Anna Kiełbasińska z SKLA Sopot: Ja już dużo rzeczy przewartościowałam. Staram się być elastyczna, bo życie nauczyło mnie tego wielokrotnie

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Anna Kiełbasińska podczas mistrzostw Europy w Berlinie w biegu 200 metrów 10.08.2018 Paweł Relikowski
Anna Kiełbasińka, biegaczka SKLA Sopot, kwarantannę spędza w domku na Mazurach, bo tam zastała ją wiadomość o zagrożeniu pandemią koronawirusa. Stara się więc trenować, mimo ograniczonych warunków, aby podtrzymać dobrą formę. Stanowczo opowiada się za przełożeniem igrzysk olimpijskich w Tokio, bo widzi, że nie wszyscy sportowcy mają równe szanse w przygotowaniach do najważniejszej imprezy sportowej świata. Wspomina także wycieczkę po Wuhan, gdzie problemy z koronawirusem miały swój przerażający początek.

Wszyscy jesteśmy na domowej kwarantannie. Dla Ciebie dom to już Trójmiasto czy jednak rodzinna Warszawa?
Ani to, ani to. W tym momencie siedzę na Mazurach, gdzie mój chłopak (panczenista Artur Waś – przyp.) ma domek letniskowy. Pojechałam tam przed zgrupowaniem w Spale, miałam być tylko dzień-dwa i w tym momencie wszystko wybuchło. Postanowiliśmy, że zostajemy tu do odwołania.

Jak sobie radzisz w kuchni?
Całkiem nieźle, chociaż wczoraj myślałam, że oszaleję. Robiłam po raz pierwszy kopytka ze szpinakiem. Starałam się to robić według przepisu, ale nie mogłam odpowiednio dobrać składników. Przez to, że jesteśmy daleko od sklepów w pobliskiej wsi i jest tam mało produktów. Celowo zrobiłam trochę zapasów, aby nie ryzykować. Chcę być odpowiedzialna i nie pojawiam się w miejscach, gdzie jest dużo ludzi. Mogę przecież zostać zarażona lub sama zarażać. Może nie zrobiłam zapasów papieru toaletowego na rok, ale na miesiąc artykułów spożywczych powinno wystarczyć.

I jak wyszły te kopytka?
Dobrze, ale miałem problem, bo ciasto bardzo się kleiło. Robiłam je pierwszy raz, według przepisu siostry. Wszystko się działo po dwóch treningach, już o godz. 22, więc trochę czasu mi to zajęło.

W ciągu roku jesteś w ciągłym ruchu: treningi, zgrupowania, zawody, podróże. Teraz jesteś przymusowo w domu, w jednym miejscu. Chyba nie martwi Cię to zbytnio, prawda?
To nie jest sytuacja normalna. Z wiadomych przyczyn nie mogę zrobić rzeczy, które zazwyczaj robię. Na Mazurach jest pięknie. Mało tu ludzi, natura budzi się do życia. Mam większe pole do popisu, niż osoby, które zostały w mieście. W mieście musiałabym siedzieć w mieszkaniu. Tutaj mam lasy, ogród, hantle, piłkę lekarską. Mogę trening wykonywać i nie obawiać się, że kogoś zarażę. Dostaliśmy gratis dwa tygodnie na Mazurach. Nie skupiam się na wadach, ale na dostrzeganiu plusów.

Nie wiadomo jeszcze, czy to będą tylko dwa tygodnie...
Wiem, że ta kwarantanna może się przedłużyć, a to będzie oznaczać katastrofę w gospodarce. Sponsorzy już się do nas odzywają, że mogą być przesunięcia w wypłatach zobowiązań. Igrzyska olimpijskie jeszcze nie zostały odwołane. Jeżeli nie weźmiemy się w kupę, nie będziemy odpowiedzialni, to szybciej to się nie skończy. Ludzie sobie żarty robią, a mnie to wkurza. Nie mówię o wpadaniu w panikę.

Każdy na tę sytuację patrzy inaczej i inaczej reaguje. Jedni panikują i wykupują w sklepach wszystko, a inni żartują i robią memy.
To rozumiem. Dobry humor nie może nas opuszczać. Sama śmieję się z niektórych memów, bo są dobre. Dobry humor to śmiech, który też poprawia naszą odporność. Trzeba być jednak odpowiedzialnym. Powtarzam to, ale to bardzo ważne.

CZYTAJ TAKŻE: Angelika Cichocka, biegaczka SKLA Sopot: Nie nudzę się podczas kwarantanny. Jest jak na obozie treningowym, kiedy żyję jak asceta

Jak spędzasz ten czas w domu? Może natchniesz tych, którym zaczyna doskwierać już taka przymusowa izolacja?
W dobie internetu można mieć stały kontakt ze znajomymi. Wyprowadzając się z Warszawy do Trójmiasta było mi ciężko, bo siedziałam w domu sama. Zostawiłam znajomych i rodzinę. Jedynymi formami kontaktu był telefon i skype. To czas, w którym można czytać i trzeba to wykorzystać. Sięgnąć po książkę, która zawsze wcześniej była odkładana. Zakładam, że każdy zazwyczaj nie ma na to czasu. Są jeszcze audiobooki, jeśli ktoś lubi słuchać. Oczywiście, są filmy i seriale. Polecam uprawianie jogi, medytację, ćwiczenia oddechowe. Można je wypróbować, a być może wejdą później w nawyk. Ja uzupełniam dzienniczki treningowe. Staram się tak gotować, aby nic się nie marnowało, wybierając produkty z najbliższym terminem przydatności. Już od dawna staram się żyć w zgodzie z naturą. Wybieram produkty, które nie zagrażają środowisku. Jeśli ktoś ma taką możliwość, to niech wybierze się do lasu, do parku. Tam, gdzie nie ma ludzi.

Opcji jest bardzo dużo.
Mnóstwo zawodników czy trenerów wrzuca teraz do internetu zestawy ćwiczeń, które można robić w domu, nawet bez specjalistycznego sprzętu. Myślę, że jest wiele rzeczy, które można nadrobić. Wczoraj miałam dwa treningi, robiłam śniadanie, obiad i kolację, obiad na następny dzień – te kopytka, trochę poczytałam i dzień upłynął bardzo szybko. Sięgnęłam do zbiorów zdjęć i bawię się nimi w programach do obróbki. Pole manewru jest duże, aby nie tracić czasu. Można się uczyć języków obcych on-line. Porządki wszystkie w domu zrobić.

Ubiegły rok miałaś znakomity. Wiele sukcesów w biegach sztafetowych na mistrzowskich imprezach. Zdobyłaś m.in. złoto na światowych wojskowych igrzyskach sportowych w Wuhan w październiku 2019 roku. To miasto źle się teraz kojarzy.
O tym, co wydarzyło się w Wuhan dowiedziałam się, kiedy byłam już w RPA na zgrupowaniu. Trzy tygodnie później byłam chora i to całkiem mocno. Po tak długiej przerwie stwierdziłam jednak, że to było mocne przeziębienie. W Wuhan wybrałam się nawet na wycieczkę i robiłam tam dużo zdjęć. Przeraziłam się jednak tym, co tam zobaczyłam. Ludzie żyją tam w bardzo trudnych warunkach. Mieszkają stłoczeni w garażach, w których za kuchnię służy im mały grill. I na nim coś tam sobie do jedzenia przygotowują. To były wstrząsające spostrzeżenia. Teraz nie bardzo mam ochotę wracać do tych zdjęć. Nie wiadomo skąd pojawił się koronawirus, ale jeśli Chińczycy żyją tam w takich podłych warunkach, to łatwo było o zakażenia.

Niedaleko Chin jest Japonia, w której mają odbyć się igrzyska olimpijskie na przełomie lipca i sierpnia. Czy wierzysz w to, że się odbędą?
W obecnej sytuacji byłabym za tym, aby je przełożyć. Wszyscy sportowcy mają problemy. W Belgii nie można wychodzić teraz z domów. Niektórzy zawodnicy kompletnie nie będą przygotowani. Sponsorzy zaczną się zaraz wycofywać. Wszystko się zmienia. Moim zdaniem igrzyska mogą odbyć się za rok. Jeśli coś jest zbudowane, to raczej się nie zmarnuje. Wiadomo, że nie wszystko da się przesunąć w czasie, ale to jedyna rozsądna decyzja. Sytuacja jest wyjątkowa. Wszystkie imprezy, koncerty zostały odwołane. Ludzie nie pracują lub wręcz tę pracę tracą. Międzynarodowy Komitet Olimpijski powinien się do tego dostosować. Igrzyska z połową zawodników lub ze sportowcami nieprzygotowanymi są bez sensu. To by było niesprawiedliwe.

Po jakim czasie zastoju wszystko traci sens w przypadku lekkoatletów?
Dwutygodniowa przerwa w treningach to dla lekkoatletów tragedia. Jeżeli igrzyska odbywają się w duchu fair play, to wszyscy muszą mieć równe szanse. Pewnych rzeczy po zaprzestaniu normalnych treningów nie da się odbudować. Robię ćwiczenia zastępcze, ale nie mam sztangi, ciężarów. Nie zrobię w ten sposób mocy. Ten trening już teraz jest zaburzony. Siłownie, stadiony zostały zamknięte. Jestem zwolenniczką, aby odwołać igrzyska w tym roku. Halowe mistrzostwa świata w lekkoatletyce zostały przecież przełożone (na marzec 2021 roku – przyp.). Staram się dostrzegać zalety. Staram się żyć ekologicznie. Myślę, że dla ziemi, dla środowiska dobrze się stało, że się zatrzymaliśmy. Szkoda tylko, że to odbije się na gospodarce.

Na razie skupiamy się na najbliższej przyszłości, bo ta dalsza jest wyjątkowo mglista. Jak na Ciebie wpływa to, że jako sportowiec nie możesz mieć konkretnego planu działania?
Staram się być elastyczna, bo wielokrotnie zmuszało mnie do tego życie. Zgodnie z moim trenerem (Michałem Modelskim – przyp.) stwierdziliśmy, że trzeba trenować. Plan treningowy jest niekompletny, ze względu na wyjątkową sytuację. Zawsze chcę budować dobrą formę i być dobrze przygotowaną. Po prostu więc trenuję i staram się skupiać na małych celach. Cieszę się tym, co jest, że jest już słońce coraz częściej, że las pięknieje z dnia na dzień. Nie skupiam się za to na tym, co jest złe.

W takich wyjątkowym czasie wiele spraw trzeba przewartościować. Jak to rozumiesz?
Słuchałam już zażaleń, że komuś odwołano na przykład koncert. Wartość tych rzeczy jest jednak niczym, wobec tego, co można wygrać lub co można przegrać. Udogodnienia są fajne, ale jako ludzie staliśmy się przez to bardzo rozleniwieni. Zaczęliśmy więcej konsumować, a przez to produkować więcej śmieci, których nikomu nie chce się segregować. Kiedyś mogłam pójść do kawiarni raz lub dwa w ciągu miesiąca, a spostrzegłam, że ostatnio mogłam być w niej codziennie. Przecież kawę można czasem zrobić i wypić w domu. To wszystko się nawarstwiło i straciliśmy poczucie wartości. Może dobrze się stało, że na chwilę się zatrzymaliśmy. Papieru używam teraz oszczędniej, bo nie mam wielkich zapasów. W domku na Mazurach jest szambo, więc odliczam każdą kroplę zużytej wody. Ja już dużo rzeczy przewartościowałam.

Jak wzmocnić odporność organizmu?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie