnego poziomu rozstrzygania najważniejszego meczu sezonu w Polsce.

Adam Marciniak: Finał to taki mecz przez duże M

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie