reklama

Anthimos Trio potrafi ożywić jazz-rocka

Tomasz RozwadowskiZaktualizowano 
Jazz-rock to jeden ze stylów w jazzie, który budzi szczególne kontrowersje. Pod koniec lat 60. XX w. nieodwracalnie zrewolucjonizował muzykę jazzową, ale z biegiem czasu utonął w schematach i doczekał się wielu wprost kiczowatych przykładów.

Na szczęście ta reguła nie obowiązuje wszystkich i trójmiejska publiczność miała ostatnio okazję spotkać się z elektrycznym jazzem zagranym z sercem i z wyobraźnią. Tym przypadkiem był niedzielny koncert Anthimos Apostolis Trio w gdyńskim klubie Pokład.

Apostolis Anthimos (rocznik 1954) doskonale pamięta czasy, gdy jazz-rock był muzyką awangardową. Co więcej, od początku własnej kariery, czyli wczesnych lat 70., ten styl był dla niego, obok czystego rocka i bluesa, jednym z głównych źródeł inspiracji. Jego styl gry wywodzi się w linii prostej od wielkich gitarzystów tamtej epoki - z jednej strony Jimiego Hendriksa, z drugiej Johna McLaughlina - ma jednak indywidualne piętno i własną, charakterystyczną tylko dla tego polskiego Greka, energię.

Znakomity gitarzysta albo potrafi pracować nad swoim artystycznym ego, albo ma naturalne dążenie do rozwoju, bowiem udało mu się ominąć większość pułapek, w które wpadli jego rówieśnicy i duża część młodszych gitarzystów. Przede wszystkim, co wyraźnie było słychać w minioną niedzielę, skłonność do popisu i wirtuozerii nie zabiła u niego pasji muzykowania i przyjemności dzielenia się muzyką z innymi. Anthimos potrafi zachwycić niewiarygodną, trudną do przewidzenia solówką, ale w razie potrzeby potrafi się schować za partnerami z zespołu, potrafi ich słuchać i pozwala im na wiele swobody. Do tego dochodzi osobista skromność i wdzięk w kontakcie z publicznością - gitarzysta pozwala muzyce uwieść słuchacza, sam pozostając w cieniu, unikając najmniejszych nawet gwiazdorskich gestów. Po trzecie, potrafi jazz-rocka zreformować brzmieniowo.

Brzmienie było odmienne od klasycznego w dużym stopniu za sprawą dwóch o pokolenie młodszych, świetnych muzyków tria. Perkusista Krzysztof Dziedzic i basista Adam Kowalewski to jedna z najlepszych sekcji rytmicznych w Polsce, na stałe współpracująca m.in. z Nigelem Kennedym. To oni wnieśli nową energię i nowy, pozbawiony funkowych manieryzmów, styl.

To był trzeci wieczór jesiennego cyklu JaZzGdyni 2009. Przed nami jeszcze dziewięć koncertów, a w tym miesiącu dwa, 27 października i 28 października, oba w Pokładzie. W pierwszym wystąpi Hunger Pangs Trio, w drugim kwartet trębacza Piotra Wojtasika z saksofonistą Maciejem Sikałą i dwoma Amerykanami, bębniarzem Johnem Betschem i kontrabasistą Wayne Dockerym.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie