reklama

Apteki bronią pacjentów

J.Gromadzka-AnzelewiczZaktualizowano 
Aptekarze dziwią się pomysłowi obciążania finansowego pacjentów za niechlujstwo lekarzy
Aptekarze dziwią się pomysłowi obciążania finansowego pacjentów za niechlujstwo lekarzy Michał Pawlik
Pomorscy aptekarze nie chcą się zgodzić, by okrutną, bo finansową karę za niechlujnie wypisane recepty ponosili pacjenci. Zakłada to projekt rozporządzenia w sprawie recept lekarskich przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia.

Dokładnie chodzi o paragraf 34, który mówi, że "receptę niespełniającą wymogów formalnych apteka realizuje z pełną odpłatnością". Dla pacjenta oznacza to, że za lek refundowany (czyli taki, który należy mu się tylko za częściową odpłatnością) będzie musiał zapłacić sto procent jego ceny. Rada Gdańskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej ostro przeciw temu protestuje. Na razie podjęła uchwałę o wystosowaniu apelu w tej sprawie do minister zdrowia Ewy Kopacz oraz przyłączeniu do protestu, który rozpoczęła Śląska Izba Aptekarska. Wkrótce we wszystkich pomorskich aptekach zawisną plakaty, na których znajdzie się zdanie - "Apteka lub punkt apteczny ma obowiązek zrealizować receptę z wyjątkiem przypadków stwarzających zagrożenie życia i zdrowia".

- Chcemy tym zastąpić niefortunny paragraf w ministerialnym rozporządzeniu - tłumaczy Michał Pietrzykowski, prezes Gdańskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej. Nie chodzi przecież o poważne błędy na receptach, np. w dawkowaniu leku, które po ich zrealizowaniu przez chorego mogłyby narazić na szwank jego zdrowie, a drobiazgi. Do pewnego czasu aptekarze przymykali na niektóre z nich oko i wydawali chorym lek za częściową odpłatnością. Gdy jednak w takich przypadkach NFZ przestał im zwracać pieniądze należne z tytułu refundacji, zrezygnowali z tego. Z prośbą o jednoznaczne wskazanie, kto odpowiada za niestarannie wystawione recepty, zwracali się do premiera, centrali NFZ oraz ministra zdrowia. Do głowy im jednak nie przyszło, że resort uzna, że karać trzeba... pacjenta.

- To niedopuszczalne - oburza się dr farm. Weronika Żebrowska, wojewódzki konsultant ds. farmacji aptecznej. Prawo do leków refundowanych jest prawem pacjenta, dlaczego ma on ponosić konsekwencje czegoś, na co nie ma żadnego wpływu. Trudno też wymagać od doskonałego chirurga, by nauczył się kaligrafować. Dopóki sprawa recept nie zostanie uregulowana, pacjenci będą płacić lub... wędrować z powrotem do lekarza, by receptę poprawił. W przypadku specjalisty, do którego czeka się kilka miesięcy, to prawdziwy horror.

Nie byłoby problemu, gdyby recepty były drukowane

Kłopotów z realizacją recept nie mają już pacjenci z Koszalina oraz leczący się w przychodniach Medico ver. Zamiast wypisywać je ręcznie, lekarze wypełniają druki recept w komputerze, a następnie je drukują. Dr Weronika Żebrowska, wojewódzki inspektor farmaceutyczny na Pomorzu, uważa, że to rozwiązanie idealne. Dostępne są już programy z bazą danych o lekach, które nie pozwalają na wydrukowanie recepty z błędami. Aby jednak ten pomysł wprowadzić w życie powszechnie, trzeba by skomputeryzować wszystkie gabinety lekarskie. Jest to możliwe, nie tak dawno do tej operacji zmuszono apteki. Prawo do odręcznie wypisywanych recept musiałaby jednak zachować pomoc wyjazdowa. Okręgowa Izba Aptekarska w Gdańsku będzie ten pomysł popierać.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie