Anna Golędzinowska. Kiedyś wyskakiwała z tortu Silvio Berlusconiego, dziś żyje jak zakonnica

Piotr Furtak
Podczas  spotkania w Chojnicach Anna Golędzinowska w niczym nie przypomina modelki, o której rozpisywała się prasa
Podczas spotkania w Chojnicach Anna Golędzinowska w niczym nie przypomina modelki, o której rozpisywała się prasa Piotr Furtak
"Poderwała włoskiego księcia", "Kochanka włoskiego księcia w Tańcu z gwiazdami" - jeszcze kilka lat temu takie tytuły miały artykuły prasowe na temat Anny Golędzinowskiej, polskiej modelki pracującej w Mediolanie. Ale sytuacja diametralnie się zmieniła.

"Od bunga-bunga u Berlusconiego do klasztoru" - to tylko jeden z materiałów, który można znaleźć w internecie. Dzisiaj Anna Golędzinowska niewiele ma wspólnego z dziewczyną z rozkładówek kolorowych czasopism. Gdy w zeszłym tygodniu pojawiła się w chojnickiej bazylice mniejszej aby podzielić się z mieszkańcami opowieścią o swoim życiu trudno byłoby przypuszczać, że ta niepozornie wyglądająca kobieta, w workowatej kurtce, jeszcze kilka lat temu wyskakiwała z tortu urodzinowego podczas przyjęcia u premiera Włoch i rozbijała się odrzutowcami po całym świecie z włoskimi celebrytami.

Wszystko zmieniło się po wyjeździe do Medziugorie. Anna Golędzinowska przez dwa lata mieszkała w klasztorze. Wydała książkę "Ocalona z piekła", w której opowiada o swoim życiu.

Trudne dzieciństwo na warszawskim Żoliborzu, ojciec alkoholik i matka, która po jego śmierci dość często zmieniała partnerów. Trzynasto-, czternastoletnia Ania mieszkała już poza domem z jednym ze swoich przyjaciół. Pojawiły się narkotyki... Gdy w wieku 16 lat zaproponowano jej wyjazd do Włoch, gdzie miała pracować jako modelka, nie zastanawiała się zbyt długo. Na początku swojej włoskiej przygody zamiast w agencji modelek wylądowała jednak w nocnym klubie w Turynie. Po kilku latach udało się jej odbić od dna. W Mediolanie zaczęła robić karierę modelki, aktorki i prezenterki programów telewizyjnych. Rozpisywały się o niej włoskie brukowce.

- Miałam fałszywe życie. Paznokcie i włosy doczepiane, na twarzy nosiłam maski - mówi dzisiaj o tamtym okresie swojego życia.
- Chodziłam na 14-centymetrowych obcasach. Brałam środki na odchudzanie, bo chciałam być ładna dla innych. Ważyłam 50 kilogramów a i tak byłam za gruba, bo powinnam ważyć 48. Nikogo nie obchodziło, jaka jestem w środku. W Medziugorie przytyłam czternaście kilogramów, bo siostry zakonne bardzo dobrze gotują.

Droga do Medziugorie nie była jednak usłana różami. Po raz pierwszy zabrał ją tam wydawca książki, którą napisała. Miała pojechać do Hercegowiny na kilka dni i wracać do Włoch. Stało się jednak inaczej. Według Golędzinowskiej to nie przypadek.

- 25 czerwca zaczynałam nowy kontrakt i tego dnia miałam być w Mediolanie. Ten dzień to rocznica pierwszych objawień. Wtedy zdecydowałam się zostać - opowiada modelka. - Ania, co ty tam robisz? Co oni wam dają? Czego się naćpałaś? - pytali znajomi, którzy do mnie dzwonili. - Nic, ja się modlę, obieram ziemniaki i jestem szczęśliwa - odpowiadałam im.- Przyjaciele mówili mi, że zwariowałam, ale w Medziugorie było sto tysięcy ludzi. Czy oni wszyscy zwariowali?

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
czas24

Literatura pełna jest takich życiorysów. Coś w tym jest, że przychodzi taki moment obudzenia. Szkoda, że nie można na to liczyć na ul. Wiejskiej - tam przecież cudów nie ma.

Dodaj ogłoszenie