reklama

Apostazja czyli na czym polega dziś rozwód z Kościołem

Jacek Klein i Robert KiewliczZaktualizowano 
Kluczowym momentem było dla mnie wyobrażenie tego, jak będę umierał, a następnie mojego pogrzebu i grobu - mówi Mariusz Orłowski z Gdańska. - Byłby to szczyt hipokryzji, gdyby znalazł się tam krzyż, a żałobnicy śpiewali Ave Maria. Jestem ateistą i to właśnie wyobrażenie emocjonalnie spowodowało, że zdecydowałem się na oficjalne wystąpienie z Kościoła katolickiego.

Dzisiaj, w przeciwieństwie do czasów średniowiecza, za odejście od Kościoła nie grozi publiczny proces. W najgorszym wypadku apostaci spotykają się z ostracyzmem społecznym. Mimo to zaczynają wychodzić z podziemia i jawnie się spotykać. Na ten weekend zaplanowany jest pierwszy ogólnokrajowy zjazd apostatów, w Toruniu.

Mariusz Orłowski przez około rok próbował złożyć oświadczenie w swojej parafii Biskupa Męczennika we Wrzeszczu. Łatwo nie było. Ksiądz albo nie miał dla niego czasu, albo był poza parafią, albo miał miesięczny urlop. Bardziej przychylny od proboszcza był jego podwładny. Nawet pomógł, dodając poprawki do wniosku o apostazję. Kiedy wreszcie udało się spotkać z proboszczem, odmówił on potwierdzenia przyjęcia aktu. Orłowski nie ustąpił. Napisał list do kurii. Dopiero po tej interwencji dostał informację, że w ciągu tygodnia otrzyma oficjalne potwierdzenie, że nie jest już katolikiem.

Słowo apostazja pochodzi od greckiego "apostasis" - odstępstwo, odpadnięcie. Pierwszym znanym apostatą był Julian (zwany przez chrześcijańskich historyków Julianem Apostatą), cesarz rzymski w latach 361 - 363. Swój przydomek zawdzięcza temu, że choć wychowany w wierze chrześcijańskiej, kiedy zasiadł na tronie, próbował wskrzesić kult tradycyjnych bóstw rzymskich.

Obok herezji i schizmy, apostazja była w dawnych wiekach powodem wykluczenia ze wspólnoty wiernych, a także przyczyną rozłamów w Kościele. Apostata, z mocy samego prawa kościelnego, podlegał karze klątwy, czyli ekskomuniki. W zamkniętych jednorodnych religijnie wspólnotach średniowiecza oznaczało to de facto śmierć cywilną. Kary kościelne były zresztą wspierane przez prawo państwowe. I tak np. w kodeksie Justyniana, powstałym w VI w. n.e., wielkiej średniowiecznej kodyfikacji prawa rzymskiego, za apostazję groziły konfiskata własności, zesłanie lub nawet kara śmierci.
Z czasem apostazja straciła charakter przestępstwa państwowego i stała się wyłącznie przestępstwem kościelnym. W Polsce jednak jeszcze w XVIII w. odbywały się publiczne procesy za herezję i apostazję, a za odstępstwo od religii i Kościoła karano gardłem. Nawet Konstytucja 3 maja, choć gwarantowała wolność obrządków i religii, zabraniała odchodzenia od panującej wiary rzymskokatolickiej.

Dzisiaj za odejście od Kościoła nie grozi już publiczny proces. Apostaci zaczynają wychodzić z podziemia i jawnie się spotykać. Na ten weekend zaplanowany jest pierwszy ogólnokrajowy zjazd apostatów, w Toruniu.
- Takie spotkania chcemy organizować corocznie - mówi Paweł Gliński, moderator internetowego forum Apostazja.pl. - Planujemy dyskusje, rozmowy, wymianę doświadczeń.
Mają się czym wymieniać. Od trzech lat robią to na forum internetowym Apostazja.pl. Jego twórcą jest Jarosław Milewczyk. Portal powstał w reakcji na wcześniejszy brak jakichkolwiek informacji.

Milewczyk sam chciał wystąpić z Kościoła, jednak nigdzie nie mógł się dowiedzieć, jak to zrobić. Zebrał więc strzępki informacji, jakie udało mu się znaleźć, i umieścił na jednej stronie. Obecnie forum Apostazja.pl ma około 2 tys. zarejestrowanych użytkowników. Miesięcznie odwiedza je nawet kilkaset tysięcy osób. W rekordowym miesiącu było milion odwiedzin.
- Nie ma określonego modelu naszego użytkownika. Zarejestrowani są właściwie ludzie z każdej grupy społecznej - mówi Gliński. - Z ankiety, jaką prowadzimy na naszej stronie, wynika, że 80 procent stanowią ateiści, ale zarejestrowani są też protestanci, buddyści, neopoganie, katolicy.

Apostazja jest w Polsce zupełnie nowym zjawiskiem. O ile mniej lub bardziej manifestowany ateizm czy indyferentyzm religijny był obecny i nawet do pewnego stopnia zaakceptowany w katolickim społeczeństwie, to takie manifestacyjne zerwanie z wiarą budzi mieszane reakcje.
Sami apostaci mają poczucie, że łamią pewne tabu, dlatego choć akt ten ma charakter społeczny i zostaje odnotowany w kościelnych księgach, część z nich pragnie zachować anonimowość. Tak jak Andżelika (imię zmienione), 21-latka z Gdyni, która zerwała z Kościołem niespełna miesiąc temu.
- Przez wiele lat uczestniczyłam czynnie w życiu Kościoła i byłam nawet wolontariuszką - opowiada. - O odejściu z Kościoła pomyślałam już parę lat temu, kiedy skończyłam 18 lat. Nie jestem w gorącej wodzie kąpana i wszystko sobie przemyślałam. Dopiero po dwóch latach zdecydowałam się na to. Czy mnie nagle coś zraziło? Nie. Rozumiem, że trudno to wytłumaczyć. Ksiądz, u którego byłam, aby dopełnić formalności, też rozpoczął rozmowę od stwierdzenia, że coś musiało się stać. Namawiał mnie też, abym nie robiła tego ze względu na dziecko. Poza tym rozmowa była dosyć przyjemna i wszystko, ku mojemu zdziwieniu, poszło dosyć gładko.
Po tygodniu spotkali się jeszcze raz i wtedy wraz ze świadkami złożyła podpisy.

Jacek (woli nie podawać nazwiska), lat 45, apostazji dokonał trzy lata temu. Decyzję o wystąpieniu z Kościoła dogłębnie przemyślał. Zawsze miał wiele uwag do Kościoła. Choć twierdzi, że fanatykiem nie jest. Swoim trzem córkom nigdy nie zabraniał chodzić na religię. Przez wiele lat nie wiedział nawet, że istnieje coś takiego jak apostazja. Dowiedział się przypadkiem z internetu. Ściągnął z jednej ze stron wzór i wysłał do łódzkiej parafii, w której został ochrzczony. Odpowiedzi nie dostał przez pięć tygodni. Zadzwonił.
- Ksiądz, który odebrał telefon, stwierdził, że proboszcz wie i sprawa zostanie załatwiona pozytywnie. Trochę mnie zatkało. Spodziewałem się większych problemów.

Piotr Podgórski z powiatu kwidzyńskiego wystąpił z Kościoła katolickiego, ponieważ jak mówi, nigdy nie chciał do niego należeć.
- Decyzję o moim chrzcie podjęli moi rodzice, pod presją swoich rodziców - mówi Piotr. - Nie chcę należeć do organizacji, do której zostałem zapisany bez mojej zgody. Nie chcę, aby moje dane brane były do statystyk wiernych.

Gdy poszedł do proboszcza, był on zdziwiony i zaskoczony.
- Znał moje stanowisko w sprawach wiary, ale sądził, że to tylko taki młodzieńczy bunt. Poza tym nie wiedział chyba, jak do tego podejść, bo ja byłem pierwszy w parafii, który dokonał tego aktu.
Podgórski przypuszcza, że apostazji byłoby znacznie więcej, gdyby Kościół był finansowany z kieszeni wiernych, jak to jest np. w Niemczech.
- Wtedy ci ateiści, którzy się jeszcze nie wypisali, szybko będą sobie załatwiać dokument - mówi.
A może nie tylko ateiści? Nie tak dawno opisywano doświadczenia naszych rodaków czasowo emigrujących do Niemiec. Chcąc zaoszczędzić na podatku kościelnym, deklarowali się jako niewierzący. Jakie było ich zaskoczenie, gdy te deklaracje trafiły do ich rodzimych parafii w Polsce i tam stały się podstawą do wszczęcia procedury apostazji.

Są też tacy jak Jan Wiśniewski, 53-latek z Warszawy, których i taka forma nie satysfakcjonuje.
- To podstęp, który nie powoduje odcięcia się od Kościoła oraz jego fałszywych dogmatów i heretyckich sakramentów. Dlatego w moim oświadczeniu woli nie ma "występuję", lecz "wyrzekam się". Jest to zerwanie duchowe i fizyczne. Przy pisaniu "występuję" ludzie nadal pozostają w związku duchowym, i to właśnie jest podstępem - twierdzi.
Wyrzeczenie wysłał e-mailem do kurii w sierpniu ub. roku. Dzień później spotkał się na plebanii z proboszczem. Dostarczył mu do rąk własnych w kancelarii parafii oświadczenie woli napisane własnoręcznie długopisem i jeden egzemplarz maszynopisu. Proboszcz własnoręcznie potwierdził na jednej z kopii odbiór aktu woli. Do dziś nie otrzymał odpowiedzi z kurii ani z plebanii. Nie ma żadnej informacji o wykreśleniu z księgi chrztów.

Czy apostatom trudno jest żyć w tak religijnie zdominowanym społeczeństwie? Często nie chcą się ujawniać.
- Nie jest to kwestia wstydu - mówi Gliński. - Bardziej chodzi o strach przed ostracyzmem, odrzuceniem, atakami i wyrzutami ze strony bliskich i znajomych.

Andżelika matce tylko wspomniała, że chce dokonać apostazji. Reakcja matki była bardzo gwałtowna. Zdecydowała więc, że lepiej będzie nic rodzinie nie mówić. Jak wychowa swojego rocznego synka?
- Na pewno nie zabronię mu wyznawać żadnej religii. To będzie jego wybór. Jeśli zauważę, że interesuje się religią, będę się starała mu pomóc. Czy zostanie księdzem katolickim, czy pastorem, czy muzułmaninem, to będzie jego wybór. Ważne żeby był dobrym człowiekiem.

Jacek powiedział rodzinie. Żona była trochę zła, ale córki stwierdziły "tato, rób, co uważasz". Kilka miesięcy później zjawił się u nich na kolędzie proboszcz. Poprosił Jacka na zewnątrz i spytał, czemu posunął się do aktu apostazji. Okazało się, że dostał informację z łódzkiej parafii. Kiedy Jacek odpowiedział, ksiądz uśmiechnął się tylko i życzył mu wszystkiego dobrego.
- Dopiero kilka dni później dowiedziałem się od teścia, że w niedzielę z ambony grzmiał, że mamy w parafii apostatę. Ludzie się dowiedzieli, ale jakoś nie odczułem niechęci.
Część znajomych Piotra myślała, że się po prostu wygłupia, ale gdy dokonał aktu, byli troszkę zaskoczeni, a potem stało się to normalne. Babcia dowiedziała się o tym od rodziców, ale z Piotrem o tym nie rozmawiała. Piotr podejrzewa, że babci się to nie spodobało, ale jest osobą tolerancyjną i nic się nie zmieniło w ich stosunkach. Jedna ciocia, gdy się dowiedziała, nie mogła sobie tego wyobrazić, a dokładnie tego jak można kogoś pochować bez udziału księdza. Część rodziny pewnie ma go za "zdrajcę", kogoś gorszego i pewnie uważa, że jest opętany przez szatana.

Szpaker (lat 19, apostata od dwóch tygodni) z akceptacją rodziny nie miał żadnego problemu.
- Co do rozmowy na tematy religijne to u nas przy stole nigdy się ich raczej nie poruszało, bo święta w mojej rodzinie są okazją do pogadania sobie przy stole o pierdołach - przyznaje. - Taka nasza polska tradycja, mało to ma już dzisiaj wspólnego z religią - zauważa.
Czy ma rację? Jako osoby wierzące deklaruje się 90 proc. Polaków. Regularnie uczestniczy we mszach niewiele ponad połowa z nich. Jak wynika z badań CBOS, w Boga wierzy 86 proc. Tylko 63 proc. uznaje istnienie szatana. Nieco ponad 70 proc. Polaków wierzy, że istnieje niebo. A w przypadku piekła jest to zaledwie 63 proc. 30 proc. wierzy w reinkarnację, co pozostaje w oczywistej sprzeczności z nauką Kościoła.

Jak "wypisać się" z kościoła rzymskokatolickiego

Należy napisać wniosek o rezygnacji z członkostwa w kościele rzymskokatolickim, najlepiej w dwóch egzemplarzach. Wniosek należy złożyć w parafii miejsca zamieszkania, w obecności dwóch pełnoletnich świadków. Należy także załączyć świadectwo chrztu (odpis). Proboszcz potwierdza dokument swoim podpisem i pieczęcią parafialną, umieszczając datę. Uwierzytelnioną kopię tego dokumentu proboszcz przesyła do kurii swojej diecezji. Kuria diecezjalna, jeśli nie stwierdzi nowych okoliczności, poleca proboszczowi parafii chrztu dokonanie stosownego wpisu do parafialnej księgi ochrzczonych. Jeżeli odstępca przyjął chrzest w parafii, która należy do innej diecezji, wówczas kuria diecezjalna przesyła tam tę informację. Proboszcz parafii zamieszkania odstępcy ma obowiązek dokonać także odpowiedniego wpisu w kartotece parafialnej. Apostata dostaje świadectwo chrztu z odpowiednią adnotacją potwierdzającą formalny akt wystąpienia z Kościoła.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie